Trzeci film z serii „My Hero Academia” całkiem
fajny jest. Ot typowy bitewniak, gdzie potężny wróg zagraża wszystkiemu, więc trzeba
mu skopać tyłek. I to na kilku frontach. Ale wizualnie przyjemnie się to
prezentuje i chociaż nic w tym oryginalnego, wszystko, co tu widzimy, już znamy,
a akcja jest przewidywalna, ogląda się to przyjemnie, nie nudzi – przynajmniej mnie,
chociaż wiem, że ci, za mordobiciami nieprzepadający jakoś porwani nie są tym
kinem – i w sumie fajnie coś tam dodaje, choć niezobowiązująco, do długaśnej
serii.
Standardowa misja. Od tego się zaczyna. Deku i jego
koledzy mają proste zadanie: ścigają człowieka z walizką i… I coś jest nie tak.
Policjanci otwierają do Deku ogień, atakuje go łotrzyca, a wkrótce potem media
informują, że nasz bohater jest mordercą. Co tu się dzieje? Wszystko ma związek
z organizacją Humarise, która uważa, że dary to choroba i przygotowała bomby
mające na celu zabicie wszystkich ich posiadaczy. Ziemia ma wrócić we władanie
ludzi pozbawionych mocy, bohaterowie zniknąć i… Czy uda się to powstrzymać?
Niezły jest ten film. Chronologicznie dziejący się gdzieś w trakcie 26 tomiku, stawia na akcję, która jest epicka, widowiskowa, ale zmiany żadnej do opowieści nie wniesie. Bo nie może, wszystko jest ustalone, w opowieść rzecz nie może ingerować, choć jest kanoniczna, więc jest tym samym przewidywalna. Ale nie dla zaskoczeń się to ogląda, a popisów walk i mocy. No i te są. Jest też trochę humoru, trochę patosu, trochę emocji – przynajmniej być powinno, ja nie poczułem, ale są tu sceny z ładunkiem emocjonalnym, który pewnie do niejednego trafi – no… no i to tyle.
Czyli tyle, ile miało być. In plus jest tu to, że
jak na współczesną animację, która cierpi na nadmiar CGI, nie rzuca się to w
oczy. Wizualnie jest miło, ogląda się to naprawdę dobrze, dzieje dużo, dużo na
tym ekranie się przetacza i wybucha. No dzieje się. Choć mogłoby dziać się
bardziej krwiści, brutalniej i z większą dozą mroku. Bo w shounenach się
zdarza, w mandze też to jest, tu trochę tego mało.
Ale i tak spoko to film. Lepszy na pewno od części pierwszej. Dla niezobowiązującego się rozerwania przy anime jak znalazł.

Komentarze
Prześlij komentarz