Tomb Raider: Definitive Survivor Trilogy


LARA NA NOWE CZASY

 

Trochę trwało, zanim najpierw zagrałem, a potem przeszedłem niemal na sto procent najnowszą trylogię „Tomb Raidera”. Bywa. Lubię gry, ale nie na tyle, bym miał ochotę inwestować w nie w dniu premiery, skoro za rok czy dwa na promocji kupię je dosłownie za grosze. I tak było też z tymi częściami przygód Lary Croft. Częściami, muszę to przyznać, jednymi z najlepszych, chociaż też niestety niepozbawionymi wad.

 

Lara Croft, młoda zdolna archeolożka, cudem uchodzi z życia z katastrofy. Od teraz będzie musiała przetrwać w pełnym tajemnic i niebezpieczeństw miejscu, szukając swoich towarzyszy i starając się odkryć jednocześnie tajemnice przeszłości. Ranna, pozbawiona broni, zmuszona zostaje jakoś poradzić sobie w środowisku, gdzie czekają na nią nie tylko wilki, ale i uzbrojeni ludzie, którzy nie cofną się przed niczym, by osiągnąć swoje cele…

A w dalszych częściach kontynuuje to, co zaczęła. W „Rise of Tomb Raider” wędruje po niegościnnych, skutych lodem i mrozem rosyjskich obszarach. W „Shadow” zaś trafia do dżungli. I za każdym mierzy się z potężną organizacją Trójca, starając się rozwikłać rodzinne tajemnice…

 

„Tomb Raider” to seria, która fascynowała mnie od dziecka, jeszcze od czasów, kiedy nie miałem komputera i mogłem pomarzyć o tego typu rozrywce. Wszystko, dlatego że odkąd tylko obejrzałem pierwszego „Indianę Jonesa”, pokochałem ten schemat. Z czasem, więc zainwestowałem we wszystkie wówczas stworzone części, ograłem je i przy każdej (nawet „Aniele ciemności”, który straszył bugami, ale był udanym odświeżeniem serii) bawiłem się znakomicie. I teraz się to nie zmieniło, chociaż sama gra okazała się całkiem odmieniona.


Pierwszy „Tomb Raider” to kolejny już restart serii. Tym razem jednak nie jest to remake pierwszej części, ale na nowo opowiedziana historia naszej bohaterki. Twórcy odrzucili część schematu cyklu, sporo zaczerpnęli z trylogii „Batman: Arkham” i transformowali archeologiczną przygodówkę, pełną fantastyki i szybkiej akcji, w całkiem realistyczny i brutalny thriller spod szyldu survivalowych gier. Owszem, nadal odkrywamy tu tajemnice zamierzchłej przeszłości, artefakty i świątynie, ale wszystko to jest bardziej przyziemne, sensacyjne i zwyczajne, a dodatkowo wzbogacone o rozwijanie postaci, ekwipunku etc. (czego wcześniej nie było). Gra ma świetny klimat, czasem niczym rodem z horrorów, jednak nieco brakuje w tym starego dobrego „Tomb Raidera”. Stare przygody Lary miały w sobie coś wyjątkowego, ta produkcja przypomina po prostu jeszcze jedną taką samą grę na rynku.

 

Ale świetnie wykonaną i opowiedzianą w iście filmowym stylu. Co prawda animacji mogło być tu mniej, a sama gra wymagać więcej od graczy (w kwestii zagadek chociażby) i oferować bardziej zróżnicowaną fabułę i akcję, która zapewniłaby rozrywki na więcej godzin, nie zmienia to jednak faktu, że zabawa jest znakomita. Do tego pełen polski dubbing też całkiem dobrze daje radę. I…


… wszystkie te zalety można odnieść też do kolejnych części. Z tym, że są już one zdecydowanie lepsze. „Rise of Tomb Raider” to najlepsza część nie tylko tej trylogii, ale i całej tombraiderowej serii. Nadal mało tu różnorodności, ale zabawa jest genialna. Więcej jest tu eksploracji, mniej sensacyjnej akcji, kilka świetnych grobowców i znakomite dodatki, choćby ten dziejący się w domu Croftów (aż żal, że jest tak krótki) czy „Baba Jaga”. Lepsza jest też grafika i sama fabuła, która tym razem chce się śledzić i odkrywać jej sekrety.

 

„Shadow of the Tomb Raider” natomiast to powrót do korzeni. Południowoamerykańska dżungla, jeszcze więcej szukania i eksploracji, więcej grobowców (wliczam też krypty, które można uznać za minigrobowce, a które ciekawie rozbudowują rozgrywkę), a całość bliższa jest klimatom starych gier. Więcej jest tu też różnorodności, także w rozgrywce, gdzie czasem trzeba stawiać na skradanie, akcja jest bardziej epicka… Dlaczego więc nie uważam tej gry za lepszą od poprzedniczki? Z kilku powodów. Podstawowy jest taki, że gra cierpi na nadmiar filmowych scen. Animacje przytłaczają i są zbyt długie. Kilka rozwiązań odnośnie samej rozgrywki też nie przypadło mi do gustu. O ile przypisanie niektórych funkcji innym klawiszom nie stanowi problemu, zmienić zawsze sobie można je samemu, o tyle drzewko umiejętności czy ulepszanie broni i strojów wypadają gorzej. Gracz szybko łapie się na tym, że przydziela punkty właściwie na chybił trafił, bo poza kilkoma przydatnymi umiejętnościami, nie ma w co ich inwestować. Na szczęście są jeszcze świetne DLC, potrafiące dostarczyć porcji konkretnej rozrywki.


Minusy tych gier? Sporo monotonni, która najmocniej widoczna jest w części pierwszej. Wspomniane nadmierne stosowanie animowanych przerywników i ich przesadzona długość. I błędy. Wszystkich bugów wyeliminować się nie dało, czasem jednak irytują, gdy Lara skacze nie tak, gdzie trzeba, sama wychodzi z ukrycia czy mimo starań nie chce wskoczyć tam, gdzie powinna. Zdarzyło mi się kilka śmiesznych sytuacji, jak chociażby gdy rozmawiając z jednym z NPC-ów na ekranie wisiały tylko jego oczy i ucho albo gdy Lara spadła w przepaść i odbiła się od dna, jak piłka (niestety z życiem z tego nie uszła). Częściej jednak irytowały niedociągnięcia (szczególnie w jednym momencie w „Shadow”, gdy mając do wykonania bieg na czas, często znikał obraz i zostawały jedynie podświetlone przez instynkt elementy), choć na szczęście nie jest ich tyle by zepsuły zabawę.

 

Kto lubi „Tomb Raidera”, zagrać powinien. Może na początku to już nie to samo, ale i wtedy swój urok ma. A im dalej w las, jak to mówią, tym lepiej i bliżej oryginału. Kto nie zna, a lubi przygodowe gry, które nie żałują nam lejącej się krwi (tu twórcy wręcz z uwielbieniem nabijają Larę na kolce, łamią jej kości i kark czy dają rozszarpywać dzikim zwierzętom) i chce trochę poskakać, trochę postrzelać, trochę poszukać, to znów pokombinować albo poskradać się, nie pożałuje. I może wciągnie się na tyle, by poznać całą serię. A warto. W skrócie, dobre odświeżenie kultowej marki, dostosowane do nowych czasów i nowych graczy; odświeżenie, które docenia się w pełni dopiero po przejściu całej trylogii.

Komentarze