POWRÓT
DO DOMU
Przygody Lanfeusta wkraczają w
fazę, kiedy w ręce czytelników nad Wisłą trafiają albumy wcześniej w naszym
kraju nie wydane. „Odyseja”, seria chronologicznie dziejąca się po „Lanfueście
w kosmosie”, choć w oryginale zaczęła ukazywać się równo dekadę temu, do Polski
dotarła dopiero teraz w kolejnym zbiorczym wydaniu. Wydaniu grubszym od
poprzednich, ale tak samo znakomitym. Fani serii będą więc z całości bardzo
zadowoleni i jedynie fakt, że na ciąg dalszy znów będziemy musieli zaczekać
kilka miesięcy można – z przymrużeniem oka oczywiście – poczytywać jako pewien
minus.
Z krainy fantasy w odmęty kosmosu –
taką drogę przebył obdarzony niezwykłymi mocami Lanfeust z Troy. Teraz, po
niemal dwóch dekadach – czas jednak, ze względu na kosmiczne paradoksy obszedł
się z nim tak łaskawie, że nasz heros nie zmienił się przez lata – powraca do
domu, nie sam, choć niestety już bez ukochanej przy boku. Jak jednak przyjmą go
i towarzyszącego mu Hebiusa dawni ziomkowie? I jakie nowe przygody na nich
czekają, bo w to, że teraz nadejdzie sielanka, nie wierzy nikt, skoro wokół nie
dzieje się najlepiej…
Lanfeust po latach powraca w tym
tomie nie tylko w rodzinne strony, ale też i z nowymi przygodami. Na obu polach
bohater stał się już swoistą legendą, dawno go nie widziano, choć pamiętano o
jego dokonaniach (tym bardziej, że niedawno pojawiły się zbiorcze wznowienia
jego wczesnych przygód). Ale jak po tym czasie przyjmą go rodacy/czytelnicy? Mam
nadzieję, że równie dobrze, co kiedyś. Ci, którzy poznali go dopiero teraz,
dzięki nowej edycji i dali się całości urzec, na pewno i tym tomem będą
zachwyceni. Starzy czytelnicy, obawiający się, jak po latach będzie przebiegał
powrót do całości to inny temat. Ale myślę, że i oni odetchnęli z ulgą, bo
„Odyseja” to kawał dobrego, humorystycznego science fantasy, które nadal trzyma
ten sam poziom. Może początkowo nie jest tu tak krwawo i erotycznie, jak przed
laty, ale potem i te elementy powracają w dawnej sile, przypominając, że twórcy
nie stracili pazura.
Zatem jak na dzieło swego gatunku
przystało, „Odyseja Lanfeusta” to przepełniona akcją, niezwykłościami i
epickimi scenami opowieść o wybrańcu władającym mocami. Twardzi faceci, piękne
kobiety, potężni wrogowie i cała masa niezwykłych istot, wrzuceni zostają w wir
szalonych wydarzeń. Dużo w tym humoru, dużo puszczania oka i umowności. A
przede wszystkim dużo uroku, który sprawia, że przygody Lanfeusta czyta się
szybko i bardzo przyjemnie. Oczywiście jeśli lubicie fantasy, a właściwie
szeroko pojmowaną fantastykę czy komiksy przygodowe, bo to właśnie do tej grupy
czytelników przeznaczone są komiksy z tej serii. Jednakże jak na
przedstawiciela szufladki gatunkowej, która od lat nie ma zbyt wiele dobrego do
zaoferowania, zachowują naprawdę wysoki poziom i mimo komediowego tonu, całość
jest niegłupia i potrafi wywołać niejedną emocję.
To, plus znakomita szata graficzna,
pełna detali, choć zarazem cartoonowa, tworzy znakomity efekt. Nie do końca
poważny, nie do końca żartobliwy, satysfakcjonujący zarówno czytelników
mających ochotę na dobre fantasy, jak i przygodową komedię. Świetne wydanie
(tym razem na tom składa się aż pięć albumów) też robi wrażenie. W skrócie:
solidna dawka świetnego komiksu dla nieco starszych czytelników gwarantowana.



Komentarze
Prześlij komentarz