One Piece #1 – Eiichirō Oda

ONE PIES

 

Więc tak, zacznę chyba od tego, że piraci to totalnie nie moja bajka, dlatego też nie ciągnęło mnie do tej serii. No ale kultowy to shounen, seria epicka – ponad sto tomów i wychodzi nadal – ekranizacje też się podobały, do tego kult, sława i w ogóle, zatem musiałem poznać. Zainstalowałem sobie apkę MangaPlus, bo wydawca udostępnia tam wszystko za free (choć większość rozdziałów do jednorazowego przeczytania), zacząłem czytać no i nie porwało mnie. Pierwsze cztery rozdziały wiały trochę nudą, humor był wysilony, w piątym ruszył mnie wątek dziewczynki z mieczem, ale potem znów rzecz wróciła na stare tory. Na szczęście nie jest też źle, czytać się da, czyta się zresztą szybko i nawet przyjemnie, więc pewnie wrócę. No ale uwielbienia tej serii niestety nie zrozumiem.

 

Monkey D. Luffy chciał być piratem, ale jakoś mu w życiu nie szło. Jako dziecko zjadł owoc gumowego drzewa, przez co stał się bardzo rozciągliwy i miękki, a teraz, po latach, wraca i chce pokazać na co go stać. Jego celem jest legendarny piracki skarb – tytułowe One Piece – a także zostanie największym z piratów. No ale na razie nie ma nawet załogi, więc na tym będzie się skupiał, ale czy mu się uda?

 

No nie wiem. Znaczy tak, kiedyś uda mu się na pewno, ale że wyszło już ponad sto tomów mangi i rzecz nadal wychodzi, coś mam takie wrażenie, że nie prędko mu się to uda. Że będzie, jak z „Pokemonem” – a raczej jeszcze dłużej. No ale za ,mną dopiero pierwszy tomik (prawie dwa, gdy piszę te słowa), więc nie wiem, co i jak będzie dalej, czy ten wielki skarb wpadnie w ręce bohatera, a potem pojawi się jakiś inny, czy przez całą te telenowelę będzie go szukał… Okaże się, o ile dotrwam tak daleko.

 


No to co wiem? Że jakoś mnie to nie kupiło. Bo o ile autor ma smykałkę do wzruszających momentów (tu sceny retrospekcji z dziewczynką, w kolejnym tomie z psem), o tyle jego humor jakoś mnie nie śmieszy, a akcja nie porywa. Każda fabuła tu to spotkanie kolejnych sojuszników albo przeciwników, pokazanie na co stać Luffy’ego i… No i tak od nowa. Schemat powtarza się tu raz po raz, czyta się to szybko, no ale to już było. Z „Dragon Balla” czerpie to pełnymi garściami, także pod względem zabawnego designu wszystkich postaci zaludniających mangę, Luffy to taki słabszy, mniej ujmujący Gokū, choć podobnie głupi i głodny, a jego przygody, choć dynamiczne, są monotonne.

 


No ale jeszcze trochę poczytam, bo rzecz miewa fajne momenty. i bo lubię shouneny. I fajnie to wypada graficznie, temu nie przeczę. Nadal jednak to moje pierwsze spotkanie z tą serią, czyli filmik „Dream 9 Toriko & One Piece & Dragon Ball Z Super Collaboration Special!!”, gdzie bohaterowie trzech serii pojedynkowali się na żarcie, zostanie tym, co najbardziej mi się w tym wszystkim podobało. Bo na razie to shounen, jakich wiele, znam masę lepszych, a mniej rozciągniętych, a to takie trochę na jedną modłę zrobione. Czytasz to, czy inną mangę gatunkową – jeden pies. Znaczy One Pies.

Komentarze