„Ostatni sen” Almodóvara to nie autobiografia, jak
mogłoby się wydawać. Używane w stosunku do tej pozycji określenie autoportret
lepiej pasuje, ale… To przede wszystkim zbiór tekstów, mniej lub bardziej literackich
i mniej lub bardziej osobistych. To niby opowiadania, niby dopełnienia filmów,
jak mówi o nich sam autor, ale też nie do końca. On jednak nazywa to
opowiadaniami właśnie, nie uznając innego kategoryzowania, więc… Ale nie to z
czym mamy do czynienia jest tu sednem, a to, czy rzecz jest warta poznania. I
co tu dużo mówić, jest, ale myślę, że tak, jak ja, trzeba jednak być fanem
Almodóvara, by w pełni ją docenić.
Treść. Nie ma tu jednej. Wszystko sprowadza się do
tego, że Almodóvar od zawsze uwielbiał pisać i chciał pisarzem być. Więc pisał
i czasem nawet coś w rodzaju dziennika, ale akurat taka forma nigdy mu nie
szła. I przez lata swojego życia napisał wiele tekstów, które trafiły do
szuflad i zaginęłyby, gdzieś w trakcie licznych przeprowadzek, gdyby nie jego
asystentka, która zbierała je i przechowywała i właśnie z takich tekstów
złożone jest to dzieło. A w nich Almodóvar pisze o sobie, czasem niemalże w
formie kronikarskiej, gdy na bieżąco zapisywał ważne, często tragiczne
wydarzenia ze swojego życia. I niektóre z tych tekstów już doczekały się
przerobienia na filmy – które, wnikać nie będę, najlepiej odkrywać to samemu i
dać się zaskoczyć – a inne na filmy, jak zapowiada autor, w końcu pewnie
przekonwertowane zostaną.
I można rzec, że to na sentymentach rzecz oparta.
To wspominki – Almodóvar celowo zostawił teksty takie, jakimi były, bez
poprawek, żeby sobie przypomnieć, jaki był i jak się zmienił i żeby miały tę
formę, w jakiej się narodziły – i często pierwsze wersje tego, co już znamy. I
chyba najmocniej działają właśnie na tym poziomie. Bo może i Almodóvar pisze
dobrze, może ma to klimat, fajnie wnika w postacie i literacko jest udane, ale
właśnie cała siła tych tekstów tkwi w ich odniesieniu do jego twórczości.
Kontekst robi swoje. A jeszcze dla mnie te wspominki Almodóvara, który nawet
przypomina sobie w jakich okolicznościach i otoczeniu pisał dane teksty, od
razu przypomniały mi o moich własnych z jego twórczością doświadczeniach. O tym
pierwszym kontakcie, kiedy trzepnął mnie, gdy nocą w telewizji oglądałem „Kikę”.
I kolejnych, czasem mniej udanych (telenowelowe „Kobiety na skraju załamania
nerwowego”), czasem bardziej („Zwiąż mnie”).
No i te teksty to taki Almodóvar, jakiego znamy z filmów.
Czasem zabawny, czasem uderzający w mocniejsze tony, czasem kiczowaty, niczym z
opery mydlanej, to znów prawdziwy artysta, który umie z wyczuciem, emocjami i
pięknem. „Ostatni sen” to nie rzecz, która ma nam dać pełny wgląd w życie i
twórczość reżysera, ma nas po prostu bardziej przybliżyć do jego dzieł i lepiej
zrozumieć jego samego. Nie wyczerpuje tematu, właściwie to tylko takie
liźnięcie jego biografii, ale w tym wypadku tyle wystarcza. Wystarcza, by
czegoś się dowiedzieć, coś sobie uzmysłowić, zyskać kontekst i odniesienie no i
pobudzić apetyt na więcej. a potem jeszcze raz sięgnąć po te starsze, najlepsze
filmy Almodóvara i przeżyć je jeszcze raz, ale z zapleczem wiedzy, jaką
wynosimy z książki. To będzie ciekawe doświadczenie.

Komentarze
Prześlij komentarz