Pies co zwie się Kota. No po japońsku nie brzmi to
jakoś dziwnie, ale po polsku od razu z kotem się kojarzy. No ale nie o żadnych
słownych skojarzeniach miałem tu pisać, a o „Kota, do nogi!”, czyli tej
pogrubionej jednotomówce (pogrubionej, bo w oryginale to w dwóch tomikach wyszło,
u nas wydawca zaś złączył to w jeden i fajnie), a ta okazuje się bardzo przyjemna,
ciekawą i sympatyczną opowieścią. Lepiej co prawda wypadała poprzednia manga autora,
„O psie, który strzegł gwiazd”, ale nadal to warta uwagi nie tylko dla miłośników
psiaków rzecz.
Fabuła? Właściwie nie ma tu jednej, bo rzecz
złożona jest z różnych krótkich historii, których głównym bohaterem jest
tytułowy pies Kota. No i właśnie na jego codziennych perypetiach i relacjach z
rodziną, do której należy no i jego rozwój, od najmłodszych właściwie lat. I
jak to na przestrzeni tych lat się wszystko toczyło.
To tak w skrócie, w detale zaś idąc, mamy tu
opowieść o różnych aspektach zajmowania się psiakiem. Oparta, acz oczywiście w
luźny sposób, na doświadczeniach autora, w zabawny i lekki sposób, czasem
bardziej emocjonalnie, czasem z przymrużeniem oka. Czasem rzecz idzie w dziwne
kierunki – nie wiem, co Japończycy mają z tym ukazywaniem zwierzęcych odbytów i
ogólnie tych stref i krążeniem wokół takich tematów, ale sporo tego w mangach o
zwierzętach widziałem tu też jest to obecne. Co prawda z mojej strony to taka
drobna uwaga na marginesie, nie, że mi to przeszkadza, ja tam odporny na
wszelką tematykę jestem, acz zauważyć myślę warto.
Lecąc dalej, rzecz składa się w sumie z takich zamkniętych
historyjek i bardzo fajnie ukazuje relacje człowiek-jego zwierzę. A często też
i zwierzę-jego człowiek. No bo sporo tu miejsca poświęconego zostało na
opisanie relacji z poszczególnymi członkami rodziny, a zarazem i hierarchii i
jaka w tym wszystkim obowiązuje. Kto jest najwyższy, stoi na czele i w ogóle, a
kto znajduje się nawet niżej niż tytułowy pies (i powiem, że te hierarchiczne wątki
wypadają chyba najciekawiej w całym tomie), wszystko to jest tutaj w formie
lekkiej i przyjemnej…
… a zrazem nieżałującej nam sporej ilości tekstu. Tego
tekstu to jest konkretnie i treściwie wypada ta manga. Ale nie czuje się tu
przytłoczenia tym wszystkim, a bardzo umowna, niemal szkicowana i uproszczona forma,
bardzo dobrze wszystko, co ta opowieść ze sobą niesie – od jej takiej prześmiewczej
niemal nuty, po prawie dokumentalne zacięcie. Ot prosto jest i skutecznie, co
tu dużo mówić.
Podsumowując, kolejna sympatyczna opowieść dla fanów historii o ludziach i zwierzakach. I przyjemnych komedii obyczajowych,
mających swoje odbicie w faktach.
Tytuł kupicie tutaj:

Komentarze
Prześlij komentarz