Dragon Ball Super #90: Vs. Dr. Hedo - Akira Toriyama, Toyotarou

WALKA Z DR. HEDO

 

I w końcu jest. Wraz z tym rozdziałem docieramy do finały wątku, który stanowi wstęp do ostatniego dragonballowego filmu kinowego. I finał to fajny, trzymający poziom ostatnich dwóch odcinków i sympatycznie splata to wszystko, pokazując, jak Hedo trafił do więzienia, za co i co będzie z relacjami Trunksa i Mai.

 

Dr. Hedo nadal działa, a jego zombie-androidy wciąż atakują naszych bohaterów. Jednocześnie w szkole nadchodzi czas potańcówki, na którą Trunks chciałby zaprosić Mai. Tymczasem dziewczyna sama ma co do tej imprezy własne plany. Jakby tego było mało, jedna z koleżanek chciałaby umówić się z Trunksem i prosi Gotena o pomoc. Tymczasem policja, z Kuririnem na czele, próbuje odnaleźć Hedo.

Ścieżki wszystkich przecinają się na potańcówce właśnie, gdzie jedną z atrakcji ma być spotkanie z superbohaterskim celebrytą. Celebrytą fascynuje się Hedo, więc zjawia się na miejscu, a za nim wszyscy polujący na niego – od Gotena i Trunksa, przez obleczoną w zbroję Mai, po policję! I zaczyn się dziać!

 

Szkolne życie, nastoletnie problemy, zombie-androidy, andro-dinozaur, szalony naukowiec, sensacyjna akcja, superhero, komedia… Wszystko to w jednym, krótkim rozdziale, do pochłonięcia w kilkanaście minut. Ale zabawa jest znakomita, nastrojowa, choć horroru jako takiego już tu nie ma, a także ujmująca i urocza.

 


Toriyama i Toyotarou biorą się i łączą ostatnie wydarzenia z filmem „Superhero” i robią to w dobrym stylu. Głównych bohaterów serii nie ma, brylują tu ich najmłodsze pociechy, ale fajnie to wypada, stanowi podbudowę pod przyszłe wydarzenia, które już znamy – związek Trunksa i Mai czy nowe androidy albo kolejny Cell – i samo w sobie bawi. Zarówno jako zamknięta historia, jak i część większej całości.

 


To plus dobre rysunki i mamy naprawdę udany rozdział. Domknięcie tego i owego, ale i zarazem otwarcie na to, co nadciąga, a podobno nadciąga mangowa wersja filmu „Superhero”. Czy wprowadzi jakieś zmiany? I co z tego wyjdzie? Czas pokaże, ale tu było dobrze, nawet bardzo i cieszę się, że taki spokojniejszy przerywnik pojawił się w serii, bo ile można samych walk z wielkimi, potężnymi wrogami? Trochę pierdołowatych wrogów, którzy nawet wrogami nie są i życiowych spraw dobrze zawsze robiło tej serii i robi nadal.

Komentarze