Kajko i Kokosz: Złota Kolekcja, tom 2 – Janusz Christa

ASTERIKS I OBELIKS KAJKO I KOKOSZ

 

Jakoś tak smutno i blado wyglądała moja kolekcja komiksów Christy bez tego tomu w tym wydaniu, więc się skusiłem. Tym bardziej, że to bodajże najlepszy – obok „Szkoły latania” – tom serii i jedno z najlepszych dzieł autora. I nie żałuję. Bo i dzieło świetne, i dodatki znakomite. I co z tego, że podobne to wszystko do „Asteriksa”, skoro Chrusta wypełnił to takim ładunkiem swojskości i uroku, że pal licho, nawet jakby bardziej było podkradane, wraz by mnie kupowało.

 

Wioska Mirmiłowo była już areną wielkich wydarzeń. Kajko i Kokosz, jej najwięksi wojowie, mierzyli się z niejednym wyzwaniem, teraz czeka na nich jednak próba, której mogą nie podołać – zabicie nudy! Nic więc dziwnego, że gdy pojawia się okazja wyruszenia do nadmorskiego grodu, gdzie Wojmił potrzebuje pomocy w starciu z sąsiadami, nie wahają się ani chwili. A sytuacja z każdą chwilą komplikuje się coraz bardziej. Bo wróg ma córkę, dziewczę piękne, choć głupie. I na jej widok wszyscy tracą głowy – jak się wkrótce okazuje, Wojmił także. przyjaciel naszych bohaterów tak samo. I co teraz? Szczególnie, że obaj proszą Kajka i Koko o pomoc… Zaczynają się szranki i konkury, próby sprostania wymaganiom dziewczyny i szalona rywalizacja…

 

Ta opowieść była rewelacyjna, kiedy czytało się ją będąc dzieckiem i rewelacyjna, nawet jeszcze bardziej, jest teraz. Nic dziwnego, że sam autor uważa ją za najlepszą w swojej karierze. I okej, są tu rzeczy, od których zgrzyta się zębami, bo kopiowanie „Asteriksów” – czy może raczej konkretnych scen albo i postaci, jak Kakofoniks – rzuca się czasem w oczy. Ale nadal jest w tym tyle autorskiego sznytu, tyle swojskości, tyle humoru i uroku, że mnie to całkowicie kupuje.

 


Mamy tu zresztą wszystko to, co w takim komiksie znaleźć się powinno. Akcja, humor, lekkie, żywe i zabawne dialogi, dobre tempo, swojski urok, świetny klimat, inteligentne dowcipy i mnóstwo uroku. Wdzięczności także. I tej ujmującej swojskości, którą zawsze ceniłem. Do tego zbiorcza edycja zawiera mnóstwo dodatków, w tym te o samym twórcy i jego losach, a przy okazji może pochwalić się iście rewelacyjnym wydaniem.

 


Więc chociaż „Asteriksem” czasem za mocno tu wieje, polecam gorąco. Bo i co z tego? Świat komiksu kopiowaniem stoi – mniej, lub bardziej – a gdyby wszelkie kopiowanie trzymało taki poziom, jak ta seria, byłoby genialnie. Bo rzecz wciąga i poprawia humor, urzeka, a przy okazji niesie ze sobą sporo satyry. I pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że wydawca nie ograniczy się tylko do wznowienia „Kajka i Kokosza”, ale też i przypomni od lat nieobecne na rynku wczesne przygody „Kajtka i Koka”, bo tych nam jednak brakuje. A tam też jest wiele świetnych, wartych przypomnienia, a niestety od lat już niedostępnych.

Komentarze