Więc tak – w końcu mogę.
Oficjalnie. Więc się chwalę. Art-zin „Ka-Tet” – nazwa sugeruje inspiracje
Kingiem i okej, są, ale to, co w środku, to inna sprawa, choć nie mówię, że
odniesień do Kinga jako takich tu nie ma – pojawił się. Nakład? Bardzo
limitowany, symboliczne 19 sztuk (kolejne puszczenie oka do fanów „Mrocznej
Wieży”) wersji drukowanej, czyli po jednym dla każdego z 19 autorów. No, ale
pdf-a, jeśli chcecie, pobrać możecie.
Fajnie to to wygląda,
drukowane na papierze sprzed kilku dziesięcioleci – pożółkłym, starym, kruchym
już, więc zszycie trzeba było wesprzeć sznureczkiem przewiązującym gotowe
egzemplarze – ma swój urok. Pachnie starą biblioteką, pachnie historią i jakoś
tak (przynajmniej mi) kojarzy się to wszystko z czytanymi za nastolatka
rodzimymi magazynami z fantastyką.
No, ale do rzeczy. Nie będę
się wypowiadał jak ta twórczość tu prezentowana wyszła jakościowo, bo mi nie
wypada, skoro też tu publikuję. Ale pochwalę się, bo są tu trzy rzeczy, które
zrobiłem. No dwie w pełni autorskie (krótki komiks grozy „Kiosk” i opowiadanie „Ich
bin gesund und fühle mich gut”, ot taki horror, ale głównie satyra na naszą
rzeczywistość, gdzie uderzam w skrajnie kontrowersyjne nuty) plus foto
(wspólnie z lepszą i ładniejszą połową), nad którym też pracowałem, a które w
kolorze znajdziecie w środku.
No i to tyle ode mnie. Kto lubi zinowe klimaty, gdzie czeka wszystko, od recenzji i artykułów, przez opowiadania i poezję, po fotografię i komiks, może sobie wszystko to sprawdzić. Łącznie sto stron, może znajdzie coś dla siebie. Do poczytania o pobrania pod adresem https://docdro.id/ooRU9tU.

Komentarze
Prześlij komentarz