Każdy z nas zna słowo robot. To, co kiedyś było
określeniem stricte związanym z literaturą science fiction, stało się elementem
codzienności – już nie tylko składnikiem mowy potocznej, ale też i określeniem
sprzętów, jak choćby robot kuchenny czy robot sprzątający przecież. A wiecie
skąd w ogóle się ono wzięło? Kto je wymyślił? A tak się składa, że czeski
pisarz Karel Čapek i to ponad sto lat temu. I, jak się pewnie możecie domyślić,
zrobił to w tej właśnie książce. Nie powieści, bo dramat to, sztuka sceniczna,
więc dialogami stojąca i wiadomo ta forma nie dla każdego, ale nie zmienia to
faktu, że książkę poznać warto, a nawet trzeba, jeśli cenicie sobie fantastykę,
a jeszcze nie znacie takiej klasyki.
Tytułowy R.U.R. to skrót od słów Roboty Uniwersalne
Rossuma, czyli nazwy korporacji zajmującej się produkcją robotów, czyli
sztucznych, podobnych człowiekowi maszyn, ale jednak nie mechanicznych, a
złożony z wychodowanej specjalnie tkanki. Od ludzi nie różni ich właściwie nic
poza tym, że nie mają własnych praw i są tanią siłą roboczą. A taki stan rzeczy
wielu jest po prostu na rękę, są jednak także tacy, którzy nie zgadzają się z
tym podejściem i chcą wywołać społeczną rewolucję. Czy to jednak może się udać?
I czy ma jakikolwiek sens?
Ponad sto lat minęło od wydania tej książki i, jak
wszystkie najlepsze klasyki literatury fantastyczno-naukowej, tak i „R.U.R.”,
mimo wszystkich tych zmian, jakie nastąpiły przez cały wiek, nie stracił nic na
swojej aktualności. A może nawet zyskał, bo wtedy to była fikcja, satyra na
pewne zjawiska, dziś jednak rzeczywistość niemal dogoniła to, co opisane. Mamy
roboty, choć jeszcze nie takie, mamy sztuczną inteligencję, której miejsce w
świecie i znaczenie, a także prawa do tego, co tworzy, są kwestią odbijającą
się głośnym echem wśród aktualnych tematów… Więc tym bardziej warto spojrzeć na
to, co mówili wtedy teoretycy, którzy jednak przewidzieli wiele rzeczy i nad
nimi pochylali się od dawna. Čapek nie jest jedynym, nie był też pierwszym, ale
jest jednym z tych, których poznać i posłuchać warto.
Treść intrygująca i ważka, ważna, styl specyficzny,
bo jednak dziś dramatów prawie się nie czyta, więc i jak się można domyślić,
nie każdy się w tym opowiadaniu za pomocą dialogów przecież, z bardzo
ograniczonym miejscem akcji i bardzo ciasnymi ramami się odnajdzie. Ale nie
zmienia to faktu, że rzecz jest dobrze napisana, że te dialogi bez trudu niosą
na swoich barkach ciężar opowieści i robią to znakomicie, a sama historia ma w
sobie i klimat, i pewną magię. Jakiś taki ponadczasowy urok oldschoolu, który
nadal działa.
W skrócie: bardzo fajna książka. Niepozornie wydane
dzieło, które warto mieć na swojej półce. Może są i lepsze w temacie, może i
bardziej znane i wreszcie także może i sama tematyka, choć dziś bardziej na
czasie, niż kiedyś, opatrzyła nam się a i pewnie niejednemu przejadła, ale
wciąż „R.U.R” robi wrażenie. Oby więcej takich wznowień i takiej klasyki
gościło na naszym rynku, bo sporo mamy serii zbierających podobne utwory,
niejedno wydawnictwo się tym zajmuje, ale wciąż brakuje nam wznowień (czy nawet
wydań tak w ogóle) niejednego klasycznego, wartego przypomnienia (albo
opublikowania) dzieła.

Komentarze
Prześlij komentarz