Houellebecq i porno. Houellebecq i islamofobia. Houellebecq,
po prostu Houellebecq. Jeden z czołowych enfant terrible literackiego świata,
postać kontrowersyjna i… No co tu dużo gadać, opinię ma jaką ma, a powtarzanie
tych utartych frazesów mija się z celem, bo wystarczy przeczytać o czym jest ta
książka i wszystko staje się jasne. Nie powieść to, nie opowiadanie, właściwie
esej ledwie, nie jakoś szczególnie rozległy, ale jednak esej bliższy jakiemuś
prywatnemu wynurzeniu, niż czemukolwiek innemu. Forma prosta, acz skuteczna. I
przyjemna w odbiorze, choć bynajmniej nie dla wszystkich, bo tematyka i sposób,
w jaki pisarz do niej podchodzi sprawiają, że co wrażliwszym czytelnikom jednak
ciężko będzie brnąć przez błoto i brud, jaki wylewa im pod nogi Houellebecq.
Książka traktuje o wydarzeniach, jakie w życiu
pisarza rozegrały się między październikiem 2022 a marcem 2023 roku. Czyli
świeżynka. A co w tym czasie się u niego wydarzyło? A choćby posądzenie o
islamofobię – nie ze strony jakichś przywódców religijnych czy kogoś w tym
stylu, jak sam zauważa, a całej reszty – no i wzięcie udziału w filmie porno. Z
tym filmem to w ogóle pokręcona sprawa, bo niby z jego udziałem, ale bez jego
wiedzy i… No i to już trzeba odkryć samemu.
To w sumie tylko sto stron czytania, a… No specyficzne
to czytanie, bo i Houellebecq do typowych nie należy. To, co interesuje to, jak
sam przekonuje, szczerość, żeby jakoś to wszystko przetrawić, poradzić sobie z
tym, co przeżył – ogólnie „Kilka miesięcy mojego życia” to wyrzucenie z siebie
tego, co leży mu na wątrobie, często wraz z całą, typową dla niego żółcią, ale
i sesja autoterapii. I ta sesja to nie tak, że na kozetce autor „Cząstek
elementarnych” mówi co trzeba i co powinien, a to co chce.
I to, co chce, obraca się wokół dwóch głównych
tematów, które pozornie są od siebie daleko, ale okazuje się, że jednak łączy
je wiele. Z jednej strony mamy rzekomą islamofobię – powieść uznaną za przejaw
niechęci do przedstawicieli religii muzułmańskiej, ale i same wypowiedzi
autora, które do takiego, a nie innego jego postrzegania się przyczyniły. Z
drugiej ten jego udział w filmie porno, a co za tym idzie sporo dywagacji na
temat seksu w ogóle – w tym też na tematy takie, jak groupies. Co je łączy?
Poza dość ostrym podejście (ale o tym niżej)? A no głupota autora, której sam
nie ukrywa i nazywa po imieniu. Wszystko, co go spotkało, spotkało z
gigantycznego ego i swoistego samouwielbienia, napędzającego jego działania,
nad którymi powinien się zastanowić. Czy to udzielając wywiadu plótł trzy po
trzy, byle coś mówić, czy wziął udział w realizacji filmu, której w sumie nawet
nie pamięta, wszystko to wynika z absolutnego braku myślenia. Bo może i Houellebecq
jest przenikliwym i inteligentnym twórcą, ale jako człowiek to zwyczajny głupiec
i gość, którego lubić się nie da. Co tej jego inteligencji mimo wszystko wcale
nie umniejsza.
I właśnie taki obraz płynie z tej książki. Obraz człowieka pełnego goryczy, narcyzmu, ale i inteligencji. Umiłowania do kontrowersji i brudu, który piszą o ludziach, nazywa ich Gęsiami i Karaluchami, ale który jednocześnie umie przyznać się do błędów i dokonać jakiejś autorefleksji. Ot gościa rozdartego, pełnego sprzeczności, odpychającego, ale fascynującego. I potrafiącego świetnie pisać. A przy okazji tego jego portretu wyłania się z książki / eseju obraz świata, obraz ludzi, otoczenia, branży – niejednej zresztą – i czasów. Rzecz to nie dla każdego, ale jednak uwago warta.

Komentarze
Prześlij komentarz