No to już jesteśmy niemal na finiszu tej opowieści.
To jeszcze nie koniec, ale mało już zostało. Więc wiadomo, 99 rozdział pewnie
już ostatecznie dokończy historię, a setny… No na setny czekamy wszyscy, bo
liczymy, że będzie coś niezwykłego i w ogóle. A na razie jest solidna nawalanka
do łyknięcia w kilka minut nawet nieszczególnie szybkiego czytania.
Gotenks walczy z Cellem Max. Problem w tym, że
fuzja Gotena i Trunksa się nie udała, Gotenks jest w swojej grubej wersji i niezbyt nadaje do
działania. Osiemnastka co prawda znajduje na to pewien sposób, daje radę go wykorzystać, ale niestety na
niewiele się to w ostatecznym rozrachunku zdaje.
Wtedy na pewien plan wpada Gamma #2, ale czy to, co wymyślił, wystarczy? A zmagania trwają. Gohan i Piccolo też walczą, wszyscy, którzy mogą, wspierają ich, ale sytuacja
jest coraz cięższa i…
W sumie znów tu tylko walenie się po mordach jest.
Walony w zasadzie jest jeden – choć wiadomo, oddaje – walący zaś zmieniają się
co chwila, to odchodzą na bok, to wracają. No i to tyle. Jest jeszcze parę
dodatkowych fajnych rzeczy, jak wrzucenie sporej dawki scen z humorem – tu rządzi
Gotenks, wiadomo, najpierw nieporadna walka, potem świecenie gołym tyłkiem i
takie tam. Ale jest też w sumie bonusik z fajną sceną, jak Pan jednak w końcu
opanowuje latanie.
A z akcji to chyba najlepszy jest moment walki o
senzu. Bo wiadomo ataki, latanie, ciosy, upadki… Wszystko to standardowej
konfiguracji, a niezdarne momenty z senzu, nawet jeśli w serii nadużywane, jakiś
taki swój urok maja. Do tego tradycyjnie fajne rysunki i…
I rozpisywać się nie ma o czym. Ani po co.
Przeczytajcie sami, bo dużo lepsze to niż film, na którym rzecz oparto. A dalej?
Czekanie, ale nie czekamy tym razem na finał, bo ten przecież dobrze znamy, a
na to, co będzie po. Oby było warto.




Komentarze
Prześlij komentarz