Jak zamordować „Kiepskich” twórcy pokazują nam od
kilku sezonów. Ale nie spodziewałem się, że tak bardzo dobiją jeszcze tę
produkcję nowym sezonem. Dużo można o nim powiedzieć – dobrego prawie nic. Bo czy
starali się pożegnać ze zmarłymi aktorami, czy coś tam nowego wprowadzić,
wyszło im tragicznie. A finał tego trzydziestego piątego (Polsat twierdzi, że trzydziestego
pierwszego i niech mu tam będzie, wspomnę jego wersję) jest kiepski. A raczej
pożałowania godny.
Co tu się dzieje? Praktycznie nic, czego byście już
nie znali. Lokatorzy piją i kombinują. Oskar z mamusią wkur… drażnią znaczy, chyba
każdego, kto ma choć trochę mózgu, a w tle wciąż krzyczy Paździoch, bo tylko
jego wykrzykiwane pytania udało się ekipie nagrać przed śmiercią aktora. Są też
kosmici, jest nowy kult, ale przede wszystkim jest nuda.
Bo to wszystko już było. W tym sezonie Ferdek
powstrzymuje bandytów i staje się postacią medialną, jak niegdyś, gdy
powstrzymał groźną małpę (a już wtedy był to zły odcinek). A przecież w
premierowym epizodzie sprzed 23 lat też bandytę powstrzymał. Potem spotyka
androida-sobowtóra no i każdy chyba pamięta, że sobowtórem kiedyś sam był (czy
to gangstera, czy Krawczyka, bo przecież nie raz i nie jednej osoby), a z
androidami miał do czynienia, czy to radzieckim robotem-kobietą, czy też
Robochłopem, którego rozpił, jak rozpija androida tutaj. A i ten android
przecież jest taką lepszą wersją Ferdka, a lepsza wersja Ferdka też już kiedyś
była.
Mało? To potem Ferdek ma zostać wyleczony z
uzależnienia od tv – znów, bo już niegdyś, razem z Marianem, tego dokonali.
Remont łazienki? Cóż, serialowa toaleta przechodziła równie widowiskową
modernizację już lata temu, zmieniając w istną łaźnię. A jeszcze w tym odcinku
wybucha kibel, jak wybuchł niegdyś, gdy Ferdek zapalił papierosa po odkażaniu
sedesu przez Mariana. No i Kiepski broni tu tradycji, a tradycji WC bronili
bohaterowie już nieraz, choćby gdy dostali unijne Fuj-Fujki. „Krewny z Ameryki”?
To też było – Ferdek ma tam brata, a teraz krewnego z USA dostał Badura, który
nagle zasadza się na spadek. Bez sensu, bo kiedyś fortunę odrzucił. A tu
jeszcze przejmuje rodzinę Kiepskiego (jak niegdyś Paździoch), jakby nie miał
własnej, a miał, syna, było w dawnych odcinkach. Jest jeszcze „Patoturystyka”,
jak beznadziejna kopia „Ostatniego chama” (choć w postaci znajomego Oskara, mam
wrażenie, że pobrzmiewają odniesienia do jednego z twórców serialu, Piotra
Ibrahima Kalwasa). Jest kopia z niegdysiejszego wróżenia wszystkim przez
Helenę, jest powtarzanie motywów kosmitów i złotego pociągu i jest też
spotkanie z duchami przodków/krewnych, jakby już tego nie było. Nie raz i nie
dwa.
Powtarzanie motywów to nic złego, ale bezmyślne
powtarzanie, z jakim mamy tu do czynienia, pogrąża ten serial i to strasznie. Co
więcej odnosi się wrażenie, że nikomu się nie chciało. Twórcom pisać i
reżyserować (akcja często jest zbyt szybka, rzucona nam w twarz bez
wprowadzenia, dialogi drętwe i nieprzekonujące etc.), aktorom grać (męczą się,
już nawet często nie zachowują, jak powinni, wiek robi swoje, wiadomo, ale nie wszystko
wiekiem da się tłumaczyć). A widz się nudzi. Widz żałuje. A serial? A serial
kona, skonał i to robiąc pod siebie, jednocześnie
cierpiąc na bolesną twórczą obstrukcję. I tym razem nie miał kto podać mu ani
Rozdupanu, ani Sralutanu.




Komentarze
Prześlij komentarz