Ci, którzy czytają najnowszy volume „Amazing
Spider-Mana” na polskim rynku – mowa o runie Nicka Spencera – wiedzą, że okazał
się sporym zawodem. Kiepskie żarty, słabe, wtórne pomysły, nieszczególnie udana
szata graficzna. Patrząc na to, że jest on również scenarzystą niniejszego
albumu, można by uznać, że nie warto po niego sięgać. Ale nic bardziej mylnego,
„Lepsi wrogowie Spider-Mana”, chociaż na rynku pojawiają się zdecydowanie za
późno, to naprawdę znakomita i warta polecenia nie tylko fanom Spider-Mana
opowieść.
Miała być złowieszcza szósta. Jest piątka. Bumerang,
Shocker, Overdrive, Speed Demon i Beetle to nawet nie drugoligowi łotrzy, a
zwyczajni nieudacznicy półświatka. Łączy ich jedno, nienawidzą Spider-Mana, ale
czy nawet wspólnymi siłami mogą coś na to poradzić?
W roku 2012 w 700 zeszycie serii „Amazing
Spider-Man” Doc Ock przeniósł swoją jaźń do ciała Spider-Mana, Spider-Manowi pozwalając
umrzeć w swoim konającym ciele, a potem przejął jego rolę, jako brutalniejszy,
lepszy Pajęczak. Jeszcze mocniej jego status quo zmienił się po trzynastym
zeszycie serii „Superior Spider-Man”, a wraz z tym momentem nadszedł czas na
wprowadzenie nowych tytułów. W ramach tzw. akcji „Superior Spider-Month” na
rynku pojawiły się np. „Superior Spider-Man Team-Up”, mini-seria „Superior Carnage” i właśnie „Lepsi
wrogowie Spider-Mana”. I jaka
jest to seria?
Cóż, jak po Spencerze możecie się spodziewać,
zabawna. Absurdalna wręcz. Ale nie taka, jak „Amazing Spider-Man” tego scenarzysty.
W „Amazingu” humor jest kiepski, przesadzony i nie pasuje do treści. Tu, w tej
pobocznej serii, skupionej na postaciach-nieudacznikach, nawet jeśli bywa taki,
jak tam, nadaje się do całości bardzo dobrze. Jakby tego było mało Spencer nie
zapomina o udanej stronie obyczajowej, serwuje nam też wcale nie taką prostą
treść, jak można by się po nim spodziewać, a nawet sporo zaskoczeń, nieoczywistości i przyjemnej
akcji. Oryginalności wiele tu nie ma, niemniej wszystko podane jest z
wdzięcznością i urokiem, który mnie kupił.
I kupiła mnie szata graficzna. Prosta, cartoonowa,
ale jednak przyjemna dla oka kreska Libera i bardzo oszczędny kolor, doskonale
do niej pasujący, naprawdę wpadają w oko. A na koniec mamy jeszcze świetne
wydanie w twardej oprawie. Co prawda można mieć wątpliwości czy jest tu tytuł
pasujący do kolekcji „Klasyka Marvela”, bo klasycznym ciężko go nazwać, ale nie
mam wątpliwości, że poznać go warto.
Dobrze więc, że pojawił się na polskim rynku. Szkoda, że nie wcześniej, kiedy seria „Superior Spider-Man” była wydawana nad Wisłą – wtedy czytałoby się go jeszcze przyjemniej – ale, jak to mówią, lepiej późno niż wcale. A że jest naprawdę dobry, warto było na niego czekać.



Komentarze
Prześlij komentarz