Dragon Ball Super #89: A Rival Appears! – Akira Toriyama, Toyotarou

POJAWIA SIĘ RYWAL!

 

Poprzedni rozdział „Dragon Ball Super” był przyjemnym powrotem do spokojniejszych momentów, mniej eksploatowanych motywów i próbą dorzucenia czegoś jeszcze. No i teraz Tori i Toyo ciągną ten wóz dalej. I fajnie, bo dostajemy kolejny rozdział, gdzie zaserwowana zostaje nam zamknięta historia, a zarazem coś, co jest częścią większej całości. I jednocześnie nadal rzecz unika głównych bohaterów i epickich momentów, skupiając się na szkolnym życiu, relacjach i drobnych wrogach-geniuszach, rodem z początków „DB”.

 

W życiu naszych bohaterów się dzieje. Mai, by nie wzbudzać podejrzeń, ma iść do szkoły. Ale w szkole pojawia się nowy, dziwny uczeń, który nawet nie jest człowiekiem, mający do wykonania pewną misję. Trunks, który nadal stara się zaimponować Mai, robi wszystko, co w jego mocy, by pokazać nowemu i dziewczynie, na co go stać, a jednocześnie stara się ukrywać swoją sekretną tożsamość. Ale wkrótce zagrożenie narasta i cała ta zabawa może skończyć się zdradzeniem całej prawdy…

 

Podoba mi się, że zamiast wielkich walk, równania z ziemią światów i przeciwników silniejszych niż cokolwiek we wszechświecie, historia skupia się na młodych, na romantycznych uniesieniach, szkolnym życiu i pomniejszych bandytach. Znany z filmu Hedo wciąż tu jest, wciąż działa, dostajemy nieco więcej informacji na ten temat, ale pewna tajemnica zostaje. Nie ona jednak jest najważniejsza, a sama akcja, gdzie dużo jest komedii, cartoonowości, no wszystko, jak kiedyś. Jak na początku „Smoczych kul” albo w tej przerwie między wielkimi sagami już pod koniec pierwotnej serii.

 


Nie brak mi ważniejszych postaci, fajnie odkrywa się te mniej się udzielające, jak np. Bra, której charakteru i możliwości dotąd nie mieliśmy jakoś okazji poznać („GT” tu nie liczę). Fajnie rozwija się wątek Trunks-Mai, a i akcja jest, walka jest. I te fajne, głupkowate, ale urocze roboty – oldschoolowy, komediowy, taki, jaki polubiłem lata temu.

 


W skrócie, podoba mi się. W sumie to „DB” podoba mi się niemal zawsze, choćby i przez sentyment, ale to jest naprawdę fajne. Cieszę się, że twórcy poszli w tym kierunki i cieszę się, że ten przerywnik, łączący mangę z ostatnim filmem kinowym, nie kończy się szybko.

Komentarze