Więc tak, liczyłem, że w tym odcinku zakończy się
fabuła „Super Hero” i z okazji setnego będziemy mogli pójść dalej i w ciekawszą
stronę, no ale nie. Niby wiedziałem, że jeszcze trochę materiału zostało, ale
nadzieja była. Tymczasem no jest jak jest, kilkadziesiąt stron bicia się po
mordach i właściwie samych onomatopei, które łyka się w kilka chwil. Niezmiennie
lepsze to od filmu, ale można by już skończyć i dać szansę jakiejś mniej
wtórnej fabule (w co szczerze niestety wątpię, bo „DBS” tylko powtórkami stoi).
Walka z Cellem trwa. Gdy Piccolo stara się zdobyć
trochę czasu dla Gohana, ale gromadzenie przez niego mocy trwa. A pomoc
sojuszników na nic się zdaje…
Więc tak: mówiło się, że film „Super Hero”
przywrócił do serii krew. Po tym, co dzieje się w mandze, śmiało można też
powiedzieć, że wróciła do niej brutalność, której jakoś brakowało w ostatnich
latach. Bo nawet jak ginęły całe wszechświaty, jakoś tak niewiele z tego
wynikało. A teraz mamy ucięte łapy, kości i mięcho wystające z rany i takie tam
atrakcje. Jak w starym „DB”, gdzie i czacha rozgnieciona, i wróg przepołowiony
się znalazły.
No a cały rozdział to walka, walka i walka. Wszystko,
żeby w końcu pokazać nową przemianę. I znów kopia tego, co było w czasach, gdy
Gohan osiągnął SSJ2 – wypisz wymaluj, tylko trochę włosy mu wydłużyli, rastrów
dołożyli no i on jest starszy. Ale cała reszta taka sama, kopiuj-wklej. Co nie
znaczy, że jest źle, bo czyta się to naprawdę dobrze, ale to tak, jak się
ogląda niezły remake, niby fajnie, wszystko na miejscu, ale jednak stare było
dużo lepsze.
Więc w sumie co tu dużo mówić, bardzo fajnie,
epicko to wyglądało, grafika na poziomie podnosi jakość, bo nie psuje efektu
tym komputerowym tałatajstwem z kinowego hitu. Ale liczy się to, co będzie już
niedługo. Bo na tą setkę chyba przygotują twórcy coś dobrego, a nie tylko
odtworzą walkę Goku i Vegety, prawda?



Komentarze
Prześlij komentarz