Po pierwszym tomie „Dead Dead Demon's Dededede
Destruction” mangą byłem zachwycony, ale jeszcze nie wiedziałem, jak wysoko
postawić ją na liście ulubionych. Po drugim już jestem pewien, że to najlepsze,
co Asano czytałem, lepsze nawet od „Punpuna”, a wielkie to było dzieło, oj
wielkie. Ale Asano złych komiksów nie robi, a tym razem przeszedł sam siebie,
serwując dzieło, które mi szczególnie przypadło do gustu.
W Japonii się dzieje. Przemysł zbrojeniowy zaczyna kwitnąć,
ale ludzie coraz bardziej mają dość całej tej walki z kosmitami i towarzyszących
jej zniszczeń. Zaczynają się wiec protesty. A co słychać i Kadode? A no wraz z
przyjaciółkami szykuje się do przygotowań na studia. Ale co jeszcze wydarzy się
w ich życiu.
Co, jak co, ale tematykę UFO to ja lubię. Uwielbiam.
Skrzywienie dzieciaka wychowanego na „Z archiwum X” – podziałał ten serial na
moją wyobraźnię, kiedy po raz pierwszy emitowany był w naszym kraju. Więc tak,
zostało mi to, w kosmitów przylatujących na Ziemię nie wierzyłem i nie wierzę,
ale fantastykę w temacie lubię. I uwielbiam, kiedy ta fantastyka nie idzie utartą
ścieżką, uwielbiam, kiedy kluczy, szuka czegoś nowego, a przede wszystkim
skupia się nie na wizjach rodem ze snów czy marzeń, a na nas samych. Bo futurystyczna,
horrorowa czy nawet baśniowa otoczka ma być jedynie czynnikiem służącym
autorowi do rozebrania nas, naszej natury i świata. Ma być przyczynkiem do
analizowania, filozofowania, a nie celem samym w sobie. I tak właśnie jest u
Asano.
Kosmici przylecieli i… Podobnie, jak w „Dystrykcie 9” właściwie niewiele to zmieniło. Nie było wielkiej inwazji, nie było podboju świata, wisi sobie ten statek, ludzie czasem coś tam kosmicznego niszczą, ale życie toczy się mniej więcej jak dawniej. Trzeba iść do pracy, do szkoły, trzeba robić zakupy… Proza życia zawsze dopadnie człowieka. A w tej prozie życia są one – nasze bohaterki. Właściwie nie tylko one, ale jednak to na nich Asano skupia się najbardziej i robi to rewelacyjnie. Może i czasem bohaterki są dziwne, może pewne elementy ich kreacji – ślinienie choćby – bywa osobliwe, ale to dziewczyny z krwi i kości, żywe, prawdziwe, przekonujące, takie, które się rozumie, które są nam bliskie, a przede wszystkim ciekawe.
I ciekawa jest cała reszta. Relacje, otoczka. Ale i
klimat. Część tego klimatu, jego tajemniczość, zwyczajność, ale i pewną
alienację buduje fabuła. Reszta to już robota rysunków. Rysunków genialnych,
realistycznych, dopracowanych, pełnych detali, genialnego operowania światłem,
cieniem, efektami… No cudo, cudeńko. Ktoś powie, że sporo tu przerabianych zdjęć
i trzeba przyznać, że racji w tym będzie wiele, ale Asano robi to genialnie, w
ogóle tego nie czuć, a wszelkie elementy, które przedstawia samodzielnie, są
spójne, mają ten sam ładunek prawdziwości, przekonywania i siły, taki sam urok
i moc, że zachwycają na każdym kroku.
Po prostu perełka. Nic dodać, nic ująć. Małe cudo i
jedna z najlepszych mang dostępnych na rynku. Coś, co warto brać w ciemno.
Tytuł kupicie tutaj:

Komentarze
Prześlij komentarz