Bohdan Butenko: Pinxit i cała reszta - Dariusz Rekosz

BUTENKO WIECZNIE ŻYWY

 

Bohdan Butenko w końcu doczekał się książki o sobie z prawdziwego zdarzenia. Podobna próba miała już miejsce jakiś czas temu – by być dokładnym, niedługo minie siedem lat od jej premiery – na łamach książeczki „Nienarysowane historie”. Z tym, że tamto to był w sumie taki ilustrowany wywiad z autorem, niby o nim, niby fajnie, bo jego słowami, ale jednak powierzchownie mocno, tu zaś mamy już książkę stricte o nim, jego biografię, ale przede wszystkim opowieść o człowieku. Bo wiadomo, z biografiami różnie to bywa, opowiadają o czyichś losach, czasach, o życiu, ale nie o samym człowieku. A tu Dariusz Rekosz wziął i napisał o człowieku właśnie. I to bardzo dobrze napisał, nie roszcząc sobie prawa do najbardziej możliwie wyczerpującego temat kompendium wiedzy, ale dając nam coś, co satysfakcjonuje miłośników Butenki, jak i fanów dobrych biografii.

 

Co wiadomo o Butence? Chyba każdy z nas kojarzy go z jego komiksami. Z jego historiami obrazkowymi – i ilustracjami do książek. Jego prace pojawiały się w takich magazynach, jak „Miś”, „Świerszczyk”, „Płomyczek” czy „Płomyk”. To on stworzył postacie Gapiszona, Kwapiszona, Gucia i Cezara… Kojarzymy jego proste, ascetyczne, ale ujmujące grafiki. Dla wielu z nas to jeden z magów opowieści naszego dzieciństwa. Urodzony w 1931 roku, odszedł z tego świata w roku 2019, zostawiając po sobie gigantyczną spuściznę i legendę, za które otrzymał chociażby Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski czy Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ale co lubił? Jaki był? Jak żył?

 

I o tym wszystkim opowiada niniejsza książka. O Butence, jako autorze – także scenografii, bo i tym się zajmował – ale przede wszystkim Butence, jako człowieku. O jego pasjach, o miłościach i o pracy, przecież nierozerwalnie związanej z jego osobą także. Autor podchodzi do tego wszystkiego nie w akademicki sposób, a taki po ludzku, nomen omen, ludzki właśnie. Nie mówię, że nie jest przy tym profesjonalny, bo jest – zgłębił temat, dobrze się przygotował, pracę domową odrobił znakomicie i wniknął w mnóstwo rzeczy nieoczywistych – ale bardziej interesuje go człowiek, nie legenda. To nie pomnik, a wspomnienia i szczerość. I to ujmuje.

 

No a przy okazji rzecz jest dobrze napisana. Nieskomplikowanie, ale zarazem i profesjonalnie, i z pewnym luzem. Z wyczuciem i ze znakomitym podejściem do tematu. No cóż, jako prozaik zajmujący się głównie kryminałami i thrillerami, swoje osiągnął, a tu pokazuje, że w biograficznej literaturze też czuje się dobrze. Oczywiście, jak na książkę o rysowniku przystało, rzecz jest też odpowiednio solidnie zilustrowana i pełna grafik Butenki – a wśród nich znajdziecie wiele ciekawostek, jak np. okładkę japońskiego wydania jednego z jego dzieł.

 

No i tak to wygląda. Bardzo fajna, bardzo dobra i świetnie wchodząca lektura. Coś, co ma w sobie mnóstwo wiedzy, ale i spory ładunek emocjonalny. I piękną swojskość też ma – takie ujmujące ukazanie nie tylko autora i jego otoczenia, ale i czasów, w których żył, a które minęły bezpowrotnie. A skoro o pięknie mowa, wydanie też warto – a nawet trzeba – docenić. Dobrej jakości kredowy papier, masa kolorowych i czarnobiałych ilustracji – znaczy kolorowe są wszystkie, taki druk, tylko czasem przedstawiają skany czy fotografie grafik powstałych w czerni i bieli – do tego twarda oprawa… Ale najważniejszy jest urok całość, jest sentyment, jaki wzbudza i wiecznie żywa magia twórczości Butenki zamknięta w tym wszystkim. 


Recenzja opublikowana na portalu Sztukater.

Komentarze