Kolejny jubileuszowy komiks w moich rękach. No
okej, Cloak i Dagger debiutowali w roku 1982, ale to w 83 pojawiła się
miniseria stanowiąca główną atrakcję tomu, więc czterdziestkę obchodzić można.
Więc obchodzę. A że te postaci lubię, i lubię komiksy z tamtych lat – a
Spider-Mana to w ogóle, co się dobrze składa, bo to w jednej z jego serii
debiutowała ta para – sięgnąłem i nie żałuję. Może to i ramotka, ale jak na
swoje czasy, wcale nie tak infantylna, jak wiele jej podobnych i całkiem blisko
trzymająca się brudu amerykańskich zaułków tamtego czasu, co w komiksach wcale
nie było taką oczywistością.
Na początek Spider-Man spotyka dwójkę nowych
bohaterów, którzy pojawili się na ulicy. Cloak włada mocą ciemności, Dagger
światłem. Ale kim są?
W głównej opowieści, ot ledwie czteroczęściowej miniserii
spod pióra tego samego artysty, Cloak i Dagger szukają schronienia w kościele. Co
staje się pretekstem do chwili snucia opowieści na temat ich genezy, od
ucieczki z domu, przez eksperymenty, jakim ich poddano, po walkę ze zbrodnią. A
tymczasem policja prowadzi śledztwo w sprawie ich pojawienia się na ulicach…
No duży mam sentyment do tej dwójki, bo w sumie to
od nich zaczęła się moja przygoda z komiksami Marvela. W skrócie wyglądało to
tak, że mając jakiś 7 lat, kupiłem swój pierwszy marvelowski komiks, numer „Amazing
Spider-Mana” z ostatnim rozdziałem „Maximum Carnage”. No i fajne to było, bo ja
symbionty uwielbiałem i uwielbiam dotąd, a przy okazji Cloak i Dagger odgrywali
tam sporą rolę. Co tam sporą rolę – to właśnie oni znajdowali się na pierwszej
stronie polskiego wydania. I całkiem fajny był ten ich design, co w połączeniu
z klimatem rysunków Buscemy robiło robotę. A potem jeszcze pojawiali w innych
historiach, to im bardziej, niż The New Warriors poświęcony był „Mega Marvel” o
Nowych Wojownikach itp. itd. Więc w sumie w końcu musiałem sięgnąć po ten tom. Tym
bardziej, że pająkowe serie zbieram, a tu zeszycik jest.
No, ale przede wszystkim fajna to ramotka. Okej,
trochę infantylne są te teksty i opisy, nie przeczę, ale i tak dojrzalej to
wszystko wypada, niż większość podobnych serii. To, co tutaj mamy, to właściwie
kryminał. Element fantastyczny ograniczony jest do głównych postaci, cała
reszta bliska jest życia – a właściwie ulicy. Mroczno-barwne alejki i zaułki,
bandyci włóczący się tu i tam i handlujący narkotykami, przestępczość, porwania…
W tym świecie oni dwoje są jakąś nadzieją na ratunek, ale jednocześnie wydają
się najbardziej swojscy, ludzcy, tacy kumple tyle, że z mocami. Wciąż młodzi,
wciąż niedoświadczeni, ze zdolnościami, które są i fajne, i jakoś tak mniej imponujące
niż niektórych kolegów po fachu, ale wszystko to czyni ich całkiem krwistymi.
A najlepsze i tak są rysunki. Bardzo sympatyczne,
ze sporą dozą detali i klimatem. Niby proste, ale skuteczne, niby zwyczajne, a
jednak mające w sobie to coś… Fajnie jest i to bardzo, a przy okazji tłumaczenie
stoi na całkiem dobrym poziomie, co w tej kolekcji jest niestety wyjątkiem. I w
sumie można by tu było dorzucić jeszcze jakieś historie, ot którąś ze wspominanych
na koniec powieści graficznych, bo dość cienki to album. Ale i tak wart
poznania.




Komentarze
Prześlij komentarz