Piąty tom zbierający zeszyty „Amazing Spider-Mana”
pisane przez J. M. Straczynskiego to zbiór dwóch opowieści. Pierwsza z nich to
uczta dla miłośników superbohaterskich akcji, druga zaś to powrót scenarzysty
do obyczajowych treści. Obie jednak nie są już tak znakomite, jak to, co twórca
ten serwował nam w poprzednim albumie. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż
mamy tu do czynienia ze świetnymi opowieściami, które jakością biją na głowę
większość typowych dla „Spider-Mana” historii.
03.07.1957 r. w Las Vegas dochodzi do masakry gangsterów.
W czasach obecnych, w wyniku testów bomby Gamma ożywają oni jako jeden
mutant Digger. Digger pragnie tylko jednego, zemsty. Zaczyna się jego szalona
wyprawa, która nie może skończyć się dobrze.
Tymczasem Peter świętuje z Mary Jane fakt, że oboje
znów są ze sobą. Nie wie jeszcze, że już niedługo będzie musiał zmierzyć się z
Diggerem i zamieszanymi w to wszystko gangsterami. Ale jak ma pokonać
przeciwnika, który jest równie potężny, co Hulk, ale pozostaje o wiele od niego
groźniejszy? I jak to wpłynie na jego relacje z MJ?
Przykro mi to mówić, ale po poprzednich świetnych
zeszytach, pierwszym czterem numerom otwierającym ten tom brakuje werwy.
Kolejny wróg, kolejna akcja… nadal czyta się to dobrze, ogląda świetnie, ale
prawdziwą przyjemność dają tylko sceny z Peterem i MJ. Jest w nich prawda,
świetna psychologia, trafiający do serca romans… Szkoda tylko, że jest ich tak
niewiele. Lepiej jednak jest dalej, kiedy Straczynski wraca na stricte
obyczajowy grunt.
W drugiej opowieści Peter stara się pomóc kolejnej
uczennicy z problemami. Dziewczyna jest bystra, ale nie radzi sobie w szkole.
Zainteresowawszy się nią bliżej, Peter odkrywa, że nastolatka zmaga się z
problemami, które są wynikiem jego działań jako Spider_mana…
Cztery zeszyty trzeba było czekać by Straczynski
porzucił temat superłotrów, a skupił się na tym, co wychodzi mu najlepiej. Ale
warto było, bowiem kolejna opowieść o Spider-Manie, w której Spider-Man prawie
wcale się nie pojawia, to jedna z lepszych historii z tej serii. Fabuła przyćmiewa
tym razem nawet relacje Petera i MJ, a to o czymś świadczy.
W ostatecznym rozrachunku dostajemy rewelacyjny
komiks, życiowy, emocjonujący o wzruszający bardziej niż wszelkie pełne akcji
historie kipiące od patosu i „wielkich” wydarzeń. A na coś takiego w głównym
nurcie chyba tylko „Spider-Man” może sobie pozwolić. Oczywiście i ta opowieść
ma swoje minusy, bo finałowi brakuje emocjonalnej maestrii, którą mamy na
początku, a zastąpiła ją akcja, ale i tak jest znakomicie.
Całość natomiast, doskonale zilustrowana przez
Romitę Jr., warta jest poznania. I to jeszcze jak. Głównie dla tych życiowych
momentów, które tak bardzo zachwycają, ale i jako komiks akcji „Unintended
Consequences” sprawdza się lepiej, niż większość mu podobnych.




Komentarze
Prześlij komentarz