Wojnę Domową czas zacząć. Superbohaterowie zmuszeni
do rejestracji. Świat zrównuje ich z bandytami. Prawdziwa rewolucja w Marvelu
właśnie się zaczęła (okej, to było jakieś dwie dekady temu, ale cóż), a co za tym idzie, zdominowała także łamy „Amazing
Spider-Mana”. Sam główny event, choć mało odkrywczy (podobne tematy podejmowali
dużo wcześniej, bo w latach 80. XX wieku m.in. Alan Moore czy Frank Miller),
jest iście rewelacyjną opowieścią skupioną głównie na losach Kapitana Ameryki i Iron Mana.
Ale i w życiu Spider-Mana namieszał dużo, a my w tym albumie możemy przekonać
się, jak bardzo.
W wyniku działań superbohaterów dochodzi do
tragedii: życie traci sześćset osób, w tym dzieci z okolicznej szkoły.
Dotychczas niemal udało się powstrzymać wprowadzenie w życie ustawy o
rejestracji superbohaterów, ale w wyniku tych wydarzeń USA podejmują decyzję o jej natychmiastowym wcieleniu w życie. Stark, który zgadza się z rządem, chce by Peter
poparł go i ujawnił publicznie, że jest Spider-Menem. Ten się waha, ale w końcu
decyduje się zdjąć maskę na konferencji prasowej i… zaczyna się prawdziwe
szaleństwo. Bliscy, a w szczególności Jameson, są w szoku. Ale wrogowie, z
którymi Pająk walczył całe życie, w końcu wiedzą kto jest ich przeciwnikiem i
mogą zacząć działać. Narażeni są wszyscy, którzy znają Parkera, a w chaosie,
jaki już wybuchł, trudno jest znaleźć pomoc. Gdy bohaterowie popierający
rejestrację stają do walki z tymi, uważającymi, że jest szkodliwa i
niebezpieczna dla ich prywatnego życia i rodzin, Peter nadal stara się wspierać
Starka, ale z każdą chwilą coraz bardziej wątpi w słuszność jego poglądów i
własnych działań…
Kolejny tom „Amazing Spider-Mana” w
wykonaniu Stracyznskiego i kolejny świetny komiks, który wciąga, zachwyca i
urzeka. Niestety jednocześnie to także jeszcze jeden kiepsko narysowany album z
tego okresu. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy tu do czynienia z jednym z
najlepszych dodatków do „Wojny domowej”, mocno wnikającym w jej wydarzenia,
rozwijającym je i dodającym im szerszego, mocnego kontekstu. Straczynski ze
swoimi scenariuszami, które bliskie są życia i prawdziwości, doskonale pasuje
do napisanego przez poruszającego podobne zagadnienia Millara eventu, ale nie
tylko ta strona komiksy wypada dobrze.
Przyglądając mu się w oderwaniu od „Civil War”, trzeba powiedzieć, że jako kolejna opowieść ze świata Pająka, jest to znakomita historia na poziomie, którą poznać najlepiej w szerszym kontekście, ale i bez tego daje radę przekazać to, co najważniejsze w całym evencie. Straczynski, po kilku słabszych fabułach, odzyskał wszystko, co u niego najlepsze i serwuje nam świetną rzecz, której nie sposób nie polecić fanom komiksów. Nie tylko tym, ceniącym „Spider-Mana”. I tylko żal, że Ron Garney ze swoją toporną, cartoonową kreską, psuje w tym albumie tak wiele. Na szczęście nie dość, by obrzydzić lekturę. A i kolor się tu też nie popisał, bo stara się być nadmiernie widowiskowy, jak na tak prostą kreskę, ale cóż. Reszta robi robotę i tego się trzymajmy.



Komentarze
Prześlij komentarz