Dragon Ball Super #102: Son Goku vs. Son Gohan – Akira Toriyama, Toyotarou

SON GOKU KONTRA SON GOHAN

 

Sto drugi rozdział „Superki” to nadal taki przerywnik i dalej ten epilog do „Super Hero”. I w sumie niewiele z niego wynika, czyta się to w pięć minut – serio – a na dodatek niemal nie oferuje tego, co obiecuje nam sam tytuł rozdziału. Czyli nadal spadek formy, ale z kilkoma spoko momentami, wszystko dzięki sporej dawce humoru.

 

Więc tak: Gokū dowiedział się o dokonaniach Gohana w trakcie jego starcia z Cellem Max i osiągnięciu poziomu Beast i teraz zjawia się na Ziemi, bo chce zobaczyć, co syn potrafi. By się o tym przekonać, zabiera jego, Goten, Trunksa i przypadkowo wmieszane w całą sprawę niedobitki niedobitków Armii Czerwonej Wstęgi na planetę Piwusa, gdzie chce zaliczyć z synem sparing i…

No i tu zaczynają się przechwałki Goten i Trunksa, czego to oni nie potrafią. Więc Gokū postanawia najpierw zobaczyć walkę między tymi dwoma, a Gohanem. No i walka się zaczyna i…

 

I trwa niemal przez cały rozdział. I spoko, bo fajne sceny humory z członkami Armii dobrze pasują, ale na tym właściwie koniec. Humor też tym razem udany nie jest, bo ciągłe powtarzanie żartu z nieudaną fuzją nie śmieszy a żenuje. Fabuły praktycznie tu nie ma, a sama walka ojca i syna następuje na koniec i po wymianie paru ciosów wszystko się urywa, do kolejnego rozdziału.

 

Więc jest dynamicznie, ale nic poza tym. Brakuje mi tu treści. Brakuje pomysłu. Więc się walą po gębach, ale i tu jakoś tak nijako, bo na tym etapie nie ciekawi mnie właściwie nic – także to, co będzie dalej. Raczej obawiam się, że będzie to samo, byle tylko dotrwać do nowej serii anime i pokazać to w mandze, dając kolejna powtórkę z rozrywki. Oby tak nie było, ale na to się zanosi. I jakoś nawet graficznie nic tu niczego nie rwie, ani nie intryguje.

 


Ot jeszcze jedna porcja tego samego. Coraz bardziej dla zagorzałych fanów i nikogo poza tym. Szkoda, że twórcy rozmienili się z tą serią na dobre. Za dużo tu jednak udziału Toyo, a nie Toriego i to się niestety na serii odbija coraz mocniej. Acz i Tori też wpadł w pętle powtarzania tego, co było.

Komentarze