Pomnik Cesarzowej Achai, tom V - Andrzej Ziemiański

CESARSKI POMNIK

 

Losy Achai rozpoczęły się w grudniu 2002 roku, kiedy na rynku pojawił się pierwszy z trzech tomów jej przygód. Finał został dopisany dwa lata później, kończąc opowieść. Kończąc? Po ośmiu latach Ziemiański pokazał czytelnikom jak bardzo się mylili, wydając kontynuację zatytułowaną „Pomnik cesarzowej Achai”, która teraz doczekała się wyczekiwanego zakończenia. A jakie jest to zakończenie?

 

Wszystko zaczyna się od dwóch żołnierek - Foe i jej mającej wizje koleżanki Naan. Dziewczyn, które wędrują w zasadzie na stracenie. Ale wizje Naan sprawdzają się, niosąc im ratunek. Skąd się biorą, wiadomo, we snach zsyła je jej tajemniczy chłopak, jednak pozostaje pytanie, jaki jest jego cel?

Tymczasem Tomaszewski wraz z Iną wraca do swoich. Sytuacja w polskim wojsku nie jest najlepsza - szpieg w szeregach nadal jest dużym problemem, a każdy gra tu dla swojej drużyny, co wprowadza coraz większe zamieszenie, ale i zagrożenie. Tomaszewski chce nieco ugrać dla ludzi Iny, jednak oficjalnie nic zdziałać się nie da. Co innego nieoficjalnie. Co więcej, na jego drodze już wkrótce stanie... duch!

Jednocześnie bunt Shen trwa, ale czy ma szansę powodzenia? I czy dostawy broni i zapasów nie zwrócą w końcu niczyjej uwagi? Tymczasem Kai, która dotarła w końcu do księgi przejścia, ale ta okazuje się nie mieć najmniejszego sensu, gromadzi coraz więcej szpiegowskich danych, które musi przekazać swoim ludziom. Jednak na obcym kontynencie wpada na dziwny, magiczny trop, który może być kluczowy dla nadciągającej wojny. Ta zaś zbliża się wielkimi krokami, a kwestia pomnika cesarzowej Achai wciąż pozostaje nierozstrzygnięta... Kto dotrze na Biegun? Kto przejdzie Piekło? I co się wydarzy?

 

Czego w tej serii nie ma! Ja wiem, że sporo już pisałem, ale pozwólcie, że przy tym finałowym tomie w konkret pójdę. Ziemiański, który nad „Pomnikiem cesarzowej Achai” spędził kilka ładnych lat, postarał się by w jak najbardziej epickim stylu zakończyć opowieść. Dlatego też do tego przysłowiowego jednego wora wrzucił to, co  w serii dotąd znane: fantasy, science fiction, polską armię (a co za tym idzie także i samą Polskę i jej historię), magię, kosmitów, ludzi z obu stron gór, wizje, szpiegowskie akcje, Ziemian, propagandę, rewolucję, walki, przygody, niebezpieczeństwa, światy alternatywne… No sporo tego jest, trudno wszystko zresztą zliczyć, trudno zatem także i wymienić, ale on jeszcze dopełnił to wspomnianym horrorem z duchem, dorzucił do tego chociażby satyryczną komedię z kręceniem filmy propagandowego w świecie fantasy i parę innych drobiazgów. No i…?

 

No i rzec trzeba, że udało mu się, oj udało, to wszystko zgrabnie, fajnie i ciekawie posklecać. A przecież z takiej mieszanki mógł wyjść niestrawny miszmasz, jakaś pulpa bez ładu i składu. Szczególnie, że przez lata narosła liczba pytań i rozpoczętych wątków, które domagały się należytego potraktowania. Ale na szczęście apetyty zostały zaspokojone, a przez cały tom – tom liczący ponad 950 stron – nie można nudzić się ani przez chwilę, chociaż jednocześnie są tu pewne minusy, wpadki (jak niespójności co do Mereditha chociażby), pospieszone za bardzo zakończenie i im podobne. Mało jest tego jednak, choć pozostaje pewien niedosyt, bo można było lepiej, bardziej i w ogóle te ostatnie rozdział, ale zabawa jaką oferuje i frajda z lektury nadrabiają minusy.

 

Duża w tym zasługa lekkiego stylu pisania Ziemiańskiego, który doskonale zna się na swoim fachu. Kiedy poznałem przed laty jego twórczość (dla mnie zaczęło się od „Breslau Forever”), doceniłem przede wszystkim język właśnie, oraz poczucie humoru. I humoru tu też jest dużo, a co ważne, nie psuje on dramatyzmu. Mniej za to w „Pomniku” jest typowo ziemiańskiej pornografii, tu wręcz jej nie ma, chociaż nie brak erotycznych momentów, a całość to po prostu trochę taki mokry sen geeka fantastyki i militariów, z bohaterem, do którego lgną panienki, a jemu w zasadzie wszystko się udaje, chociaż już dawno powinien zarobić kulkę w łeb – nawet od swoich. Ambicji w tym niewiele – są pewne satyryczne momenty, jest też ciekawie ukazana strona techniczna, chociaż i tu, i w całej serii, Ziemiański przesadza z wyjaśnieniem nawet tego, co oczywiste – ale zabawy sporo, gdzie walk, starć i coraz większego konfliktu wiszącego w powietrzu jest dużo i na nudę nie ma miejsca.

 

Co zostaje potem? Trochę żal, że to już koniec, ale także i nadzieja, przecież sam Ziemiański gdzieś tam wspominał kiedyś, że „Pomnik…” to dopiero środkowa część trylogii , a więc jest na co czekać. Oby jednak czytelnicy się go doczekali. Choćby jednotomowego, żeby dopełnić całości, bo tu finał, poza tym, że pospieszony, jest i ucięty w pewnym sensie. Czas, jak zwykle pokaże. Na razie jednak to tu kończy się historia świata Achai. Jedna z lepszych rodzimych sag fantastycznych (choć słowo „saga” tak nie do końca mi pasuje – poszczególne tomy w zasadzie są podzielone na tomy właśnie bez większego pomysłu – to po prostu jedna wielka powieść, rozbita na kilka książek i tyle), epicka i ładnie wydana, także graficznie (acz niespójnie, bo czasem okładki były ze skrzydełkami, czasem bez). Warto poznać, chociaż nie łudzę się, że lektura to dla każdego.

Komentarze