ŚMIERĆ
FISKUSOWI
Dziś po latach od jego wydania sięgam po komiks,
którego ukazanie się na naszym rynku niezmiernie mnie swego czasu cieszyło. „Lobo:
Śmierć i podatki", bo o nim mowa, to dzieło, które w kręgach fanów
szalonego rzeźnika od zawsze cieszyło się popularnością i kultowością. Jak
przeszło próbę czasu?
Lobo po raz kolejny wikła się w problemy. Oto jego
przyjaciółka Ramona, u której ma zaciągnięty dług wdzięczności, potrzebuje jego
pomocy. Jej kochanek bowiem uciekł z ponad 6 milionami kredytek a u niej zjawił
się fiskus z żądaniem zapłaty 2 milionów podatków. Jeśli tego nie zrobi,
zostanie uśmiercona, jej ciało sprzedane a dług rozłożony na najbliższych. Lobo
wyrusza więc odnaleźć jej byłego, a za nim rusza agent Międzygwiezdnego Kartelu
Skarbowego, którego mocą jest to, że nikt nie może go dotknąć (i jak tu kogoś takiego zabić?), a także
pracownik drogówki, który chce odzyskać od Ważniaka należność za niezapłacone mandaty... Jakie szanse na zwycięstwo ma nasz Lobo skoro
Skarbówka, jeśli nawet Ramona spłaciłaby dług, nie zamierza darować jej życia i jest gotowa zmienić każde przepisy, byle tylko ją dopaść?
Po scenariuszu Keitha Giffena, twórcy Lobo,
spodziewałem się wiele, ale kiedy pierwszy raz zacząłem lekturę tego albumu byłem odrobinę rozczarowany. Owszem
humor, akcja, krew. . . wszystko było na
swoim miejscu, ale brakowało czegoś ponad to wszystko, co już znaliśmy. Nadal było sporo tej satyry, z której Giffen
zasłynął, ale jakby mniej. A przynajmniej dopóki komiks
nie wszedł w decydującą fazę, czyli 4 część historii. Wszystko nagle nabrało lepszego tempa, przybyło cynizmu, satyry, czarnego humoru i nawet tego nieuchwytnego czegoś, za co „Lobo”
tak się ceni na tle innych historii obrazkowych. No a po latach rzecz wchodzi jeszcze lepiej niż kiedyś, bardziej ją doceniam i w ogóle widzę więcej, niż jako dzieciak wkraczający wtedy w nastoletniość, a jeszcze nie znający za dobrze życia. Bo jednak do tej historii, jak się przekonałem, trzeba dorosnąć.
Bardzo fajnie prezentują się również rysunki Horleya,
człowieka, który zachwyci nas później planszami do „Lobo: Wyzwolonego", a
który na razie tworząc komiks bez własnych kolorów, nie wybija się ponad resztę
rzemieślników z DC. Co nie zmienia faktu, że dobrze robi oczom, czuje konwencję i postać i ogólnie ma coś fajnego, czego brakuje masie innych lobowych rysowników, z takim Semeiksem na czele.
Konkluzja jest zatem przewidywalna. „Śmierć i podatki” to słusznie kultowy komiks. Dobra rzecz, fajna satyra na system finansowy (plus świetne momenty z Dniem Czerwonej Flagi) i masa świetnej zabawy dla tych, którzy lubią na ostro. Szczególnie, że TM-Semic, co rzadkie, dorzucił na końcu galerię okładek i
pełnoformatowe rysunki wielu znanych z Lobo twórców. Drobiazg a cieszy.



Komentarze
Prześlij komentarz