Dragon Ball Super #99: Son Gohan's Ultimate Awakening! - Akira Toriyama, Toyotarou

OSTATECZNE PRZEBUDZENIE SON GOHANA

 

Więc tak, liczyłem, że w tym odcinku zakończy się fabuła „Super Hero” i z okazji setnego będziemy mogli pójść dalej i w ciekawszą stronę, no ale nie. Niby wiedziałem, że jeszcze trochę materiału zostało, ale nadzieja była. Tymczasem no jest jak jest, kilkadziesiąt stron bicia się po mordach i właściwie samych onomatopei, które łyka się w kilka chwil. Niezmiennie lepsze to od filmu, ale można by już skończyć i dać szansę jakiejś mniej wtórnej fabule (w co szczerze niestety wątpię, bo „DBS” tylko powtórkami stoi).

 

Walka z Cellem trwa. Gdy Piccolo stara się zdobyć trochę czasu dla Gohana, ale gromadzenie przez niego mocy trwa. A pomoc sojuszników na nic się zdaje…

 

Więc tak: mówiło się, że film „Super Hero” przywrócił do serii krew. Po tym, co dzieje się w mandze, śmiało można też powiedzieć, że wróciła do niej brutalność, której jakoś brakowało w ostatnich latach. Bo nawet jak ginęły całe wszechświaty, jakoś tak niewiele z tego wynikało. A teraz mamy ucięte łapy, kości i mięcho wystające z rany i takie tam atrakcje. Jak w starym „DB”, gdzie i czacha rozgnieciona, i wróg przepołowiony się znalazły.

 

No a cały rozdział to walka, walka i walka. Wszystko, żeby w końcu pokazać nową przemianę. I znów kopia tego, co było w czasach, gdy Gohan osiągnął SSJ2 – wypisz wymaluj, tylko trochę włosy mu wydłużyli, rastrów dołożyli no i on jest starszy. Ale cała reszta taka sama, kopiuj-wklej. Co nie znaczy, że jest źle, bo czyta się to naprawdę dobrze, ale to tak, jak się ogląda niezły remake, niby fajnie, wszystko na miejscu, ale jednak stare było dużo lepsze.

 


Więc w sumie co tu dużo mówić, bardzo fajnie, epicko to wyglądało, grafika na poziomie podnosi jakość, bo nie psuje efektu tym komputerowym tałatajstwem z kinowego hitu. Ale liczy się to, co będzie już niedługo. Bo na tą setkę chyba przygotują twórcy coś dobrego, a nie tylko odtworzą walkę Goku i Vegety, prawda?

Komentarze