Bezsenność po szkole #5 – Makoto Ojiro

BEZSENNOŚĆ WE DWOJE

 

Czwarty tomik tak mnie porwał, że nie mogłem się oderwać. I od razu musiałem sięgnąć po tomik piąty. A po piątym miałem tylko jedną myśl – ja chcę więcej, ja musze więcej, no ale na więcej to muszę poczekać, a po takim finale (okej, spodziewanym, ale jednak robiącym robotę… i te emocje…) czekanie to udręka. I to wielki plus, bo co to byłaby za historia, którą czytelnik by pochłonął, odłożył na półkę i zapomniał o niej aż do czasu kolejnej części? A o „Bezsenności” się nie zapomina, a że coraz mocniej romantyczne się to staje, osiąga już składnie ten etap, na który czekałem i który będzie najbardziej ekscytujący.

 

W końcu nadszedł ten moment. Faza przygotowań do wyjazdu wchodzi w ostateczna fazę, nauczycielka zaczyna rozmawiać z rodzicami zainteresowanych czy nie mają nic przeciw i…

No i się zaczyna! Wszystko zdaje się iść dobrze, bo raz, że Gancie udało się trochę zarobić, dwa, że dzięki Isaki udaje się oszczędzić, bo oboje mogą na ten czas zamieszkać w opuszczonym domu jej babci, gdzie zresztą sami będą sobie gotować. Oczywiście nikt nie chce puścić dwójki licealistów coś do siebie czujących samych, więc w roli przyzwoitki jedzie z nimi siostra dziewczyny. I tak zaczynają się przygotowania do zrobienia idealnego zdjęcia na konkurs, ale też i czas, w którym oboje doświadczą wspólnego życia pod jednym dachem i… Jak to wpłynie na naszą dwójkę? Czy Isaki może coś czuć do Ganty? I co jeszcze wyjdzie na jaw, bo zaczyna się odkrywanie tajemnic z przeszłości obojga, których nikt się nie spodziewał…

 

To, jak autorka (bo to kobieta odpowiada za tę mangę i kobieca delikatność i podejście do uczuć jest tu super) zmienia temat i odciąga to, na co się tu najbardziej czeka, czyli konsekwencje wydarzeń na przystanku autobusowym, sprawia, że emocje z czytania tomiku narastają aż do poziomu bliskiego eksplozji. No i to w końcu wybucha i wtedy czytelnik po prostu daje się porwać na całego i nie liczy nic innego. A że Ojiro wyśmienicie zagrywa takim odwlekaniem, nie czuć tu sztuczności, a jedynie napięcie, jak to towarzyszące oczekiwaniu na Gwiazdkę czy inną podobną okazję.

 


Sednem tego tomu jest cały ten wypad i to, że bohaterowie mieszkają razem i mogą bardziej się do siebie zbliżyć. Niby jest to znane, niby oparta jest na tym też inna świetna romantyczna seria dostępna na polskim rynku („Niebieskie pudełko”), a i nie brakowało podobnych motywów w kinie („Vision Quest” chociażby), ale w tym doskonałym wykonaniu po prostu mocno rusza i tyle. Ma w sobie ten pełen nadziei, uroku i miłosnych uniesień klimat, jak i pewną dawkę humoru wywoływanego przez swoiste zażenowanie. Obok tego mamy inne watki – a to pokazanie sekretów, szczególnie Ganty, a to fajne wątki z siostrą Isaki czy urocze śledzenie nocą kota, aż w końcu wybucha to, co zaczęło się na przystanku; najpierw powoli, jakby obok, aż do ostatniej strony, gdzie już z całą mocą, po której chyba nie zostaną żadne niedopowiedzenia w kolejnym tomie. A może? Ojiro potrafi i w którą stronę pójdzie, wyjdzie jej to świetnie.

 


I ja ten świetny ciąg dalszy chcę już poznać. Ale na razie poczekam cierpliwie, rozsmakuję się tym, co zaserwował mi ten tom. No i przede wszystkim poemocjonuje się, bo te uczucia, jakie wywołała we mnie lektura wciąż są żywe i intensywne. I to jak.

 

Tytuł kupicie tutaj:



Komentarze