Superman #2/1997 - Louise Simonson, Jon Bogdanove, Dan Jurgens, Steve Mitchell, Barry Kitson, Karl Kesel
SUPERMAN,
LOBO I MASAKRA
Nowy film o Supermanie zbliża się wielkimi krokami (ma być w lipcu), jednocześnie, jak chyba każdy fan komiksów od DC - a pewnie i każdy fan komiksów w ogóle - wie, Lobo też ma trafić na ekrany w produkcji poświęconej Supergirl, więc... No więc dziś na recenzencką tapetę biorę jeden z
nielicznych komiksów o Lobo, który jakoś w naszym kraju nie stał się takim obiektem kultu, jak większość pozostałych. Nie ma
się jednak co dziwić, bo wspólna przygoda Lobo i Supermana, która przeradza się
w kosmiczną odyseję Człowieka ze Stali nie jest niczym innym, jak przeciętną
opowieścią z Supkiem, jakich wtedy było na pęczki. Może i nawet ciekawą – nie przypadkiem wybrano ją na jubileuszowy, 75
numer polskiego wydania „Supermana” – jednak niespełnioną przez zmarnowany
potencjał. Choć i tak, jako ciekawostkę, warto ten pogrubiony zeszyt poznać. A poza tym mam do niego duży sentyment, bo był to pierwszy komiks z Lobo, jaki kupiłem lata temu (choć bardziej traktuję go właśnie, jako kolejną przygodę harcerzyka, a nie pełnoprawnego Ważniaka) i chociaż nie on sprawił, że pokochałem tę postać, dostarczył mi pewnej frajdy.
W otwierającym ten pogrubiony numer zeszycie Lobo dowiaduje się o
zmartwychwstaniu Supermana i przybywa na Ziemię. Sam kiedyś ożył i uważa, że
tylko jemu wolno dokonać czegoś takiego, dlatego chce odesłać naszego herosa z powrotem do
grobu. Ich walka przemienia się jednak w nieoczekiwane kosmiczne starcie z obcą
rasą, która przywraca do życia największych wrogów Ważniaka…
Brzmi to nieźle, prawda? Ale nic w tym zeszycie niestety
specjalnego. Lobo jest tu łagodny i pozbawiony sarkazmu, że już o brutalności
nie wspomnę. To nie ten Ważniak, którego wszyscy pokochali, a jego ułagodzona
wersja, dostosowana do przygód innych herosów z głównego nurtu. Do tego
pokazane tu pojedynki zwyczajnie w świecie są nudne, pozbawione dynamiki i
ostrości, a zakończenie rozczarowuje naiwnością.
Drugi komiks jest nieco lepszy, ale nieznacznie.
Superman trafia w sam środek pojedynku pomiędzy statkami kosmicznymi. Istoty,
które straciły wszystko z rąk postaci gorszej w swych czynach od Hitlera, chcą
zemścić się na konającym kacie. Tylko kto tu jest prawdziwą bestią? I kto tak
naprawdę zasługuje na karę?
Pomimo nieźle postawionych pytań i całkiem
sympatycznego klimatu, historia tak, jak to w takim skrojonym pod nastolatków trykociarstwie, jest naiwna. Za szybko poprowadzona,
bardziej skupiona na akcji, aniżeli ciekawszych pytaniach, a szkoda. Ale jako
niezobowiązująca rozrywka z Supermanem w roli głównej jest całkiem przyzwoita.
Po niej następuje wreszcie najlepszy komiks w
albumie i zarazem po prostu dobra opowieść graficzna. Stanowiący co prawda
wstęp do większej fabuły, ale i całkiem dobrze broniąca się, jako samodzielna
całość. A przy okazji ma całkiem udany klimat.
Rzecz opowiedziana jest nie z perspektywy Superka,
a kosmity, który sprząta zwłoki pozostałe po bitwach herosów. Jego oczami
obserwujemy codzienność takiego pracownika, patrzymy jak okrada trupy i jak staje
się świadkiem walki Supermana z niejakim Masakrą. Walki, która będzie miała już
w wkrótce swój dramatyczny ciąg dalszy…
Mimo tego jakże udanego komiksu na koniec i niezłej
szaty graficznej, jako całość ten album jest po prostu przeciętny. I przy okazji beznadziejnie przełożony niestety. A mimo to i
tak pozostaje godny polecenia: spotkanie Supermana z Lobo, nie pierwsze i nie
ostatnie, ale jednak znaczące czy finalna historia, która zadowoli fanów
komiksów, to rzeczy które przeczytać wypada. Oczywiście jeśli lubcie Supermana. Jako kolejna przygoda Ważniaka jednak to przeciętniactwo, które śmiało można pominąć.



Komentarze
Prześlij komentarz