Dragon Ball Super #97: Rampaging Cell Max! - Akira Toriyama, Toyotarou

WŚCIEKŁOŚĆ CELLA MAX

 

Kolejny story arc w „Dragon Ballu” zbliża się do końca. A my jednocześnie coraz bliżej jesteśmy setnego rozdziału, więc chyba wszyscy liczą, że na taką okazję Tori zaserwuje nam coś niesamowitego. A na razie mamy nawalankę, którą łyka się w pięć minut. Choć, jak zawsze, naprawdę jest na co popatrzeć.

 

Walka z Cellem Max trwa! Goten i Trunks mają uratować sytuację, ale nie ćwiczyli – przez ostatni szlaban – więc ogólnie średnio im to idzie. I nawet ani połączenie sił z androidami, ani nieudana fuzja nic tu nie pomagają. Czy jest jeszcze jakaś szansa na wygraną?

 

A no jest. wiecie, jeśli widzieliście film. Jeśli nie, też wiecie, bo tu zawsze ci dobrze wgrywają. Ale na razie walą się, mało gadają, humoru ciut się udało wtrącić no i to tyle. Nie ma za bardzo o czym pisać, nadal jednak fajnie trzyma się to anime i od niego odchodzi, dzięki czemu lepiej się to czyta, niż oglądało niezłą, acz mocno wtórną kinówkę. Tu ta wtórność jakoś mniej jest eksponowana niż tam, dzięki całkiem sporej dozie wątków pobocznych.

 

No i jeszcze lepiej ogląda. Bo tam CGI, 3D, komputerowe fajerwerki, nowoczesność i... i brak serca, brak ducha, a tu kawał dobrej roboty, z klimatem, z widowiskowymi scenami i wyśmienitą dynamiką scen walki. Niby nieruchomy obraz, a więcej w tym życia, niż na filmie. Po prostu super to wypada i chce się tego więcej.

 


I to tyle. Opowieść leci dalej, ale każdy wie, czym kończy i każdy czeka, co będzie dalej. I co na tą setkę szykują twórcy. A na razie po prostu dobrze się bawmy, bo jest przy czym.

Komentarze