Howard Phillips Lovecraft. Rasista i ateista.
Szaleniec i geniusz. Można żartować, że był to człowiek, który bał się sushi –
w końcu najsłynniejsza bestia jego uniwersum przypomina ośmiornicę, ale trzeba
mu oddać jedno: jego wpływ na popkulturę i znaczenie w historii literatury są
nieocenione. Jemu bowiem zawdzięczamy gatunek horroru nazwany jego nazwiskiem,
skupiający swoją uwagę nie na grozie, tylko psychologii oraz suspensie, a także
najsłynniejszą chyba fikcyjną mitologię grozy rozwijaną po dziś dzień w
książkach, filmach, komiksach i grach, chociaż sam autor nie żyje już od 80 lat.
W skład „W górach szaleństwa” wchodzi 17
opowiadań/nowel, stanowiących ciekawy przekrój kariery autora zwanego
samotnikiem z Providence. Przy okazji całość stanowi także przekrój przez
wspomnianą powyżej mitologię Cthulhu, bowiem zdecydowana większość tekstów w
mniejszym bądź większym stopniu łączy się właśnie z nią. A raczej ją tworzy –
Lovecraft nie napisał bowiem żadnego kanonicznego utworu, który by sukcesywnie
uzupełniał. Owszem, „Zew Cthulhu” jest swoistą kondensacją wcześniejszych
pomysłów, wątków i lęków, jednak stanowi jedynie wynik pewnych procesów, a nie
sedno całości. Ale czym jest ta cała mitologia? O czym traktuje? Najprościej
rzecz ujmując gdzieś w kosmosie przed wiekami, tak dawno, że nie istniało
jeszcze nawet życie na Ziemi, powstały dziwne byty. Czy są dobre czy złe, to
kwestia perspektywy. Ale są i czekają by się przebudzić i powrócić. A co wtedy
nastąpi? Chyba ludzkość nie chciała by się przekonać.
Tak, jak i nie chciałaby się zapuścić do miejsc, do
których zabiera nas Lovecraft. Tam bowiem czai się groza, śmierć, rzeczy
nieznane i nienazwane. Przedwieczne lęki przybywają z każdego możliwego
miejsca. Człowiek, bohater, wydaje się być często bezwolną kukiełką, która
pchana ciekawością zagłębia się nie tam, gdzie powinna. Teza Stephena Kinga o
konserwatywnej naturze horrorów wyraźnie odbija się w zebranych w solidnym
tomie tekstach. Chociaż to co niezwykłe potrafi nadejść także samo – nigdzie
więc nie jesteśmy bezpieczni. I nie wszystko nawet potrafimy zrozumieć. Ten
brak zrozumienia, tajemnica bez pełnego wyjaśnienia, stanowi zresztą
najciekawszy aspekt twórczości Lovecrafta. Pobudza ciekawość, intryguje,
sprawia że chce się szukać dalej, głębiej, bardziej...
Streszczać fabuł zawartych tu opowiadań nie ma
większego sensu. Ich treścią jest obłęd, strach i zagadka. Autor powoli tka
gobelin swojej mitologii, przenika się też z dziełami innych twórców, jak
Robert Bloch (tak, tak, ten który napisał „Psychozę”) i stara się nas
przestraszyć. I tu wkraczamy na grząski grunt literackiej grozy – ta bowiem nie
potrafi wzbudzać lęku. W całym moim życiu tylko dwie powieści wywołały we mnie
uczucie niepokoju: „Drapieżcy” Mastertona, kiedy byłem nastolatkiem (swoją
drogą mocno inspirowane Lovecraftem; teraz jednak przyjąłbym je z obojętnością)
oraz „The Ring” Kojiego Suzuki. Lovecraft nie jest wyjątkiem. Choć pisze dobrze
i intryguje, choć jego opowiadaniom nie brak napięcia i niezwykłości, nie
straszy. Jeśli na tym polu działał na Was na przykład Poe, poczujecie dreszcze,
ale w przypadku, kiedy żadna książka Was nie przestraszyła, nie liczycie, że
uczyni to ta właśnie.
Warto jednak wspomnieć o czymś innym. Lovecraft
choć nie przeraża, potrafi przekonać do swoich nawet najbardziej oderwanych od
ziemi, śmiesznych z złożenia wizji, które odbieramy jednak jako przekonujące i
autentycznie przejmujące. Zasługa w tym nie tyle jego talentu literackiego
(chociaż nie można mu go odmówić, bynajmniej), ile wiary we własne twory.
Przekonania o realności kryjących się w nim lęków; ono zmienia wszystko.
Na koniec pozostaje mi tylko jedno: polecić Wam
niniejszy zbiór niezwykle gorąco. Opowiadania i nowele Lovecrafta to
zdecydowanie jedne z największych dokonań swojego gatunku, sprawiające że
horror wychodzi ze swej niszy i trafia w ręce miłośników ambitnych pozycji.
Świetnie napisana i znakomicie wydana klasyka, będąca dla wielu obiektem kultu.
Warto ją poznać pod każdym względem.
Recenzja opublikowana także na portalu Sztukater.

Komentarze
Prześlij komentarz