Kwanowi i Scheinertowi znów się udało. Wyszedł im kolejny
dobry film, a wyglądał tak sobie na zwiastunach i początkiem też mnie jakoś nie
porwał. Ale potem zaczęło się dziać ciekawiej, przybyło akcji i szaleństwa,
czasem nieco nazbyt niewyszukanego humoru, ale też i swoistej czułości. I kupił
mnie ten film. Może nie na całego, może nie tak, jak „Człowiek scyzoryk”, ich
wcześniejsze dokonanie, ale nadal. I to o wiele bardziej, niż sądziłem, że
kupi.
Evelyn się nie wiedzie. W życiu rodzinnym, w zawodowym
– tak, nawet gdy prowadzi się tylko pralnię, można mieć problemy – wszystko się
wali. Relacja z córką, małżeństwo, kłopoty z urzędnikami, a tu jeszcze na
scenie pojawia się problem alternatywnych rzeczywistości, z którym to ona będzie
musiała się uporać. Trzeba więc wziąć się w garść, skopać parę tyłków i
naprawić cały ten bałagan!
Michelle Yeoh walczy z dwoma nagimi od pasa w dół facetami, nie chcąc dopuścić by ci nadziali się – celowo przecież – na analne zatyczki. Jamie Lee Curtis wciąga brzuch i skacze przez klatkę schodową, naparzając się z Michelle. Potem obie zbliżają się do siebie, mając parówki zamiast palców. Stephanie Hsu katuje wesoło gościa dildosami, szop pracz steruje jakimś facetem, a Ke Huy Quan… Ke Huy Quan kupuje nas, jak nikt. No i jest jeszcze donut. Są gadające kamienie z oczkami. Jest umięśniony mały palec. Dużo jest. No a o czym to film? O więziach, uczuciach, rodzinie. Okej i o biciu się po mordach też, ale jednak to nie bicie jest tu najważniejsze.
Poza tym to fantastyka o alternatywnych rzeczywistościach. Trochę „Matrix”, z tymi scenami ładowania pamięci i doświadczeń, trochę kino Marvela – w końcu produkowali ten film goście, którzy dali nam choćby dwa ostatnie filmy o Avengers – ale też i jak azjatyckie produkcje spod szyldu kina akcji. Dzieje się więc dużo, szybko, widowiskowo, ale przede wszystkim z miłością – z miłością bohaterów do siebie i z miłością twórców do kina, którym się bawią. A bawią znakomicie, a my wraz z nimi.
Zastanawiałem się, jak obaj twórcy odnajdą w tym filmie, bo w końcu ich dotychczasowe kino to kino kameralne, niszowe i rozpisywane na niewielką ilość postaci, mocno hermetyczne, zamknięte w ściśle określonych ramach. A tu proszę, rozbuchana fantastyka z efektami. A jednak się udała. Bardzo się udała. Wrócę do niej jeszcze kiedyś na pewno, a Wam, jeśli nie widzieliście, polecam, bo dobra i niegłupia zabawa z przyjemnym aktorstwem zapewniona.

Komentarze
Prześlij komentarz