Kaczogród - Carl Barks: To nie bajka i inne historie z lat 1960–1961 – Carl Barks

KACZKI RAZ JESZCZE

 

I kolejny tom Barksowych Kaczek pojawił się na rynku. Do końca mało już zostało, osiem części ledwie, a wszystkie już z nowszych okresów twórczości legendarnego autora. I fajnie, bo może i najważniejsze dzieła i największe rewolucje Barksa ma za sobą, ale właśnie te późniejsze to w sumie najbardziej moja bajka. I masa sentymentu, bo ja na takich właśnie się wychowywałem (ponad połowa tomu to rzeczy, które znają ci, czytający „Kaczora Donalda”). Więc dobrze jest, bardzo dobrze, jak zawsze zresztą i jak zawsze, więcej się chce.

 

Co nas czeka w tym tomie? Oj dużo, od sabotażu w bazie rakietowej i zdobywanie sławy w Hollywood, przez budowę teleportera i znalezienie pierścionka z diamentem, po zastąpienie przez Daisy Sknerusa i odkrycie tajemnicy dziwnych bębnów słyszanych w dżungli! W skrócie, dzieje się! Jak zawsze zresztą.

 

Z tym, że na tym się wychowałem to może drobna przesada, bo kiedy byłem tym sześcio, siedmoio, ośmioletnim dzieciakiem, to przeczytałem jakieś trzy z zawartych tu opowieści (reszta wyszła w magazynie – i w jednym z tomów „Kaczogrodu”, ale takiego dawnego, zbierającego prace danych artystów, w latach dwutysięcznych), ale akurat mówię tu o ogóle. Bo te „Donaldy” z tamtych lat pełne były Barksa, takiego najlepszego, krótkiego, treściwego, pomysłowego i taki jest też tutaj.

 

Te jego komiksy to prosta, ale skuteczna robota. Z jednej strony znajdziecie tu masę przygód, humor, a nawet satyry, z drugiej czeka na Was przesłanie i mądrość. A wszystko to ponadczasowe i nieobrażające inteligencji, gustu i smaku nawet dorosłych czytelników. Ba, oni będą się w trakcie lektury bawić równie dobrze, co dzieci, choć jak zawsze w takich przypadkach, inaczej spoglądając na poruszane przez autora kwestie. A ci, którzy na tym wyrośli… No magia działa, tyle powiem.

 


Także ta rysunkowa, bo naprawdę super to wygląda. Barks potrafił i chociaż wolę kreskę Dona Rosy – uczeń, który przerósł mistrza, fabularnie także, ale to już osobny temat – nadal robi to robotę. Jest ekspresyjne, jak trzeba, wyraziście, cartoonowo, ale w najlepszym stylu. Ładnie jest i tyle. Ładnie to to wydane (choć nie pogardziłbym nieco niższym standardem za niższą cenę, wiadomo) i pod każdym względem warte poznania i polecenia.

 


No to polecam. Pewnie nie trzeba, wiadomo, ale może jednak ktoś jest nieprzekonany. Może patrzy na to i myśli, a po co mi komiks dla dzieciaków, choć rzecz wygląda ciekawie. A to coś dla całej rodziny, naprawdę dobre, momentami rewelacyjne coś, co dostarczy masy niezapomnianej zabawy na dobrym poziomie.

Komentarze