DRAGON
LAND
Akira Toriyama najbardziej kojarzony jest z „Dragon
Balla”, wiadomo. No może jeszcze pamięta się czasem, że zrobił też „Dr. Slumpa”,
bo były filmy i seriale i postacie pojawiały się w „DB”, czy przyłożył rękę do
gier typu „Chrono Trigger”, ale poza fanami autora, choć to legendarny twórca
przecież, mało kto kojarzy co jeszcze zrobił. A robił różne rzeczy, wiadomo na
polu mangowym głównie krótkie historie, jak „Cowa!”, „Kajika”, „Cross Epoch”
czy „Sachie-chan Good!!” (że o „Jaco” nie wspomnę), był konsultantem przy
filmach rozwijających jego serie, projektantem postaci i światów gier, a nawet
zaprojektował samochód elektryczny. A i tak wciąż przede wszystkim w świadomości
wszystkich to twórca „DB”. Jednak premiera „Sand Land” może o nieco odmienić.
Najpierw film w kinach, teraz serial, gra też. Więc dzieje się wokół mniej
znanego tytułu, który jako manga liczył tylko jeden tomik. No i teraz ja się
wziąłem za serial jest fajnie, bo choć Tori złożył to wszystko z typowych dla
siebie schematów, wszystko wypada naprawdę przyjemnie.
Rzecz dzieje się w świecie, który spustoszyły tak
wojny, jak i klęski żywiołowe. No pustynia jest, wody mało, tu jeszcze rzeka
wyschła. Jest za to stary szeryf, były wojskowy, który nie chce, by ludzie
cierpieli z pragnienia, dlatego postanawia dogadać się z lokalnymi demonami i
razem wyruszają na wyprawę w poszukiwaniu legendarnego źródła. A, że pustynia
pełna jest niebezpieczeństw, zaczyna się wielka przygoda!
Wiecie jak powstał „Sand Land”? Tori wpadł swego
czasu na taki krótki shorcik komiskowy o człowieku i czołgu. Tak dla własnej rozrywki,
przyjemności. Zaczął więc tworzyć, uparł się, że samodzielnie i okazało się, że
rysowanie czołgu to jednak mu nie idzie. Przerobił to więc trochę, tematu maszyny
bojowej nie porzucił i ostatecznie powstała manga, czternaście rozdziałów,
zamkniętych potem w jeden tomik (a jeszcze później wydana choćby w wersji full
color). No i w zasadzie tyle, bo premierę rzecz miała w 2000 roku i od
tamtej pory, poza wznowieniami i przekładami, do tematu nie wracano. Aż tu
nagle w zeszłym roku do kin trafił film adaptujący całą historię, od marca 2024
mamy okazję oglądać serial anime, a w kwietniu dostaliśmy grę na dodatek. No i ten
serial to z jednej strony to, co już znamy, bo pierwsze sześć epizodów to po
prostu to samo, co film, tylko w wersji z nowymi scenami, a cała reszta, drugie
tyle, to zupełnie nowa historia, nie oparta na mandze, ale wymyślona przez
Toriyamę – choć nie przez niego napisana w formie scenariusza – i…
No i fajnie jest. najlepsza jest ta pierwsza
połowa, może i wtórna co do „DB” – design postaci czy nawet wątki, jak z
czasów, gdy po pustyni w „Smoczych kulach” śmigał sobie Yamcha, a i w ogóle sprawia
to wrażenie, jakby działo się w tym samym uniwersum – ale jednak bardzo fajna.
Potem Tori idzie w te swoje nowe pomysły, czyli takie anielskie, w klimatach
„Dragon Balla Super”, z jednoczesnym powtarzeniem zgranych motywów (nowa postać
to taka Bulma na podobnej wyprawie, co ona kiedyś, pomieszana nieco z Lunch). I
jest już nieco słabnie, już takiego wrażenia nie robi, ale nadal jest fajnie.
Bo „Sand Land” to akcja i humor, fajne postacie, z obowiązkowym shounenowym
bohaterem na czele, fajny klimat. Dzieje się dużo, z puszczaniem oka, z
unikaniem nudy. Znamy to, widzieliśmy nie raz i jeszcze nie raz zobaczymy, ale
bawi ta seria, wypada lepiej niż ostatnia dragonballowa kinówka i pokazuje, że
wciąż najlepiej wypada taka klasyka, nawet we współczesnej odsłonie.
No a ta odsłona to na wskroś współczesna jest
właśnie. Animacja 3D, która tak źle robiła mi przy „DBS: Super Hero”, tu wypada
o dziwo całkiem przyjemnie. Lepiej oglądałoby się to w klasycznym wykonaniu, bo
czasem nadmiar efektów jednak wali po oczach, ale i tak jest dobrze. I tak
fajnie to wygląda. I ma swój urok. Więc w skrócie: warto. Dla fanów Toriyamy,
dla miłośników shounenów i lekkiej przygodowej fantastyki, jak znalazł. Tym
bardziej, że fajnie łączy to co stare, klasyczne, z tym, co nowe i dodaje już
do tego, co fani pewnie znają. I tylko zostaje mieć nadzieję, że ktoś w końcu
wyda po polsku mangę. Fajnie by było. Oby tylko nie powstały kolejne sezony i
nie zniszczyły tego dobrego wrażenia.




Komentarze
Prześlij komentarz