Kolejny story arc w „Dragon Ballu” zbliża się do
końca. A my jednocześnie coraz bliżej jesteśmy setnego rozdziału, więc chyba
wszyscy liczą, że na taką okazję Tori zaserwuje nam coś niesamowitego. A na
razie mamy nawalankę, którą łyka się w pięć minut. Choć, jak zawsze, naprawdę jest na co popatrzeć.
Walka z Cellem Max trwa! Goten i Trunks mają
uratować sytuację, ale nie ćwiczyli – przez ostatni szlaban – więc ogólnie
średnio im to idzie. I nawet ani połączenie sił z androidami, ani nieudana fuzja
nic tu nie pomagają. Czy jest jeszcze jakaś szansa na wygraną?
A no jest. wiecie, jeśli widzieliście film. Jeśli nie,
też wiecie, bo tu zawsze ci dobrze wgrywają. Ale na razie walą się, mało
gadają, humoru ciut się udało wtrącić no i to tyle. Nie ma za bardzo o czym
pisać, nadal jednak fajnie trzyma się to anime i od niego odchodzi, dzięki
czemu lepiej się to czyta, niż oglądało niezłą, acz mocno wtórną kinówkę. Tu ta wtórność jakoś mniej jest eksponowana niż tam, dzięki całkiem sporej dozie wątków pobocznych.
No i jeszcze lepiej ogląda. Bo tam CGI, 3D, komputerowe fajerwerki, nowoczesność i... i brak
serca, brak ducha, a tu kawał dobrej roboty, z klimatem, z widowiskowymi
scenami i wyśmienitą dynamiką scen walki. Niby nieruchomy obraz, a więcej w tym życia, niż na filmie. Po prostu super to wypada i chce się tego
więcej.
I to tyle. Opowieść leci dalej, ale każdy wie, czym
kończy i każdy czeka, co będzie dalej. I co na tą setkę szykują twórcy. A na
razie po prostu dobrze się bawmy, bo jest przy czym.



Komentarze
Prześlij komentarz