Dziś na mój recenzencki warsztat biorę grę
karcianą, która już samym wyglądem potrafi urzec. Szczególnie tych, którzy
kochają oldschoolowy gry cyfrowe, pamiętające czasy Pegasusa czy Game Boya. A samo
wykonanie? Jest całkiem udane, mimo pewnych minusów, i potrafi wciągnąć,
jednocześnie nie wymagając od graczy zbyt wiele czasu.
Jeśli chodzi o fabułę gry, to wcielamy się tu w
jednego ze złych bossów mieszkających pod ziemią. Każdy z nich ma proste
zadanie – budować swoje podziemia, składające się z wszelkiej maści
komnat-pułapek, by skarbami wabić znajdujących się w mieście bohaterów. Po co?
Żeby ich pokonać i pokazać innym bossom, kto tu rządzi. A przy okazji można
czasem zarobić. Ale pokonać wroga nie jest łatwo, trzeba więc korzystać z czarów,
a czasem także i pomocy minibossów…
Zacznijmy może od minusów. Pierwszym z nich jest
to, że instrukcja rozgrywania tej gry brzmi niczym instrukcja wypełniania PIT-ów.
Dużo tłumaczenia, dużo rozwodzenia się nad tym wszystkim, a w rzeczywistości niewiele
z tego wynika. Rozległe opisy wprowadzają więcej zamętu, zamiast rozjaśnić zasady.
A kiedy zasiądzie się do zabawy, szybko okazuje się, że jest prosta jak drut. Rozgrywka
zresztą jest bardzo szybka, niewymagająca i przyznam szczerze nie zajmuje wiele
czasu, co może stanowić minus. Na dodatek jest nieskomplikowana, a po opisie i reklamach
spodziewałem się nieco bardziej taktycznej i wymagającej rozgrywki.
Ale nadal jest to przyjemna zabawa. I to jeszcze jak.
„Boss Monster: Powstanie minibossów”, do kupienia na Bonito, trzecia z kolei gra z serii (ale nie wymagająca
znajomości poprzednich, a przy okazji oferująca najwięcej kart i opcji), skierowana
jest bardziej do tych zaczynających swoją przygodę z karciankami. Poza tym to
rzecz dla odprężenia, kiedy nie mamy zbyt wiele czasu, a chcemy w coś zagrać. Najlepsze
jednak pozostaje jej opracowanie graficzne. Pikselowe ilustracje rodem z czasów
Pegasusa czy Game Boya budzą w geekach sentyment, a mnóstwo odwołań do
popkultury zawartych w ilustracjach (głównie do horrorów i fantastyki) stanowi przyjemne
puszczanie oka do odbiorców.
Kto lubi karcianki, niech sięga śmiało. Tym
bardziej, gdy ma sentyment do starych gier, a jednocześnie chce nieco odpocząć
od typowych karciankowych pożeraczy czasu. I na plus należy zaliczyć też, że dość
spory zestaw zajmuje wraz z pudełkiem stosunkowo niewiele miejsca.



Komentarze
Prześlij komentarz