Po ostatnich atrakcjach zafundowanych nam przez
duet Toriyama – Toyotarou, nowy rozdział „Dragon Balla Super” był z pewnością
jednym z najbardziej przeze mnie wyczekiwanych. I nie zawiódł pokładanych w nim
nadziei. I owszem, nie da się zaprzeczyć, że ta nowa seria to już nie ten stary
dobry „DB”, którego pokochaliśmy najpierw na RTL7 w często cenzurowanych i
tragicznie przełożonych odcinkach, a potem w jpf-oqwej mandze, ale nadal ma w
sobie dużo z tamtego dzieła.
Walka Bardocka z Gasem trwa. Tymczasem wywołany
zostaje smok spełniający życzenia, a to może całkowicie zmienić przebieg
starcia. Czy tak jednak się stanie? I jak zakończy się pojedynek dwóch potęg?
O ile w oryginalnej serii temat rodziców Gokū czy
ogólnie saiyańskiej nacji nie był szczególnie poruszany, o tyle po powrocie do
sagi Toriyama zdecydował się zafundować nam sporo retrospekcji i ogólnie
przybliżyć znanych już z niekanonicznych dzieł przodków głównego bohatera.
Zrobił to najpierw w znakomitym „Jaco”, który okazał się zaskakująco dobrym
prologiem do „Smoczych kul”, a potem odświeżył te niezekranizowane dotąd wątki
na potrzeby filmu „Broly”, a teraz od pewnego czasu sukcesywnie wraca
szczególnie do postaci ojca Gokū, pokazując nam rzeczy, o jakich nie mieliśmy
pojęcia i robi to w dobrym stylu. I przyjemnie łącząc wszystkie dotychczasowe elementy w jedną, spójną całość, która dobrze się broni na tle poprzedników.
Właściwie to te wątki są jednym z najlepszych, co
seria „Super” ma do zaoferowania. Właściwie obok momentów z Jaco to chyba moje
ulubione sceny w całej serii. Coś, co dodaje jej świeżości, stanowi przełamanie
typowo bitewniakowych schematów, które obciążają cykl i zapewnienie nam nieco
ciekawszego zaplecza obyczajowego, połączonego ze sporą dozą dramatyzmu. Oczywiście
walenie się po mordach też tu jest, akcja pędzi na złamanie karku, a szata
graficzna jest miła dla oka. To nie to samo, co gdy cykl rysował Toriyama,
który może i robił to po najmniejszej linii oporu i unikał detali, a jednak
pokazywał magię, nie zmienia to jednak faktu, że Toyotarou całkiem dobrze
imituje jego styl i przenosi go w nowe czasy.
W skrócie, kolejny dobry epizod dobrego wątku
świetnej serii. Oby zapowiadany film kinowy mimo słabej animacji na zwiastunach
zdołał dotrzymać mu kroku i zaoferuje taki poziom i taki balans, jaki mamy w
tym konkretnym story arcu „Sagi Granoli”.




Komentarze
Prześlij komentarz