Poprzedni rozdział „Dragon Ball Super” był
przyjemnym powrotem do spokojniejszych momentów, mniej eksploatowanych motywów
i próbą dorzucenia czegoś jeszcze. No i teraz Tori i Toyo ciągną ten wóz dalej.
I fajnie, bo dostajemy kolejny rozdział, gdzie zaserwowana zostaje nam
zamknięta historia, a zarazem coś, co jest częścią większej całości. I jednocześnie
nadal rzecz unika głównych bohaterów i epickich momentów, skupiając się na
szkolnym życiu, relacjach i drobnych wrogach-geniuszach, rodem z początków „DB”.
W życiu naszych bohaterów się dzieje. Mai, by nie
wzbudzać podejrzeń, ma iść do szkoły. Ale w szkole pojawia się nowy, dziwny
uczeń, który nawet nie jest człowiekiem, mający do wykonania pewną misję.
Trunks, który nadal stara się zaimponować Mai, robi wszystko, co w jego mocy,
by pokazać nowemu i dziewczynie, na co go stać, a jednocześnie stara się
ukrywać swoją sekretną tożsamość. Ale wkrótce zagrożenie narasta i cała ta
zabawa może skończyć się zdradzeniem całej prawdy…
Podoba mi się, że zamiast wielkich walk, równania z
ziemią światów i przeciwników silniejszych niż cokolwiek we wszechświecie,
historia skupia się na młodych, na romantycznych uniesieniach, szkolnym życiu i
pomniejszych bandytach. Znany z filmu Hedo wciąż tu jest, wciąż działa,
dostajemy nieco więcej informacji na ten temat, ale pewna tajemnica zostaje. Nie
ona jednak jest najważniejsza, a sama akcja, gdzie dużo jest komedii,
cartoonowości, no wszystko, jak kiedyś. Jak na początku „Smoczych kul” albo w
tej przerwie między wielkimi sagami już pod koniec pierwotnej serii.
Nie brak mi ważniejszych postaci, fajnie odkrywa
się te mniej się udzielające, jak np. Bra, której charakteru i możliwości dotąd
nie mieliśmy jakoś okazji poznać („GT” tu nie liczę). Fajnie rozwija się wątek
Trunks-Mai, a i akcja jest, walka jest. I te fajne, głupkowate, ale urocze
roboty – oldschoolowy, komediowy, taki, jaki polubiłem lata temu.
W skrócie, podoba mi się. W sumie to „DB” podoba mi
się niemal zawsze, choćby i przez sentyment, ale to jest naprawdę fajne. Cieszę
się, że twórcy poszli w tym kierunki i cieszę się, że ten przerywnik, łączący
mangę z ostatnim filmem kinowym, nie kończy się szybko.




Komentarze
Prześlij komentarz