Zdecydowana większość opinii o tym filmie mówi, że
to najgorsza produkcja Kinowego Uniwersum Marvela od lat, jeśli nie w ogóle. I
trudno się z tym nie zgodzić. Owszem, MCU oferowało nam już gorsze filmy, że
wspomnę „Hulka” czy „Antmana”, jednak „Eternals” nie są obrazem na poziomie
ostatnich dokonań tego typu. Z drugiej jednak strony wciąż to całkiem niezły
film rozrywkowy, którego największym plusem jest to, że przybliża nam zawiły
marvelowski kosmos w prostej i przystępnej formie.
Tysiące lat temu Eternals, kosmiczna rasa, przybyła
na Ziemię by chronić ludzkość przed niejakimi Dewiantami. Robili to przez
wieki. I robią nadal. Jednak teraz czeka na nich czas rozpadu i prób prowadzenia
normalnego życia w ukryciu między ludźmi. Ale wróg nie śpi i już wkrótce
Eternals będą musieli zjednoczyć siły, by stawić mu czoła!
Oglądając „Eternals” trudno nie odnieść wrażenia,
że to taki film, jakby Marvel nagle zapragnął udawać konkurencyjne Kinowe
Uniwersum DC. Z tym, że DCEU powstało jako odpowiedź na MCU właśnie, w pewnym
momencie podkradło nawet Marvelowi jednego z twórców… a mimo to okazało się
dużo od niego słabsze. Miało potencjał, jednak pójście w tanie zagrywki i
przesadne nagromadzenie mroku i powago. Tylko te produkcje od DC były udane,
które najmocniej udawały filmy Marvela. A teraz MCU udaje DCEU. Ale na szczęście
nie na tyle, by był to film na poziomie „Batman v Superman” czy „Liga
sprawiedliwości”.
Co przypomina tu DC? „Eternals” to tytuł
mroczniejszy od typowych marvelowskich filmów. Inny klimat, brak znajomego
humoru. Klimat też jest inny, a całość skupiona jest na przygodzie grupy
bohaterów, a nie konkretnej postaci. Niby żadna to nowość, w końcu filmy z
serii „Avengers” (i nie tylko) robiły dokładnie to samo, niemniej tam bohaterów
znaliśmy już z wcześniejszych solowych produkcji, nie trzeba było ich
przestawiać, można się było skupić na akcji i opowieści, a w „Eternals” dostajemy
nowe postacie. A przy okazji nie mamy czasu zbyt dobrze ich poznać. Do tego niektóre
zmiany charakterów względem komiksów nie każdego kupią.
A mimo to film ogląda się nieźle. Tylko nieźle albo
aż nieźle. Fabuła nie porywa tak bardzo, jak można by oczekiwać od
marvelowskiej produkcji, ale też i nie nuży. Efekty specjalne, czyli clou całości,
za specjalne nie są. Czuć niższy budżet, brakuje tu trochę widowiskowości, ale nie
jest też tak, że nie ma na co popatrzeć. Jest tego mniej, niektóre sceny robią
wrażenie niedopracowanych, co może być faktem, zważywszy na to, że długo ważyły
się losy tej produkcji i w zasadzie chyba niewiele brakowało, by jednak nie
zawitała na kinowe ekrany.
Plus należy się tu jednak za niezłą obsadę. I za
to, że to, co w komiksach jest zawiłe i niejasne nawet dla najzagorzalszych fanów
dobrze z uniwersum obeznanych – czyli cała ta kosmiczna mitologia i związane z
nią byty – tu nabiera prostoty i jasności. I w całkiem niezłej formie wprowadza
szerszy marvelowski kosmos do bogatego Kinowego Uniwersum Marvela. A to otwiera
ciekawe możliwości na przyszłość. Oby twórcy wykorzystali je jak należy.
Recenzja opublikowana na portalu Kostnica.



Komentarze
Prześlij komentarz