Dragon Ball Super #88: Super Heroes Are Born! – Akira Toriyama, Toyotarou

RODZĄ SIĘ SUPERBOHATEROWIE

 

No i znów Toriyama to zrobił. Co? A dokładnie to, co od samego początku serii „Super” robi – jeszcze raz zaserwował nam to samo, co już kiedyś podawał – tyle, że wtedy zrobił to lepiej. A i tak, mimo wszystko, sprzedał nam to jeszcze raz w całkiem przyjemnej formie. Więc fajnie się to czyta, fajnie się wspomina, ale pewien niesmak został, bo to już było, chociaż na szczęście pewne nowości też się tu znajdą.

 

Po ostatniej walce Goku i Vegeta chcą stać się jeszcze silniejsi. Więc tradycyjnie ćwiczą u bogów. A na Ziemi…

No na Ziemi Goten i Trunks bawią się w nich Great Sayiamanów X i zwalczają zło w przebraniu. Tak, żeby nikt się nie dowiedział. Jednocześnie Trunksa stara się poderwać Mai, ale idzie mu to opornie, bo dziewczyna ma sporo na głowie. A tu jeszcze Pilaf kombinuje swoje z kulami. Ale prawdziwy problem leży gdzie indziej. W okolicy widywane są dziwne stworzenia, a także roznoszą się plotki o duchach. Goten i Trunks będą musieli zmierzyć się z czymś, z czym jeszcze nie mieli do czynienia…

 

Pierwsza saga „Dragon Balla Super” to była po prostu kolejna historia o dragonballowych bogach, niczym saga o Buu. Potem Tori i Toyo zrobili powtórkę z sagi Frizera. Potem kopiowali wszystkie te turnieje, którymi seria stała i losy Trunksa z przeszłości. I znów turniej. Znów coś, jak saga Buu… I tak do najnowszego filmu, który kopiował sagi i Armii Czerwonej Wstęgi, i Androidów, i Cella – i to bezczelnie, niemal jeden w jeden. A teraz wracamy do tych momentów, spokojniejszych i prostszych, bardziej życiowych i humorystycznych, kiedy w mandze i anime szalał Great Saiyaman.

 


No i takie właśnie jest to, co dziś dostaliśmy do czytania. Prostsze, nie tak epickie, zwyczajne bardziej. I skupione na bohaterach mniej istotnych przecież. Więc rozdział ten jest przegadany, akcji nie ma tu tak wiele, jak można by sądzić, jest za to śledztwo, jest wątek romantyczny, jest komedia i horror nawet. Wtórne to to, ale…

 

No właśnie, nadal dobrze się czyta. Bo jakżeby inaczej. Fajnie to też wszystko nawiązuje do nowego filmu „DB”, który w chronologii dzieje się po tym nowym story arcu. I fajnie też, że to właściwie zamknięta historia. Przyjemnie narysowana, z klimacikiem. No nadal gdzieś mi tu brak oryginalności, ale nie jest tak, że zupełnie jej nie ma. Po prostu Tori się wypalił, nie ma pomysłów, odświeża więc stare i czasem coś tam do nich dorzuci. Tu fajnie, że poszedł w horror, którego w serii wcześniej mieliśmy jedynie jakieś namiastki. I koloru też dotąd jakoś nam żałowano, a jak widać po grafikach, przyjemnie to wypada. Owszem, to nie straszak, lekkie to i zabawne, ale nastrój wprowadza. I lepiej to wypada niż ten najnowszy film. Ot co.

Komentarze