The Amazing Spider-Man 12/1997: Gra pozorów, cz. I-III: Zew / Zmartwychwstanie / Prawda i oszustwa - J.M. DeMatteis, Todd Dezago, Steve Butler, Randy Emberlin, Mark Bagley, Howard Mackie, Tom Lyle
„Saga klonów” w Polsce zaczęła się w styczniu 1997
roku. Dwunasty numer z tamtego okresu to więc zarówno komiks podsumowujący
dwanaście miesięcy publikacji tej opowieści, jak i pogrubiony gwiazdkowy
prezent dla jej fanów. I chociaż fabuła zaczyna się tu nadmiernie komplikować i dość nieudolnie splatać ze sobą luźne dotychczas wątki, zabawa nadal jest udana a przy okazji
solidnie pogrubiona w stosunku do poprzednich zeszytów.
Peter wreszcie zdrowy, wraca do normalnego życia i
codzienności z MJ u boku. Wierzy też, że May wróci do zdrowia, choć Anna jest
innego zdania. Nagle jednak jego i Scarlet Spidera zaczynają prześladować wizje
Szakala, Gwen i reszty wydarzeń związanych z klonowaniem. Scarlet rusza w
miejsce, do którego prowadzą, Peter zaś zaczyna zastanawiać się co znaczy fakt,
że ma wspomnienia z klonowani – czyżby sam był kopią, a nie prawdziwy Parkerem?
Tymczasem Kaine spotyka kolejną postać, która wkracza na arenę. Jest to nijaki Scrier, istota, której boi się nawet ktoś taki jak on, choć zdawałoby się, że Kaine nie odczuwa lęku. Kim jest Scrier? I co dla wydarzeń będzie oznaczało jego pojawianie się?
„Saga klonów” trwa w najlepsze i widać po tym
zeszycie, że twórcy zdecydowali się wreszcie na konkrety. A dokładniej pełne
zaangażowanie ich fabuł w temat klonowania i wielkich wydarzeń z nim
związanych. Pozornie jednak to, co dostajemy, okazuje się mniej klarowne, niż dotychczas,
choć wcześniej akcja działa się na dwóch płaszczyznach, a teraz obie połączyły się
wreszcie w jedną całość. dlaczego tak się dzieje?
Przede wszystkim dlatego, że treść zostaje
poplątana do granic możliwości, pytań z każdym zeszytem przybywa, tak samo
wątków, a całość – choć istnieje uzasadniona obawa, że nie zostanie w logiczny
sposób ogarnięta, przy takiej liczbie retardacji – pędzi, jakby zaraz miała się
zakończyć. A to nie prawda. Nie zmienia to jednak aktu, że zabawa jest udana i
wypełniona energią. Nadal pozostaje przy tym mroczna i skupiona na psychologii,
choć coraz bardziej dominują sceny typowe dla superhero. Do tego dochodzą dobre
ilustracje i… Nic więcej nie trzeba dodawać, bo wciąż mamy tu do czynienia z
naprawdę udanym komiksem środka.



Komentarze
Prześlij komentarz