Kolejny odcinek „Dragon Ball Super” to po prostu jeszcze
jeden epizod pełen walki. Nieco bardziej widowiskowy, niż ostatnie, ale też i
zarazem z nieco bardziej rozbudowaną fabułą. Dzięki temu schemat raz jeszcze odtworzony,
wciąż pozostaje atrakcyjny, a zabawa jest naprawdę przyjemna.
Walka Gokū z Gasem trwa! Ten drugi uzyskał jednak
moc, jakiej nikt się po nim nie spodziewał i Gokū nagle znów nie ma
najmniejszych szans w starciu z wrogiem. Wtedy jednak, w najmniej spodziewanym
momencie, gdy wszystko wskazuje na to, że nasi herosi przegrają, do akcji znów
wraca Granola! Czy jego pojawienie się przesądzi o losach bitwy?
Tym epizodem „Saga Granoli” niemal osiąga swój
finał. Takie przynajmniej sprawia wrażenie. Owszem, do powiedzenia jest tu coś jeszcze,
finał nie jest definitywny i jeszcze pewnie twórcy pociągną ten temat i
zaserwują nam starcie, ale na razie dostajemy chwilę oddechu po ciężkiej walce,
a zanim ona następuje, czeka nas widowiskowe, wyczerpujące starcie.
W efekcie czyta się to wszystko w kilka minut, bo inaczej po prostu się nie da, trochę odczuwa się brak humorystycznych akcentów, ale akcja sporo rekompensuje. Od strony bitewniakowej, ten rozdział jest wzorcowy. Czasem przydałoby się tu coś więcej, ale i tak jest dobrze. Tym bardziej, że mamy prawdziwy popis mocy naszego Gokū, jakiego jeszcze nie widzieliśmy.
I tak samo dobrze jest też graficznie, choć i tak wolę stare, prostsze prace Toriyamy, niż obecne, dopracowane
ilustracja Toyotarou. Rozpisywać się nie ma co, fani będą zadowoleni i o to
chodzi. I mam nadzieję, że niedługo doczekamy się kolejnych, świetnych i nieco
bardziej zróżnicowanych opowieści z Gokū.



Komentarze
Prześlij komentarz