Dragon Ball Super #83: Bardock vs. Goku, cz. II – Akira Toriyama, Toyotarou

BARDOCK KONTRA GAS

 

Po ostatnich atrakcjach zafundowanych nam przez duet Toriyama – Toyotarou, nowy rozdział „Dragon Balla Super” był z pewnością jednym z najbardziej przeze mnie wyczekiwanych. I nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. I owszem, nie da się zaprzeczyć, że ta nowa seria to już nie ten stary dobry „DB”, którego pokochaliśmy najpierw na RTL7 w często cenzurowanych i tragicznie przełożonych odcinkach, a potem w jpf-oqwej mandze, ale nadal ma w sobie dużo z tamtego dzieła.

 

Walka Bardocka z Gasem trwa. Tymczasem wywołany zostaje smok spełniający życzenia, a to może całkowicie zmienić przebieg starcia. Czy tak jednak się stanie? I jak zakończy się pojedynek dwóch potęg?

 

O ile w oryginalnej serii temat rodziców Gokū czy ogólnie saiyańskiej nacji nie był szczególnie poruszany, o tyle po powrocie do sagi Toriyama zdecydował się zafundować nam sporo retrospekcji i ogólnie przybliżyć znanych już z niekanonicznych dzieł przodków głównego bohatera. Zrobił to najpierw w znakomitym „Jaco”, który okazał się zaskakująco dobrym prologiem do „Smoczych kul”, a potem odświeżył te niezekranizowane dotąd wątki na potrzeby filmu „Broly”, a teraz od pewnego czasu sukcesywnie wraca szczególnie do postaci ojca Gokū, pokazując nam rzeczy, o jakich nie mieliśmy pojęcia i robi to w dobrym stylu. I przyjemnie łącząc wszystkie dotychczasowe elementy w jedną, spójną całość, która dobrze się broni na tle poprzedników.

 


Właściwie to te wątki są jednym z najlepszych, co seria „Super” ma do zaoferowania. Właściwie obok momentów z Jaco to chyba moje ulubione sceny w całej serii. Coś, co dodaje jej świeżości, stanowi przełamanie typowo bitewniakowych schematów, które obciążają cykl i zapewnienie nam nieco ciekawszego zaplecza obyczajowego, połączonego ze sporą dozą dramatyzmu. Oczywiście walenie się po mordach też tu jest, akcja pędzi na złamanie karku, a szata graficzna jest miła dla oka. To nie to samo, co gdy cykl rysował Toriyama, który może i robił to po najmniejszej linii oporu i unikał detali, a jednak pokazywał magię, nie zmienia to jednak faktu, że Toyotarou całkiem dobrze imituje jego styl i przenosi go w nowe czasy.

 


W skrócie, kolejny dobry epizod dobrego wątku świetnej serii. Oby zapowiadany film kinowy mimo słabej animacji na zwiastunach zdołał dotrzymać mu kroku i zaoferuje taki poziom i taki balans, jaki mamy w tym konkretnym story arcu „Sagi Granoli”.

Komentarze