Nebul, Locus, British Fantasy Award… Trochę
wyróżnień zgarnęła ta powieść, nowela właściwie. I co? I nie wiem. Słabizna, typowo współczesna, zaślepiona, kiczowata. Doceniona, bo modna, bo mamy czasy, jakie mamy, ale nie mająca w sobie wartości. Szybko nie poszła ta lektura, choć cienka (także intelektualnie) jest strasznie,
było tu parę momentów, które coś tam zrobiły, czy to klimatem, czy prezentacją tej
osobliwej rzeczywistości, czy folklorem, najczęściej jednak królowały elementy, które brzmiały
idiotycznie, które nudziły. A potencjał był, była szansa na przesłanie, na
głębię, ale te, choć czasem obecne, jakby utonęły w nadmiarze elementów
pożenionych ze sobą czasem na siłę. I w łopatologii też utonęły.
W roku 1915 stało się. Film „Narodziny narodu”
zmienia wszystko. Ludzie się zachwycili, film ich urzekł, Ku Klux Klan się
odrodził…
I teraz jest. Rządzi, panuje, niszczy, zabija. I szykuje
coś wielkiego, prawdziwy koniec świata. I z tym końcem, z klanem walczy Maryse
Boudreaux, wraz z innymi członkiniami ruchu oporu, starając się powstrzymać to,
co się dzieje i co nadciąga. Czy mają jakiekolwiek szanse?
Nowa to książka, stricte współczesna, bo przecież
wydana w październiku 2020 roku, a jednak stylizowana na coś oldschoolowego. I
nie mówiłbym tego z zarzutem, gdyby ta oldschoolowość była naprawdę dobrze
wykonana, ale nie. No coś mi tu w tym wszystkim
zgrzytało, kiedy czytałem „Ring Shout”. Bo zdarzało się, że brzmi to jak
pulpowa literatura, kicz trochę, trochę tandeta (miecz z zaklętymi weń duszami? serio?... albo przekonywanie czytelnika, że tylko biali się wściekają i zbierają w grupy dokonujące aktów przemocy - można być tak ślepym?), aż ciężko było powiedzieć czy
autor robi to na serio, czy prześmiewczo ma być. I czemu czasem jest to
literacko satysfakcjonujące, a czasem potocznie żenujące? Rozdźwięk, jaki w tym
czułem, cały ten dysonans, jakoś mi przeszkadzał nawet, kiedy powieści zdarzało
się mnie porwać. A zdarzało. Ja wiem, że to taka estetyka i stylizacja, że tak
to miało być, ale jak w genialnej „Księdze nocnych kobiet” pokazał Marlon
James, da się wybitnie połączyć potoczność, język nizin, a nawet totalnego
braku wykształcenia, z literaturą wyższą. A tu tego nie ma.
A na to liczyłem, tego się spodziewałem, bo momenty są, acz co najwyżej niezłe tylko - większośc to niestety niestrawna, żenująco infantylna i rasistowska (inaczej wychwalania jednej rasy, czynienie z niej aniołów, a pokazywaniu innej, jako demonów i samych najgorszych nazwać się nie da) papka. A i fabularnie to dziwna chimera horroru, dark fantasy, heroic fantasy (z kiczowatym moralnym wyborem między siłą a słusznością, niczym podpatrzonym u Tolkiena, ale obok tolkienowskiej jakości nawet nie stojąca), alterante history czy samej historii, wciśniętych w ramy Black History, Blaxploitation i podlanych akcji. Akcją, która miała być niczym z filmów Tarantino. Taki „Django”, ale w wersji „Bękartów wojny”, z tym, że pożeniony jednocześnie z tymi wszystkimi gatunkami i podgatunkami fantastyki wymienionymi powyżej, podlany czymś z Lyncha i sadyzmem Barkera. Tylko brak tu tej tarantinowskiej biegłości w gatunkowej żonglerce, brak tej nonszalancji. Brak mocy i siły wyrazu Barkera, brak dziwności Lyncha. To, co niezwykłe, co mroczne i dziwne, nie przekonuje, nie daje namiastki realizmu, poza paroma scenami z Nocnymi Doktorami. I zabrakło mi też głębi, zaangażowania, a przynajmniej takich prawdziwych, bo te niby są, ale prostackie, łopatologiczne, obrażające inteligencję czytelnika i obnażające niski poziom intelektualny autora. A szkoda.
I… Tyle, prostackie to było, koszmarnie powierzchowne, za sztampowe, za bardzo posklejane z podkradanych zewsząd elementów i za płytkie (choć jedno in plus, że autor zauważa, iż czarni też sprzedawali swoich braci, jako niewolników, ale i tak niewiele z tego wynika, bo wydaje się być ślepy na szerszy kontekst). Kicz i tandeta, czasem ubrane w ładne słowa, ale tylko czasem. Jedyne co w tym dobre, to okładka - no i przekład, bo się tłumacz postarał i pewnie namęczył. Reszta, do wyrzucenia i zapomnienia.

Komentarze
Prześlij komentarz