Dragon Ball Super #101: Carmine and Soldier #15 – Akira Toriyama, Toyotarou

KARMIN I ŻOŁNIERZ #15

 

I jest 101 rozdział „Dragon Balla Super”. Czyli start nowej sagi, ale tak właściwie to ciągnięcie sagi poprzedniej. Czyli miało być nowe, a nadal jakby stare. I znów taki bardziej przerywnik, pomost między tym, co było, a co będzie. Epilog, choć i jakby kolejny nowy początek. Spoko, ale jednak znów nie do końca to, na co liczyłem.

 

Karminowy z Armii Czerwonej Wstęgi i niedobitki pozostałe po ostatnich wydarzeniach zastanawiają się, co tu teraz zrobić. Wniosek w sumie jest jeden: dopóki ich wrogowie chodzą po tym świecie, reaktywowanie się nie ma większego sensu, więc… No ale jak się ich pozbyć?

I wtedy wpadają na Saiyamanów! I to właśnie ich postanawiają wrobić w zajęcie się wrogami. Z tym, że obie strony nie wiedzą kim są!

A tymczasem Vegta ćwiczy z Brolym u Piwusa. Wiadomo, Frizer jest nadal zagrożeniem, większym niż dotychczas, więc trzeba się wzmocnić. A tymczasem docierają do nich wieści o tym, co wydarzyło się na Ziemi i…

 

No i mam wrażenie, że ten rozdział to taki od niechcenia. Wtórna akcja, choć z fajnym zagraniem typowym dla komedii pomyłek, trochę nawalanki i… No i tyle. Z tą Armią można było już sobie dać spokój, z Saiyamanami też. Było raz i drugi, fajnie zagrało, ale widać, że już za długo ciągnięty jest temat. Jeśli do czegoś wracać, można by do Turnieju o Tytuł Najlepszego, ale w jakieś nowej formie (dzieciaki tam posłać czy coś), bo to zawsze się sprawdzało i powtarzalność tego motywu była jego siłą. Tu tej siły brak, choć nadal czyta się szybko, lekko i przyjemnie.

 


Ale mam wrażenie, że nawet rysownikowi już się nie chce. Jakoś graficznie to prostsze jest, z dziwnymi czasem minami (zobaczcie niektóre Broly’ego czy Piwusa), jakby na szybko, trochę na kolanie. Walkom brakuje widowiskowości, za to – o dziwo i trochę bez sensu – taka epickość wrzucona zostaje ot tak w spokojniejszych chwilach (przemiana Gohana).

 


W skrócie: nie zagrało to tym razem za dobrze. Tragedii nie ma, ale niech już Toyo i Tori skończą to w kolejnym epizodzie i pójdą w coś nowego, świeższego albo mniej ogranego (niby wiem, że chcieli tak, jak zrobili prolog do „Superhero”, tak i dać mu epilog, ale…). Tego i sobie, i Wam życzę.

Komentarze