Bitewne blizny – Cullen Bunn, Christopher Yost, Matt Fraction, Scot Eaton

HEROSI POTRZASKANI

 

„Sam strach” się skończył i jako, że miał odmienić status quo bohaterów, trzeba było po nim pokazać, jak to ich zmieniło i co uległo przemianie. Tak zaczęło się kolejne wydarzenie zatytułowane „Shattered Heroes”, rozpisane na różne serie, ale i posiadające pewien tak jakby trzon, w postaci miniserii „Bitewne blizny”, która miała za zadanie sprowadzić komiksowe uniwersum Marvela na ścieżki bliższe temu filmowemu. No i robi to. I to w całkiem niezłym stylu, choć by ta historia przypadła Wam do gustu, trzeba jednak lubić szpiegowsko-sensacyjne klimaty.

 

Marcus Johnson jest zwykłym żołnierzem. Tak przynajmniej się wydaje. Kiedy dochodzi do wydarzeń z „Samego Strachu”, walczy akurat w Afganistanie, ale wraca do domu, gdy okazuje się, że ktoś zabił jego matkę. Wszystko wskazuje na przypadkowy akt przemocy, ale to tylko pozory. Ktoś poluje na niego, wynajął zawodowców, w tym tych posiadających supermoce, a w obecnie panującym chaosie, Marcus może liczyć tylko na siebie i swojego przyjaciela. Ale kto w ogóle chce go zabić? I dlaczego?

 

Skoro komiksy zainspirowały kinowe uniwersum, to kinowe uniwersum musiało też wpłynąć na komiksy. Na potrzeby filmów powstało sporo postaci, których w komiksach wówczas nie było, więc kwestią czasu było przeniesienie ich na papier. Coś takiego działo się już w tym medium wcześniej, weźmy chociażby batmanową Harley Quinn, wymyśloną na potrzeby serialu animowanego, a dopiero potem wrzuconą do świata opowieści graficznych. No a w MCU mamy chociażby Darcy Lewis, która na papierze pojawiła się dopiero w tym roku, antmanowego Luisa, który do komiksów trafił w roku 2015 czy Sylvie Laufeydottir, która jak dotąd istnieje tylko w MCU. No i jest jeszcze Phil Coulson, tak, jego też wcześniej w komiksach nie było, a wkroczył do nich właśnie w tej miniserii.

 


Ale z omawianiem „Bitewnych blizn” jest jeden zasadniczy problem – opowieść wprowadza jeszcze jedną ważną postać, która sporo zmienia, ale… No nie da się o tym mówić bez zdradzania o kogo i o co właściwie chodzi, a to jest clou całej historii, jej największy sekret i twist, dla tych, którzy jeszcze tego nie wiedzą. Ale ma to też pewien związek z MCU – choć w komiksach, tyle, że w linii Ultimate – już było. No i więcej nie zdradzam, zbyt wiele już powiedziałem, ale z drugiej strony… Tak czy inaczej, poza tym wszystkim, mamy po prostu dobrą komiksową akcję w sensacyjnym ujęciu. Jest szpiegostwo, jest thriller, jest opowieść wojenna, superhero właściwie też, ale w zasadzie jest ono na dalszym planie. Liczy się zwykły człowiek wplatany w wielką aferę, jego próby przetrwania superzamachów i odkrycia gigantycznej tajemnicy, która będzie miała wpływ na uniwersum. A wszystko to w formie jak najbardziej dynamicznej, gdzie nie ma miejsca na zbyt wiele gadania, więc mknie się przez to szybko, ale jednocześnie sylwetki postaci zarysowane są tu w całkiem dobry sposób i wszystko ma ręce i nogi.

 


A rysunki są bardzo przyjemne. Typowa, ale dobrze wykonana robota. I fajnie, bo to na nich spoczywa odpowiedzialność opowiedzenia za pomocą obrazów większości akcji. I sprawnie to wypada. A samo wydanie też jest niczego sobie. I chociaż po wszystkim zostaje wrażenie, że w sumie nie było to aż tak potrzebne, jak chcieli twórcy – jak i „Sam strach” – niemniej bardzo przyjemnie się to czyta, materiał na film też z tego niezły no i ten album to po prostu całkiem udany most przerzucony między komiksami a MCU. Nie fabularny, ale… No, sami zobaczycie.

 

Kolejność czytania eventu i wydanych po polsku tie-inów:

·       Kapitan Ameryka vol. 6 #6-10 (z tomu „Kapitan Ameryka #8: Amerykańscy marzyciele”)

·       Bitewne blizny

·       Hulk: Rozdarty

Komentarze