Mamuśki - Ma Yeong-shin

SEKS W WIEKU ŚREDNIM

 

Kojarzycie komiks koreański? Pewnie nie, bo w sumie z czego? Kiedy myślimy o komiksie azjatyckim, z miejsca myślimy o mandze, czyli japońskich opowieściach obrazkowych, prawda? Od kiedy boom na nią (i na japońskie animacje – anime) wybuchł na świecie (i w Polsce) w latach 90. XX wieku, rzecz jest obecna w naszym kraju na każdym właściwie kroku, a ostatnio ma się nawet lepiej, bo kina znów podbijają animacje z Kraju Kwitnącej Wiśni, a kolejne wydawnictwa sięgają po mangowe opowieści. więc tak, to wszyscy kojarzą, ale co z komiksem koreańskim? A jest, może na świecie nie jest jakoś kojarzony, ale istnieje. I, jak widać po „Mamuśkach”, naprawdę ma się dobrze. Może to i komiks utrzymany w klimatach, jakich na rynku nie brakuje, ale absolutnie warto jest go poznać, bo i tak robi wrażenie.

 

„Mamuśki” to opowieść o czterech kobietach w wieku średnim. Każda jest inna, każda swoje przeżyła i swoje ma też za sobą i każda ma swoje potrzeby. Jedna się rozwiodła, ale życie nadal dostarcza jej samych rozczarowań. Druga ma lepiej, znalazła sobie młodszego kochanka, ale czy to może wypalić? Trzecia nie ma tak dobrze, facetów co prawda znajduje, ale tych nie interesuje ona, a to, co mogą od niej wyciągnąć – najlepiej z jej konta. I wreszcie czwarta, która ma męża i ma ochotę na seks, ale mąż już nie może, więc… Więc wszystkie cztery wybywają na nocne eskapady i seksualne wypady. Chcą jeszcze żyć – i użyć – ale i tu potrafią skakać sobie do gardeł.

 

Czy „Mamuśki” nazywać komiksem, powieścią graficzną czy manhwą – czyli takim koreańskim odpowiednikiem komiksu – powiedzieć trzeba jedno: dobra to rzecz, bardzo dobra i tyle. świetna. Komiks – a właściwie nie tylko komiks, co powieść graficzna, dzieła takie, jak to zasługują na to miano – poprawia humor, bo nie da się nie śmiać, czytając perypetie bohaterów, ale jednocześnie potrafi skłonić do refleksji, i do zadumy. W skrócie, po prostu życiowa rzecz, gdzie słodko jest i gorzko i dzieje się sporo, a zarazem niewiele.

 

Standard, prawda? Jak pisałem, podobnych komiksów o życiu jest masa. Nie będę wnikał w konkretne tytuły, nie o to chodzi, ale naprawdę sporo tego jest. historii o życiu, ludziach, ich problemach, relacjach – tych romantycznych, społecznych, rodzinnych… No wszelkiej maści. A jednak jest coś w „Mamuśkach”, co sprawia, że bardzo mi podeszły. To trochę taki „Seks w wielkim mieście”, ale z ambicjami i z pomysłem. I z emocjami także.

 


Fajnie ukazane postacie, dobrze skrojone relacje między nimi i ciekawy świat otaczający te cztery kobiety. Wszystko to składa się na obraz czasem ponury, czasem smutny, czasem śmieszny, a czasem serwuje taką prozę życia, nie nudną, choć pewnie w życiu bohaterek nudą wiejąca. Wszystko to razem wzięte daje nam niemal czterysta stron, które połyka się dosłownie na raz. Nie ma tu nadmiaru tekstu, ale i nie brakuje go także. A wszystko jeszcze podkreślone zostało prostą, ale trafioną szatą graficzną, czarnobiałą, nieco mangową, ale mającą też w sobie coś z komiksu europejskiego – ot taki własny, koreański manhowy styl.

 

I co tu więcej dodawać. Warto i tyle. Wydawnictwo specjalizujące się w azjatyckich książkach – i książkach o Azji – sięgnęło po komiks i trafiło z nim w dziesiątkę. Oby więcej takich publikacji ukazało się pod szyldem Kwiatów Orientu, byłoby super.

Komentarze