Wolverine: Weapon X – Barry Windsor-Smith

ZABÓJCZA BROŃ X

 

„Wolverine: Weapon X” to jedna z najbardziej kultowych i cenionych opowieści o Wolviem. I zdecydowanie jeden z najbardziej uwielbianych numerów Mega Marvela. Przy okazji jednak to kawał bardzo dobrego komiksu superhero, w którym niby niewiele się dzieje, jednak satysfakcjonuje o wiele bardziej, niż większość typowych superbohaterskich bitewniaków.

 

Logan żyje z dala od ludzi, dopóki nie zostaje schwytany i siłą przemieniony w maszynę do zabijania w ramach projektu Weapon X. Pozbawiony pamięci, udręczony, nie potrafiący się pogodzić z dzikością, cierpi straszliwe męki. Co jednak będzie gdy wreszcie wydostanie się na wolność? I czy uwolnienie w ogóle jest możliwe?

 

Barry Windsor-Smith stworzył w swoim gatunku komiks może nie wielki, ale na pewno rewelacyjny. Komiks, który nie daje wiele odpowiedzi na dręczące nas pytania odnośnie Wolverine'a, ale jednocześnie wyjaśnia wiele rzeczy z jego przeszłości, a także ukazuje nam jak stał się tym, kim był potem w X-Men. Świetnie napisany, znakomicie zilustrowany album, satysfakcjonuje pod każdym względem.

 

Windsor-Smith strona po stronie konsekwentnie ukazuje eksperymenty prowadzone na Wolviem i to, jak psychicznie się stacza. Jak nad ludzkimi odruchami i cechami zaczyna dominować dzika natura, pierwotne instynkty i szaleństwo. Nie ma tu scen superhero, Rosomak to nie bohater, a udręczony człowiek, zmieniony w maszynę do zabijania – zupełnie jak żołnierze i ogólnie pojmowani wojskowi w prawdziwym życiu, co można doczytywać, jako głębszą warstwę całej opowieści. A wszystko to podane zostaje w sposób mroczny, brutalny, a jednocześnie o dziwo bardzo zwyczajny, przyziemny, ludzki.


 

Niestety TM-Semicowe wydanie pod względem edytorskim i translacyjnym na zbyt wysokim poziomie nie stało nigdy i to tu widać szczególnie mocno. Na plus należy tu zaliczyć niepominięcie żadnej planszy a nawet dorzucenie porcji okładek. Na minus beznadziejny przekład, sprawiający wrażenie bełkotu wyplutego przez internetowy translator, jakby tłumaczka nie znała w ogóle języka angielskiego. A szkoda, bo tak wielkie dzieło zasługuje na znakomitą edycję. Na szczęście potem rzecz została wznowiona w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela i pozostaje mieć jedynie nadzieję, że tytuł ukaże się jeszcze w kojonych reedycjach. W końcu nakład dotychczasowych wydań już się wyczerpał, a tak dobry komiks absolutnie wart jest poznania i posiadania na swojej półce. 

Komentarze