Amazing Spider-Man Vol. 5: Unintended Consequences – J. Michael Straczynski, John Romita Jr.

PRZYPADKOWE KONSEKWENCJE

 

Piąty tom zbierający zeszyty „Amazing Spider-Mana” pisane przez J. M. Straczynskiego to zbiór dwóch opowieści. Pierwsza z nich to uczta dla miłośników superbohaterskich akcji, druga zaś to powrót scenarzysty do obyczajowych treści. Obie jednak nie są już tak znakomite, jak to, co twórca ten serwował nam w poprzednim albumie. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż mamy tu do czynienia ze świetnymi opowieściami, które jakością biją na głowę większość typowych dla „Spider-Mana” historii.

 

03.07.1957 r. w Las Vegas dochodzi do masakry gangsterów. W czasach obecnych, w wyniku testów bomby Gamma ożywają oni jako jeden mutant Digger. Digger pragnie tylko jednego, zemsty. Zaczyna się jego szalona wyprawa, która nie może skończyć się dobrze.

Tymczasem Peter świętuje z Mary Jane fakt, że oboje znów są ze sobą. Nie wie jeszcze, że już niedługo będzie musiał zmierzyć się z Diggerem i zamieszanymi w to wszystko gangsterami. Ale jak ma pokonać przeciwnika, który jest równie potężny, co Hulk, ale pozostaje o wiele od niego groźniejszy? I jak to wpłynie na jego relacje z MJ?

 

Przykro mi to mówić, ale po poprzednich świetnych zeszytach, pierwszym czterem numerom otwierającym ten tom brakuje werwy. Kolejny wróg, kolejna akcja… nadal czyta się to dobrze, ogląda świetnie, ale prawdziwą przyjemność dają tylko sceny z Peterem i MJ. Jest w nich prawda, świetna psychologia, trafiający do serca romans… Szkoda tylko, że jest ich tak niewiele. Lepiej jednak jest dalej, kiedy Straczynski wraca na stricte obyczajowy grunt.

 


W drugiej opowieści Peter stara się pomóc kolejnej uczennicy z problemami. Dziewczyna jest bystra, ale nie radzi sobie w szkole. Zainteresowawszy się nią bliżej, Peter odkrywa, że nastolatka zmaga się z problemami, które są wynikiem jego działań jako Spider_mana…

 

Cztery zeszyty trzeba było czekać by Straczynski porzucił temat superłotrów, a skupił się na tym, co wychodzi mu najlepiej. Ale warto było, bowiem kolejna opowieść o Spider-Manie, w której Spider-Man prawie wcale się nie pojawia, to jedna z lepszych historii z tej serii. Fabuła przyćmiewa tym razem nawet relacje Petera i MJ, a to o czymś świadczy.

 


W ostatecznym rozrachunku dostajemy rewelacyjny komiks, życiowy, emocjonujący o wzruszający bardziej niż wszelkie pełne akcji historie kipiące od patosu i „wielkich” wydarzeń. A na coś takiego w głównym nurcie chyba tylko „Spider-Man” może sobie pozwolić. Oczywiście i ta opowieść ma swoje minusy, bo finałowi brakuje emocjonalnej maestrii, którą mamy na początku, a zastąpiła ją akcja, ale i tak jest znakomicie.

 

Całość natomiast, doskonale zilustrowana przez Romitę Jr., warta jest poznania. I to jeszcze jak. Głównie dla tych życiowych momentów, które tak bardzo zachwycają, ale i jako komiks akcji „Unintended Consequences” sprawdza się lepiej, niż większość mu podobnych.

Komentarze