Ka-tet, nr. 1/2023

DZIEWIĘTNASTU AUTORÓW I ZIN

 

Więc tak – w końcu mogę. Oficjalnie. Więc się chwalę. Art-zin „Ka-Tet” – nazwa sugeruje inspiracje Kingiem i okej, są, ale to, co w środku, to inna sprawa, choć nie mówię, że odniesień do Kinga jako takich tu nie ma – pojawił się. Nakład? Bardzo limitowany, symboliczne 19 sztuk (kolejne puszczenie oka do fanów „Mrocznej Wieży”) wersji drukowanej, czyli po jednym dla każdego z 19 autorów. No, ale pdf-a, jeśli chcecie, pobrać możecie.

 

Fajnie to to wygląda, drukowane na papierze sprzed kilku dziesięcioleci – pożółkłym, starym, kruchym już, więc zszycie trzeba było wesprzeć sznureczkiem przewiązującym gotowe egzemplarze – ma swój urok. Pachnie starą biblioteką, pachnie historią i jakoś tak (przynajmniej mi) kojarzy się to wszystko z czytanymi za nastolatka rodzimymi magazynami z fantastyką.

 

No, ale do rzeczy. Nie będę się wypowiadał jak ta twórczość tu prezentowana wyszła jakościowo, bo mi nie wypada, skoro też tu publikuję. Ale pochwalę się, bo są tu trzy rzeczy, które zrobiłem. No dwie w pełni autorskie (krótki komiks grozy „Kiosk” i opowiadanie „Ich bin gesund und fühle mich gut”, ot taki horror, ale głównie satyra na naszą rzeczywistość, gdzie uderzam w skrajnie kontrowersyjne nuty) plus foto (wspólnie z lepszą i ładniejszą połową), nad którym też pracowałem, a które w kolorze znajdziecie w środku.

 

No i to tyle ode mnie. Kto lubi zinowe klimaty, gdzie czeka wszystko, od recenzji i artykułów, przez opowiadania i poezję, po fotografię i komiks, może sobie wszystko to sprawdzić. Łącznie sto stron, może znajdzie coś dla siebie. Do poczytania o pobrania pod adresem https://docdro.id/ooRU9tU.

Komentarze