The Amazing Spider-Man 11/1997: Pajęczyna śmierci, cz. IV: Czas umierać / Pajęczyna życia, cz. IV: Gracze i pionki - Todd Dezago, Mark Bagley, Phil Gosier, J. M. DeMatteis
Pierwszy rok wydawania po polsku „Sagi klonów”
powoli zbliża się do końca w tym moim recenzowaniu. Niejeden czytelnik przed laty zastanawiał się pewnie w tym
miejscu, kiedy opowieść się skończy, ale do tego jeszcze nam daleko. I to
bardzo. Bo chociaż rzecz ukazywała się w Polsce jeszcze przez kolejnych dwanaście
miesięcy – czyli cały rok 1998 – przerwana została zamknięciem wydania „Amazing
Spider-Mana”. I to jeszcze na długo zanim miała szansę dobiec finału.
W finale „Pajęczyny śmierci” Pater, po ustaniu
czynności życiowych, trafia do zaświatów, gdzie spotyka swoich zmarłych
bliskich i przyjaciół. Jednocześnie Doc Ock stara się za wszelką cenę ocalić mu
życie. To, co wydarzy się potem, będzie miało jakże tragiczne skutki…
Tymczasem w ostatniej części „Pajęczyny życia” klon
Petera, Ben, przekonuje się, że nie jest w stanie walczyć w bitwie toczonej
przez Kaine’a i Grim Huntera. Jednocześnie w mieście pojawia się dr. Seward
Trainer. Także skutki tych wydarzeń okażą się jakże tragiczne…
Pozornie to, co dzieje się na łamach tych dwóch zeszytów
nie jest szczególnie ważne. Peter umiera, ale wiemy, że umrzeć nie może. Ben
nie jest w stanie kontynuować walki, ale mamy świadomość, że musi ją wygrać, bo
tak już jest. Nie jest to też żaden jubileuszowy zeszyt, więc nic naprawdę
ważnego wydarzyć się nie może. A jednak. Twórcy, pisząc „Clone Sagę” wiedzieli,
że nie wystarczy przeskakiwać z jednego ważnego dla niej punktu, do drugiego. Dlatego
skupili się by nawet w mniej istotnych z pozoru opowieściach, które wypełniają
przestrzeń między ważnymi rozdziałami, działo się jak najwięcej i w jak
najlepszy sposób.
W konsekwencji w ręce czytelników trafia tym razem zeszyt,
który robi duże wrażenie. Z życiem żegnają się tu dwie ważne dla serii
postacie, a my dostajemy kolejną, jakże przyjemną w swym ponurym tonie
opowieść. Opowieść, która wstrząsa światem Parkera i nie pozostawia czytelników
obojętnymi. Ba, jest to wreszcie opowieść, która stała się wielką inspiracją
dla kolejnych twórców, choćby Dana Slotta, który (uwaga, spoiler), snuł na jej
motywach takie opowieści, jak „Ends of World”, „Dying Wish” czy „Sueprior
Spider-Man”.
Po prostu kawał świetnej rozrywki, która urzeka i
fabuła, i rysunkami. Ma swój klimat, ma oldschoolowy urok i wcale nie jest
pusta. A poważny ton, w którym Spider-Man w ogóle nie sypie żartami odpowiada
mi bardziej, niż jego typowy, drażniący humor.



Komentarze
Prześlij komentarz