Trzeci tom „Venoma” to nie tyle przygody Venoma,
jako takie, ile event „Absolute Carnage” wraz z dodatkami z serii „Venom” (plus
„Hulk”) do niego dorzuconymi (tie-iny ze Spiderem znajdziecie w najnowszym
tomie „Amazing Spider-Mana”). Kolejny tom czy nie, event czy nie, jakkolwiek by
to traktować, dobry to tom i to bardzo. I jakże przyjemny powrót do klimatów
lat 90. XX wieku i opowieści pokroju „Maximum Carnage”, gdzie sensu może wiele
nie było, ale rozrywka była z tego przednia. A teraz mamy tu jeszcze nie tylko
sens, ale i sporo iście horrorowych elementów, czym rzecz kupuje mnie już całkowicie.
Carnage wrócił. I zabija. Znów. Tym razem celem są
wszyscy byli i obecni nosiciele kosmicznych symbiontów. Zaczyna się rzeź,
której chce zapobiec Eddie Brock, a by tego dokonać, musi połączyć siły ze
Spider-Manem. A to nie jedyni gracze na scenie. No i pojawia się pytanie, kim
naprawdę jest Dylan…
Był czas, kiedy o historiach takich, jak „Maximum
Carnage” pisało się źle. Narzekało się na brak sensu w nich, marudziło, że to
tylko rozrywka dla samej rozrywki, ale co z tego, skro rozrywka była to dobra?
Skoro miała klimat, akcję i trzymała czytelnika na brzegu fotela, jak trzymają
nas tam dobre filmy akcji z czasów, kiedy jeszcze potrafiono takie filmy robić.
No więc nic dziwnego, że do tych historii się wraca, jak wraca do „Sagi
klonów”. Może nie tak często, jak do wielkiego klonowania (jeden z jego
rozdziałów miał nawet tytuł „Maximum Clonage”), ale jednak. I dobrze, bo tym,
którym się kiedyś podobało, teraz podoba się tak samo, a nawet bardziej. A ci,
których wtedy nie kupiło, zaskoczeni są, jak można wycisnąć coś z tego. Bo to
właśnie robi Cates, bierze, wyciska, podkręca i serwuje zarówno w formie
doskonale nam znanej, jak i zupełnie nowej.
Jak poprzednie „Venomy”, tak ten jest horrorem. I
to różnorodnym. Z jednej strony mamy tu horror taki typowy, straszak z
klimatem. Mamy też horror krwawy, survivalowy po części, gdzie mordercza bestia
poluje na bohaterów. A wreszcie ten subtelniejszy, psychologiczny. I wszystkie wychodzą
Cates’owi. To miał być też komiks akcji i jest. To superhero i antihero i też
jest. I ogólnie wszystko to, co być powinno, a nawet więcej. Dlatego tak dobrze
się to czyta. I dlatego też żal, że tak mało mamy współczesnych historii z
Carnage’em na polskim rynku. Ale oby kolejne już tak nie omijały naszych
sklepów – i żeby „Epic” z „Maximum Carnage” jak najszybciej nad Wisłę także
zawitał.
A wracając do „Venoma” to jest też świetnie
zilustrowany, co zresztą widać na przykładowych planszach. Realizm, klimat,
dobry kolor, dużo mroku, dynamika, sporo horrorowoych myków. Świetnie to wygląda,
świetnie się czyta. Nic to z wyższej półki, ale jak na współczesnego Marvela to
kawał naprawdę dobrej, zaskakująco udanej historii dla fanów.
Kolejność czytania eventu i wydanych po polsku
tie-inów:
·
Venom, tom 2
·
FCBD
·
Absolute Carnage #1-2
·
Venom #17-19
·
Absolute Carnage #3
·
Absolute Carnage:
Immortal Hulk #1 (2019)
·
Absolute Carnage #4
·
Amazing Spider-Man Vol. 5
#30-31
·
Absolute Carnage #5
·
Venom #20
Dziękuję wydawnictwu Egmont za możliwość przeczytania albumu.



Komentarze
Prześlij komentarz