Amazing Spider-Man Vol 2 #36 - Joseph Michael Straczynski, John Romita Jr.

SPIDER-MAN BLACK ISSUE

 

Egmont na przyszły rok zapowiedział przygody Pajęczaka w wykonaniu Starczynskiego, więc wracam do tych historii już teraz. Na razie tak skromnie, bo do pojedynczego zeszytu (pierwszy tom recenzowałem już przy innej okazji), który pominięto swego czasu, a który robi wrażenie. I ze wszystkich tych związanych z jedenastym września komiksów chyba jako jedyny - albo może jeden z nielicznych, bo parę krótkich form też miało swój urok - zapadł mi w pamięć na dłużej.


Spider-Man nie może się pozbierać. Zszokowany stoi na dachu jednego z budynków i patrzy właśnie na gruzowisko, jakie pozostało po World Trade Center. Jest 11 września 2001 roku i właśnie zaatakowali terroryści. Zrozpaczeni ludzie nie potrafią zrozumieć, jak superbohaterowie mogli do tego dopuścić, a w tym czasie herosi pracują w gruzowisku. Avengers, X-Men… Działają ramię w ramię ze strażakami, prawdziwymi bohaterami tych dni, ale także i z wrogami. Nawet Dr. Doom, Magneto czy Kingpin przybyli z pomocą w ratowaniu niewinnych…

 

Kiedy Straczynski w drugiej połowie 2001 roku przejął pisanie „Amazing Spider-Mana” i zrewolucjonizował serię podważając genezę powstania bohatera, nie mógł przewidzieć, że za chwilę w Ameryce dojdzie do wydarzenia, które nie tylko zmieni Stany, ale cały świat. A tym bardziej nie mógł przypuszczać, że w zaledwie 3 miesiące po tych wydarzeniach stworzy komiks o nich, konfrontując Człowieka Pająka z jakże drażliwą rzeczywistością.  Może i wcześniej w serii podejmowano aktualne tematy (wojna w Wietnamie, narkotyki), nigdy jednak nie zrobiono tego w tak konkretny sposób.

 



I wszystko to wyszło znakomicie, choć nie zabrakło też w opowieści nadmiernego patosu. Na szczęście dla równowagi mamy również sporo emocji i chociaż łez nie wyciskają, zmuszają do refleksji i potrafią wzruszyć. Ale nie tylko scenariusz stoi tu na wysokim poziomie. Znakomite są też rysunki Romity Jr., rewelacyjny tusz jednego z najlepszych inkerów - Hanny, a także świetny kolor Kempa, sprawiają, że całość ogląda się z zachwytem.

 

W skrócie: świetny komiks, naprawdę świetny. Cięższy, niż zazwyczaj, emocjonujący… nieskomplikowany, ale nie w tym tkwi jego siła. Przeczytać go więc warto. Choćby dla samej genialnej sceny, gdy Spider-Man znajduje niedaleko WTC dziecko, które mówi mu, że jego ojciec wszedł tam tylko na chwilę, „i jeśli zostanę i będę czekał, i nigdzie nie pójdę, nic mu się nie stanie, bo przecież zrobiłem, jak mi kazał” – mówi chłopiec tuż przed tym, jak strażacy wynoszą zwłoki jego taty z gruzowiska.

Komentarze