I kolejny tom Barksowych Kaczek pojawił się na
rynku. Do końca mało już zostało, osiem części ledwie, a wszystkie już z
nowszych okresów twórczości legendarnego autora. I fajnie, bo może i
najważniejsze dzieła i największe rewolucje Barksa ma za sobą, ale właśnie te
późniejsze to w sumie najbardziej moja bajka. I masa sentymentu, bo ja na
takich właśnie się wychowywałem (ponad połowa tomu to rzeczy, które znają ci,
czytający „Kaczora Donalda”). Więc dobrze jest, bardzo dobrze, jak zawsze zresztą
i jak zawsze, więcej się chce.
Co nas czeka w tym tomie? Oj dużo, od sabotażu w
bazie rakietowej i zdobywanie sławy w Hollywood, przez budowę teleportera i
znalezienie pierścionka z diamentem, po zastąpienie przez Daisy Sknerusa i
odkrycie tajemnicy dziwnych bębnów słyszanych w dżungli! W skrócie, dzieje się!
Jak zawsze zresztą.
Z tym, że na tym się wychowałem to może drobna
przesada, bo kiedy byłem tym sześcio, siedmoio, ośmioletnim dzieciakiem, to
przeczytałem jakieś trzy z zawartych tu opowieści (reszta wyszła w magazynie –
i w jednym z tomów „Kaczogrodu”, ale takiego dawnego, zbierającego prace danych
artystów, w latach dwutysięcznych), ale akurat mówię tu o ogóle. Bo te „Donaldy”
z tamtych lat pełne były Barksa, takiego najlepszego, krótkiego, treściwego,
pomysłowego i taki jest też tutaj.
Te jego komiksy to prosta, ale skuteczna robota. Z jednej
strony znajdziecie tu masę przygód, humor, a nawet satyry, z drugiej czeka na
Was przesłanie i mądrość. A wszystko to ponadczasowe i nieobrażające
inteligencji, gustu i smaku nawet dorosłych czytelników. Ba, oni będą się w
trakcie lektury bawić równie dobrze, co dzieci, choć jak zawsze w takich
przypadkach, inaczej spoglądając na poruszane przez autora kwestie. A ci,
którzy na tym wyrośli… No magia działa, tyle powiem.
Także ta rysunkowa, bo naprawdę super to wygląda. Barks
potrafił i chociaż wolę kreskę Dona Rosy – uczeń, który przerósł mistrza,
fabularnie także, ale to już osobny temat – nadal robi to robotę. Jest ekspresyjne,
jak trzeba, wyraziście, cartoonowo, ale w najlepszym stylu. Ładnie jest i tyle.
Ładnie to to wydane (choć nie pogardziłbym nieco niższym standardem za niższą
cenę, wiadomo) i pod każdym względem warte poznania i polecenia.
No to polecam. Pewnie nie trzeba, wiadomo, ale może
jednak ktoś jest nieprzekonany. Może patrzy na to i myśli, a po co mi komiks
dla dzieciaków, choć rzecz wygląda ciekawie. A to coś dla całej rodziny,
naprawdę dobre, momentami rewelacyjne coś, co dostarczy masy niezapomnianej
zabawy na dobrym poziomie.




Komentarze
Prześlij komentarz