Dragon Ball Super #92: New Androids - Akira Toriyama, Toyotarou

NOWE ANDROIDY

 

Mangowej adaptacji ostatniego dragonballowego filmu ciąg dalszy. No i fajnie jest, trochę inaczej, choć wiernie, acz nadal, jak i film, tak i to nie jest ani oryginalne, ani zbytnio udane. Co nie zmienia faktu, że nadal bawię się przyzwoicie i z sentymentem. A w mangowej wersji nawet lepiej wchodzi ten brak pomysłów, niż w wersji anime.

 

Gamma kontra Piccolo! Piccolo, który z Armią Czerwonej Wstęgi jako taką do czynienia nic właściwie nie miał, teraz musi stawić czoła najnowszemu jej androidowi. I nie jest lekko, chociaż przeciwnik go nie docenia. Więc kiedy jest już po wszystkich – choć po wszystkim wcale nie jest – Piccolo przenika między wroga by dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi i…

 

I ten odcinek podzielony jest na części. A każda z nich na mniejsze części. Najpierw mamy część o Piccolo, której pierwsza połowa to jedno wielkie mordobicie, druga zaś to gadanie, co, jak i czemu odnośnie Cella Max i Gamm (Gammów?). A potem to już część o Gokū i znów większość to lanie się po mordach z Brolym, a reszta to gadanie i… I koniec.

 

Tyle, więc i rozpisywać się nie ma o czym, ale chociaż to wtórne jest i to mocno i powiela to, co w filmie mnie drażniło, nadal fajnie się czyta. Nie wiem, ale nawet kiedy Tori – a raczej Toyo, bo to jego już więcej w „Super” niż pierwotnego twórcy – zawsze jakoś daje radę. Wszystko było? Okej, ale można jeszcze podoić tę krowę. Robią to na Zachodzie, tym amerykański komiks stoi, ale jednak Japończycy, jak pokazują tutaj, potrafią robić to lepiej.

 


I tyle. Plus przyjemne rysunki, oczywiście. Na „DB” się wychowałem i budzi mój sentyment, może chętniej przez to przymykam oko, ale i tak, serio, fajne to jest.

Komentarze