The Incredible Hulk: War and Pieces – Peter David, Dale Keown

NOT SO INCREDIBLE HULK

 

Jeśli „Hulk”, to Peter David. To nazwisko jest tak mocno związane z przygodami szmaragdowego olbrzyma, jak z „X-Men” związane jest nazwisko Chrisa Claremonta. Nic dziwnego, bo to właśnie on stworzył jedne z najlepszych komiksów z serii. Tym bardziej więc żal, że „Mega Marvel” poświęcony Hulkowi zawiera słabsze historie jego autorstwa, które co prawda pokazują nam różne oblicza bohatera, ale stawiają głównie na niezobowiązującą akcję, którą często trudno uznać za szczególnie porywającą. Choć nadal czyta się to naprawdę przyjemnie.

 

Hulk. Zielony olbrzym. Naukowiec, niszczyciel, napromieniowana bestia. Bohater. Tym razem trafia do ogarniętego konfliktem Trans-Sabalu, uzbrojony w wielką giwerę i królicze kapcie. Ale to dopiero początek! Przed nim nie tylko ta walka, ale też spotkanie z X-Force, Punisherem, Doc Ockiem i wiele więcej! A wszystko przez jego przynależność do Pantheonu, która może odbić mu się czkawką...

 

„Hulk” w wykonaniu Davida to opowieść, która najczęściej ma w sobie mnóstwo zwyczajności. Jej siłą jest to, że nawet jeśli zielony olbrzym bierze udział w niezwykłych wydarzeniach, autor zajmuje się jego psychiką i codziennością. Normalnością bycia kimś od normalności dalekiego. W swoich komiksach scenarzysta podejmował tematykę społeczną, czasem zaangażowaną, rozmyślał – z całkiem niezłym skutkiem – nad przyszłością świata i uniwersum i…

 

… właśnie, tego w tym tomie nie widać za bardzo. To, co wybrano by zapełni strony tej „Megi” to historie pełne akcji, strzelanin i popisów talentów Hulka. Hulka nie tak dzikiego, jaki powinien być – poznajemy tu jego inne oblicze – ale ciekawie ukazanego. Z tym, że na to, co najciekawsze, nie ma tu zbyt wiele miejsca. Przeważa walka i szybkie tempo, ale i one nie są zbyt dynamiczne, bo zewsząd atakuje nas nadmiar tekstu, dobrze podanego, ale jednak momentami przesadzonego. I brak mi tu przede wszystkim jakiegoś szerszego spojrzenia na Hulka, porzuconego na rzecz czystej rozrywki dla mniej wymagającego odbiorcy.

 


Niemniej i tak czyta się to dobrze, bo David to dobry scenarzysta i nawet jego proste fabuły bronią się . I są tu też świetne rysunki, klasyczne, realistyczne, ale nieprzesadnie, z dobrze zarysowanym tłem i wyraziście ukazanymi postaciami. Po latach album robi co prawda mniejsze wrażenie, niż kiedy wychodził po raz pierwszy (w końcu mamy na rynku wiele świetnych komiksów o Hulku, od „Hulk: Koniec”, na runie Ala Ewinga skończywszy), nadal jednak czyta się to dobrze i warto odświeżyć, jeśli macie okazję. Bo takie oblicze Hulka, jak tu, w komiksach wydawanych nad Wisłą jest rzadkością.

Komentarze