
CESARSKI
POMNIK
Losy Achai rozpoczęły się w grudniu 2002 roku,
kiedy na rynku pojawił się pierwszy z trzech tomów jej przygód. Finał został
dopisany dwa lata później, kończąc opowieść. Kończąc? Po ośmiu latach
Ziemiański pokazał czytelnikom jak bardzo się mylili, wydając kontynuację
zatytułowaną „Pomnik cesarzowej Achai”, która teraz doczekała się wyczekiwanego
zakończenia. A jakie jest to zakończenie?
Wszystko zaczyna się od dwóch żołnierek - Foe i jej
mającej wizje koleżanki Naan. Dziewczyn, które wędrują w zasadzie na stracenie.
Ale wizje Naan sprawdzają się, niosąc im ratunek. Skąd się biorą, wiadomo, we
snach zsyła je jej tajemniczy chłopak, jednak pozostaje pytanie, jaki jest jego
cel?
Tymczasem Tomaszewski wraz z Iną wraca do swoich.
Sytuacja w polskim wojsku nie jest najlepsza - szpieg w szeregach nadal jest
dużym problemem, a każdy gra tu dla swojej drużyny, co wprowadza coraz większe
zamieszenie, ale i zagrożenie. Tomaszewski chce nieco ugrać dla ludzi Iny,
jednak oficjalnie nic zdziałać się nie da. Co innego nieoficjalnie. Co więcej,
na jego drodze już wkrótce stanie... duch!
Jednocześnie bunt Shen trwa, ale czy ma szansę
powodzenia? I czy dostawy broni i zapasów nie zwrócą w końcu niczyjej uwagi?
Tymczasem Kai, która dotarła w końcu do księgi przejścia, ale ta okazuje się
nie mieć najmniejszego sensu, gromadzi coraz więcej szpiegowskich danych, które
musi przekazać swoim ludziom. Jednak na obcym kontynencie wpada na dziwny,
magiczny trop, który może być kluczowy dla nadciągającej wojny. Ta zaś zbliża
się wielkimi krokami, a kwestia pomnika cesarzowej Achai wciąż pozostaje
nierozstrzygnięta... Kto dotrze na Biegun? Kto przejdzie Piekło? I co się
wydarzy?
Czego w tej serii nie ma! Ja wiem, że sporo już
pisałem, ale pozwólcie, że przy tym finałowym tomie w konkret pójdę. Ziemiański,
który nad „Pomnikiem cesarzowej Achai” spędził kilka ładnych lat, postarał się
by w jak najbardziej epickim stylu zakończyć opowieść. Dlatego też do tego
przysłowiowego jednego wora wrzucił to, co
w serii dotąd znane: fantasy, science fiction, polską armię (a co za tym
idzie także i samą Polskę i jej historię), magię, kosmitów, ludzi z obu stron
gór, wizje, szpiegowskie akcje, Ziemian, propagandę, rewolucję, walki,
przygody, niebezpieczeństwa, światy alternatywne… No sporo tego jest, trudno
wszystko zresztą zliczyć, trudno zatem także i wymienić, ale on jeszcze
dopełnił to wspomnianym horrorem z duchem, dorzucił do tego chociażby
satyryczną komedię z kręceniem filmy propagandowego w świecie fantasy i parę
innych drobiazgów. No i…?
No i rzec trzeba, że udało mu się, oj udało, to
wszystko zgrabnie, fajnie i ciekawie posklecać. A przecież z takiej mieszanki
mógł wyjść niestrawny miszmasz, jakaś pulpa bez ładu i składu. Szczególnie, że
przez lata narosła liczba pytań i rozpoczętych wątków, które domagały się
należytego potraktowania. Ale na szczęście apetyty zostały zaspokojone, a przez
cały tom – tom liczący ponad 950 stron – nie można nudzić się ani przez chwilę,
chociaż jednocześnie są tu pewne minusy, wpadki (jak niespójności co do Mereditha chociażby), pospieszone za bardzo
zakończenie i im podobne. Mało jest tego jednak, choć pozostaje pewien
niedosyt, bo można było lepiej, bardziej i w ogóle te ostatnie rozdział, ale
zabawa jaką oferuje i frajda z lektury nadrabiają minusy.
Duża w tym zasługa lekkiego stylu pisania
Ziemiańskiego, który doskonale zna się na swoim fachu. Kiedy poznałem przed
laty jego twórczość (dla mnie zaczęło się od „Breslau Forever”), doceniłem
przede wszystkim język właśnie, oraz poczucie humoru. I humoru tu też jest
dużo, a co ważne, nie psuje on dramatyzmu. Mniej za to w „Pomniku” jest typowo
ziemiańskiej pornografii, tu wręcz jej nie ma, chociaż nie brak erotycznych
momentów, a całość to po prostu trochę taki mokry sen geeka fantastyki i
militariów, z bohaterem, do którego lgną panienki, a jemu w zasadzie wszystko
się udaje, chociaż już dawno powinien zarobić kulkę w łeb – nawet od swoich.
Ambicji w tym niewiele – są pewne satyryczne momenty, jest też ciekawie ukazana
strona techniczna, chociaż i tu, i w całej serii, Ziemiański przesadza z
wyjaśnieniem nawet tego, co oczywiste – ale zabawy sporo, gdzie walk, starć i
coraz większego konfliktu wiszącego w powietrzu jest dużo i na nudę nie ma
miejsca.
Co zostaje potem? Trochę żal, że to już koniec, ale
także i nadzieja, przecież sam Ziemiański gdzieś tam wspominał kiedyś, że
„Pomnik…” to dopiero środkowa część trylogii , a więc jest na co czekać. Oby jednak
czytelnicy się go doczekali. Choćby jednotomowego, żeby dopełnić całości, bo tu finał, poza tym, że pospieszony, jest i ucięty w pewnym sensie. Czas,
jak zwykle pokaże. Na razie jednak to tu kończy się historia świata Achai. Jedna
z lepszych rodzimych sag fantastycznych (choć słowo „saga” tak nie do końca mi
pasuje – poszczególne tomy w zasadzie są podzielone na tomy właśnie bez
większego pomysłu – to po prostu jedna wielka powieść, rozbita na kilka książek
i tyle), epicka i ładnie wydana, także graficznie (acz niespójnie, bo czasem
okładki były ze skrzydełkami, czasem bez). Warto poznać, chociaż nie łudzę się,
że lektura to dla każdego.
Komentarze
Prześlij komentarz