Jakoś tak smutno i blado wyglądała moja kolekcja
komiksów Christy bez tego tomu w tym wydaniu, więc się skusiłem. Tym bardziej,
że to bodajże najlepszy – obok „Szkoły latania” – tom serii i jedno z
najlepszych dzieł autora. I nie żałuję. Bo i dzieło świetne, i dodatki
znakomite. I co z tego, że podobne to wszystko do „Asteriksa”, skoro Chrusta
wypełnił to takim ładunkiem swojskości i uroku, że pal licho, nawet jakby
bardziej było podkradane, wraz by mnie kupowało.
Wioska Mirmiłowo była już areną wielkich wydarzeń. Kajko
i Kokosz, jej najwięksi wojowie, mierzyli się z niejednym wyzwaniem, teraz
czeka na nich jednak próba, której mogą nie podołać – zabicie nudy! Nic więc
dziwnego, że gdy pojawia się okazja wyruszenia do nadmorskiego grodu, gdzie
Wojmił potrzebuje pomocy w starciu z sąsiadami, nie wahają się ani chwili. A sytuacja
z każdą chwilą komplikuje się coraz bardziej. Bo wróg ma córkę, dziewczę
piękne, choć głupie. I na jej widok wszyscy tracą głowy – jak się wkrótce
okazuje, Wojmił także. przyjaciel naszych bohaterów tak samo. I co teraz? Szczególnie,
że obaj proszą Kajka i Koko o pomoc… Zaczynają się szranki i konkury, próby
sprostania wymaganiom dziewczyny i szalona rywalizacja…
Ta opowieść była rewelacyjna, kiedy czytało się ją
będąc dzieckiem i rewelacyjna, nawet jeszcze bardziej, jest teraz. Nic
dziwnego, że sam autor uważa ją za najlepszą w swojej karierze. I okej, są tu
rzeczy, od których zgrzyta się zębami, bo kopiowanie „Asteriksów” – czy może
raczej konkretnych scen albo i postaci, jak Kakofoniks – rzuca się czasem w
oczy. Ale nadal jest w tym tyle autorskiego sznytu, tyle swojskości, tyle
humoru i uroku, że mnie to całkowicie kupuje.
Mamy tu zresztą wszystko to, co w takim komiksie
znaleźć się powinno. Akcja, humor, lekkie, żywe i zabawne dialogi, dobre tempo,
swojski urok, świetny klimat, inteligentne dowcipy i mnóstwo uroku. Wdzięczności
także. I tej ujmującej swojskości, którą zawsze ceniłem. Do tego zbiorcza
edycja zawiera mnóstwo dodatków, w tym te o samym twórcy i jego losach, a przy
okazji może pochwalić się iście rewelacyjnym wydaniem.
Więc chociaż „Asteriksem” czasem za mocno tu wieje,
polecam gorąco. Bo i co z tego? Świat komiksu kopiowaniem stoi – mniej, lub
bardziej – a gdyby wszelkie kopiowanie trzymało taki poziom, jak ta seria,
byłoby genialnie. Bo rzecz wciąga i poprawia humor, urzeka, a przy okazji
niesie ze sobą sporo satyry. I pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że wydawca nie
ograniczy się tylko do wznowienia „Kajka i Kokosza”, ale też i przypomni od lat
nieobecne na rynku wczesne przygody „Kajtka i Koka”, bo tych nam jednak
brakuje. A tam też jest wiele świetnych, wartych przypomnienia, a niestety od
lat już niedostępnych.




Komentarze
Prześlij komentarz