Mighty Morphin Power Rangers: Archive, vol. 1-2 – Donald Markstien, Jack C. Harris, Gray Morrow, John Heebink, Al Bigley, Sparky Moore, Nicoal Cuti, Nat Gertler, Michael T. Gilbert, Aaron McClean, Steve Stiles, Fabian Nicieza, Ron Lim, Scott Lobdell, Mark McKenna, Jake Jacobsen, Kenneth Branch, Candelario, Frank Lovece, Steve Ditko, Jim Anash, Pond Scum, Barry Dutter, Rurik Tyler, Mike Halbleib, Bart Schmitz, Phil Sheehy, Tom Palmer, Jim Sanders III, Chris Taylor, Sam Delarosa, Grant Miehiem, Darick Robertson, Vincent Lovece, Newbaum Turk, Mary Bierbeum, Tom Bierbaum, Todd Nauck, Norm Rapmund, Robert L. Washington III, Dan Slott, Stefan Petrucha, PH Marcondes, Ryan Buell, Kyle Higgins, Hendry Prasetya
„Power Rangers” skończyli
w tym roku trzydzieści lat. Z tej okazji Netflix zrobił film „Power Rangers:
Once & Always”, czym zagrał mi na sentymencie, nie powiem. A tu jeszcze
trafiła mi się okazja fajnej komiksowej wymianki i tak w jej ramach na moją
półkę trafiły te dwa tomiszcza, zbierające klasyczne komiksy z serii z lat 90.
I co? No i wiadomo, ani to za dobrze nie napisane, ani szczególnie fajnie
narysowane – wydanie ma też swoje minusy, ale o tym potem – ale to rzecz dla
tych, co ponad ćwierć wieku temu siedzieli i oglądali „Wojowników Mocy” i
potrafią znaleźć w tym sentyment.
Power Rangers. Grupa
nastolatków od istoty nie z tego świata otrzymuje moce, kostiumy wielkie roboty
bojowe i walczy z wrogami w postaci Rity Odrazy i Lorda Zedd. No i tak się to
toczy.
Powiem tak, „Mighty
Morphin Power Rangers: Archive” to rzecz specyficzna, bo zbierająca większość
tego, co z Wojownikami Mocy wyszło w latach 90. XX wieku. Większość, a nie
wszystko? A no tak, bo nie do wszystkiego ludzie z Boom! Studio, obecnego
wydawcy serii, mieli prawa. Znaczy główne serie poszły tu w całości, ale
dodatki przepadły. Co wypadło? Sporo rzeczy, większość bez znaczenia, bo np. w
„PR” od Marvela w pewnym momencie zaczęto dorzucać opowieści z bohaterami
serialu „VR Troopers” – TM-Semic, jak publikował swoje zeszytówki „Power Rangers”,
zostawił je, tu zostały pominięte – nie weszła też komiksowa adaptacja filmu
kinowego, a także różne drobiazgi, jak „Masked Rider”, „Power Rangers Turbo vs.
Beetleborgs Metallix” czy zeszyt z dnia darmowego komiksu. Co więcej, w jednej
historii zgubiła się strona i to najważniejsza, bo finałowa (na szczęście mam
wydanie od TM-Semic, gdzie historia jest w całości, choć to Semici cięły
niemiłosiernie komiksy w tamtych latach).
Ale cała reszta jest. Jest
więc wszystko, co wydał Hamilton Comics, pierwszy właściciel komiksowych praw
do serii, a potem całość od Marvela (poza tą zagubioną stroną). To zapełnia
cały pierwszy i najgrubszy tom. W drugim tomie dostajemy pierwszy i jedyny
zeszyt serii od Image Comics, która miała być jedną dłuższą opowieścią, ale
Image niemal od razu stracił prawa, więc został tylko ten jeden numer, z otwartym
zakończeniem i rozgrzebanymi wątkami. A to w sumie ciekawie się zapowiadało
całkiem i szkoda, że zostajemy tak bez finału. Tym bardziej, że potem, w
większości przynajmniej graficznie, to prawdziwa tragedia. Dnem dna jest tu
zbiór dwóch numerów magazynu od Saban Powerhouse (Acclaim/Valiant), bo ani
czytać się tego nie da (a niby wśród scenarzystów Dan Slott), ani oglądać, a
jeszcze format dziwny i dziwnie to na stronach wypada. Potem graficznie nadal
jest źle, ale przynajmniej te solidnie pogrubione komiksy już od kolejnego
wydawcy, tym razem Papercutz, który serię wznowił dopiero po piętnastu latach,
w 2012 roku. I te już pisane były nieźle przez Stefana Petruchę (tego, który
pisał zarówno klasyczne „Z archiwum X” wydane przez TM-Semic, jak i liczne
książki – po polsku mieliśmy „Spider-Man: Wiecznie młody”). A że ten Pietrucha wrócił
jeszcze całkiem fajnie do początków w numerach „Mighty Morphin Power Rangers”,
w ogóle fajnie było tylko graficznie nadal leżało to i kwiczało, choć tu
jeszcze momenty są i czasem można na coś popatrzeć, nie to co w większości
innych.
A na koniec jeszcze mamy całkiem
fajne, ale bez sensu wrzucone „Mighty Morphin Power Rangers” od Boom! Studios.
Fajne nawet, bo jest pomysł, jest akcja, nie jest aż tak nawinie – a większość
poprzednich scenariuszy to infantylne odcinanie kuponów i żerowanie na
popularności serialu – i rysunki trochę lepsze, ale… No właśnie, to początek
długiej serii (tego, co ostatnio Egmont wypuścił u nas jako „Rok pierwszy” i
„Rok drugi” i chciałbym, żeby to poszło dalej i ukazał się u nas rangersowy
event „Shattered Grid”, ale na to się nie zanosi, a szkoda), a tu wcisnęli
jakby na siłę, żeby zareklamować, zachęcić do kupna. No bezczelnie trochę, ale
wsadzili, nawet nie wymieniając w spisie treści i jest.
A całość jest… No dość
epickie to tomy, bo 560-480 stron (w takiej kolejności), fajnie wydane, z
odrestaurowanymi komiksami (choć nadal w początkowych jakość grafik jakaś super
nie jest), są nawet dodatki. Ale wiadomo, to rzecz dla fanów i tyle. Niespójna,
zmieniająca się co chwila (jak zmieniali się wydawcy, a wcześniej, w samym
serialu kostiumy, twarze i nazwy), ale czasem całkiem do rzeczy. Choć wiadomo,
dla dzieciaków przede wszystkim. Najlepiej wypadają numery od Marvela (z
nienajgorszą szatą graficzną naprawdę, może kicz, ale na poziomie), spoko jest
dłuższa opowieść o ogóle losów bohaterów „The Saga of the Power Rangers” no i
jeszcze te Petruchy komiksy (nie podejmuję się omówienia tego wszystkiego
pojedynczo, bo za dużo tego, a większość mocno do siebie podobna). Czasem
potrafi to zagrać na sentymentach, czasem zwyczajnie zawodzi na każdym polu,
ale summa summarum, no fajnie było poczytać. I przez chwilę znów wrócić do
dzieciństwa.




Komentarze
Prześlij komentarz