GTA V (PC)


GTA – Gra Taka z Autami

 

Dziesięć lat minęło od premiery gry, którą uważa się za jedną z najlepszych w historii, a ja dopiero się za nią wziąłem. Bywa. Czekała sobie od dawna, raz czy dwa byłem gotów ją sobie zainstalować, ale w końcu wybierałem coś innego. Bo to nie moja tematyka, bo kiedyś grałem we wczesne „GTA” jeszcze z czasów, kiedy zabawa była w rzucie z góry i w jakości mniej więcej gier na GBA i mnie to nie porwało, bo to, bo tamto. Ale zagrałem – chciało mi się czegoś dobrego, a to podobno dobre – i chociaż pierwsze parę godzin nie porywało mnie jakoś, „GTA V”, bo to o niej mowa, ostatecznie naprawdę mnie wciągnęła i rzeczywiście okazała się zaskakująco dobrą grą, pełną różnorodności i humoru, która porwała mnie tak, że potem musiałem złapać za kolejne podobne i stała się chyba najlepszą produkcją, jaką ogrywałem. Chociaż nie wolną od błędów.

 

Fabuła? Mike, Trevor i paru innych zrobili sobie napad, nie wszystko poszło, jak trzeba i... Lata później na scenie pojawia się młody czarnoskóry Franklin, drobny bandyta. Żyje w swoim rytmie, pracuje u dilera samochodów i wszystko się zmienia, kiedy szef zleca mu odzyskanie auta od zalegającego ze spłatą klienta. Klient jednak, jak się okazuje Mike, skrywa swoje tajemnice i tak Franklin zostaje wmieszany w wielkie sprawy – a właściwie w wielkie sprawy już wkrótce wmieszani zostają oni obaj. Wszystko zaczyna się więc kręcić, nakręcać, robić coraz bardziej szalone, a kiedy jeszcze Trevor odkrywa, że Mike żyje... Dopiero wtedy się dzieje! 


„GTA V” to przede wszystkim sporo jazdy. Dużo jazdy. Bardzo dużo. Okej, można chodzić i biegać, ale mając tak wielką mapę, jak tutaj, trochę się to nie opłaca, choć czasem trzeba, jak w ośmiokilometrowej pielgrzymce po pustyni. Latać też można, ale głównie jeździmy – samochodem, rowerem, motorem, wszystkim, czym jeździć się da. A wybór jest solidny, kraść mamy co, mamy co rozbijać, pewnie personalizować też się da, skoro bohaterów możemy przebierać i kupować im ciuchy, ale nie bawiłem się w to. Czego jeszcze jest masa? Broni, strzelania… No wykańczamy ludzi tłukąc ich pięściami, rozjeżdżając, zdejmując ze snajperki, waląc do nich z gnata / karabinu / granatnika itp. itd. No i różnorodności jest sporo.

 


Bo tak – niby jeździmy, niby bierzemy udział w wyścigach i strzelaninach (w ogóle niektóre misje, rodem z najlepszych filmów kina akcji, potrafią wgnieść w fotel - jest i jazda motorem po dachach wagonów pędzącego pociągu albo okradanie budynku rządowego, który po eksplozji stoi w ogniu), ale mamy masę innych rzeczy do zrobienia. Możemy poćwiczyć jogę, polatać samolotem, zagrać w tenisa, iść na striptiz czy polowanie, zaliczyć prostytutkę albo wstąpić do sekty. Czasem musimy się skradać, czasem ukrywać, a czasem pokombinować. Świetnie się tu lata, świetnie rozbija, świetny jest humor, choć momentami chore to jest – choćby tortury, wyrywanie zęba i te sprawy. Fajny jest też ogólny klimat gry, jej nieskomplikowanie, cykl dobowy, zmiany pogody, NPC-e, które nie wyglądają jak wciąż ten sam człowiek pojawiający się na ekranie, dobre wątki obyczajowe uzupełniające wszystko, rozbudowany, otwarty świat, który żyje… No świetnie się w to gra, świetnie się tu mordę rozkwasza, ale minusy też są.



Bo graficznie mogłoby być lepiej. Bo NPC-e zachowują się często, jak idioci – policja też. Bo fizyka wypadków bywa po prostu śmieszna. Bo do budynków w większości wejść się nie da, a by się chciało. I jeszcze optymalizacja jakoś nie poraża – przy wymaganiach tej gry nic nie miało najmniejszego prawa mi się ciąć ani wieszać, a zdarzało się, że „GTA V” jąkało się tu i tam, niezależnie od ustawień. No ale w sumie to drobiazgi. A sama gra świetna jest i tyle. Rewelacyjna wręcz. Genialna. Wciąga, intryguje – ile tu smaczków, ile sekretów do odkrycia (kosmici, kanibale, seryjny morderca, duch pojawiający się nocą w górach), ile easter eggów, ile odniesień do popkultury, ile dodatkowych atrakcji, jak to, że w kinie można sobie obejrzeć filmy. Tu nawet poboczne zadania, nieistotne dla akcji, jak biznes z łodzią podwodną czy polowania to rzeczy, które gdzie indziej byłby całą grą. No i jeszcze soundtrack – radio w samochodzie to masa stacji tematycznych z setkami piosenek. Jest czego słuchać, kiedy się mknie przez miasto. Więc… No grajcie w ciemno, jeśli jeszcze tego nie robiliście. Dla mnie gierka numer jeden, nawet jeśli mam ważniejsze produkcje, które znaczą dla mnie więcej.

Komentarze