Dragon Ball Super #103: A Legacy Toward Future – Akira Toriyama, Toyotarou

DZIEDZICTWO DLA PRZYSZŁOŚCI

 

Czyli koniec story arcu, ale nie koniec „Dragon Balla Super”. Tak już na wstępie trzeba powiedzieć, że chociaż wydawca ogłosił, iż kolejnego odcinka za miesiąc nie będzie, nie znaczy to, że „Superka” znika. Bo nie znika, będzie dalej, epizod kończy się słowami „ciąg dalszy nastąpi” no i fajnie, bo pewnie przed śmiercią Toriyama swoje dla serii zrobił i każdy liczy na wątki choćby z Black Friezerem, a jeszcze przecież będzie „Daima”, ale na razie mamy ten epizod. Taki pożegnalny. Swoiste rodzinne nawalanie. Ale fabularnie to niestety nic, co by zapadło w pamięć na dłużej.

 

Gokū w trybie Ultrainstynktu, kontra Gohan w swoim trybie Bestii, który nie jest ani czymś boskim, ani SSJ. A czym własciwie? Tego pora się dowiedzieć! Ale walka tych dwóch to za mało, Gokū wpada na pomysł by Bestia stawiła czoła Bestii, czyli Gohan zmierzył się z Brolym, który opanował swoją przemianę bez wpadania w tryb Berserkera. A co z niedobitkami Armii Czerwonej Wstęgi? Co wyniknie z tego wszystkiego, co się właśnie dzieje. I przede wszystkim, skoro wydarzenia dobiegają już wielkiego finału, co będzie dalej?

 

Co dalej, nie wiadomo, ale wiadomo co i jak z pozostałymi pytaniami. Z tym, że niewiele z tego wynika. Bo i co ma? Tu tylko dokańczane i domykane są wątki, widać brak większego pomysłu, więc walą się po gębach, a całość nie wprowadza nic, co by zaskoczyło, zaciekawiło na przyszłość czy okazało się naprawdę dobre. Ot zachowawczy rozdział, jakich wiele, na szczęście kończący wątek słabego „Super Hero”. Jedyne prawdziwe emocje związane z tą częścią są tymi, związanymi jednocześnie ze zgonem Akiry Toriyamy. Niestety.

 


Graficznie jest lepiej, niż poprzednio, Toyo się stara, bardziej w detal idzie, ale nadal nie ma to magii starego dobrego „DB”. Jest prosta, zachowawcza robota, trochę nowocześniejsza, ale bez tego serca, bez ducha. I tyle. Oby w końcu nadeszło coś lepszego. A przede wszystkim oby to wszystko dobiegło sensownego i spójnego – bo jednak z kanoniczną spójnością „Superki” to tak średnio jest mocno – finału i przestało zapychać dziurę, która zapchania nie wymagała.

Komentarze